Tornado w Absurdalnej

Co raz częstsze inicjatywy, dopuszczające piwowarów domowych ze swoimi pomysłami do warzenia komercyjnego, to moim zdaniem jeden z lepszych pomysłów w polskim krafcie. Po pierwsze co dwóch piwowarów, to nie jeden. Po drugie ten domowy może wnieść pewien powiew świeżości do pomysłów browaru kontraktowego. Po trzecie – taką możliwość zazwyczaj otrzymuje osoba, wyłoniona w drodze wieloetapowych konkursów, więc ze sporą dozą prawdopodobieństwa można rzec, iż jest to persona o wysokich umiejętnościach piwowarskich. I w drodze dokładnie takiego konkursu, jakim jest Cracow Beer Academy jeden z browarów domowych cyklicznie otrzymuje możliwość uwarzenia swej zwycięskiej receptury na zdecydowanie większej warzelni.

I tak mieliśmy już Gąskę Beerbinkę oraz Kawę i Papierosy, z autorską recepturą Tomka Syguły z Browaru Leśniczówka czy Niñę Blancę, uwarzoną w kooperacji z blogiem Dzikie Drożdże. W kolejce na swoją premierę czeka piwo, sygnowane nazwą specjalnej grupy fejsbookowej – Jak Będzie w Piwie?, a obecnie możemy cieszyć się wybornym White IPA, przygotowanym wraz z ekipą Hołdy Chmielu. To ostatnie piwo miało swoją premierę w katowickiej Absurdalnej, gdzie wraz z Panią Kapitan postanowiliśmy się pojawić.

Bardzo cieszy mnie fakt, iż na tej imprezie pojawiło się sporo gości. Domyślam się, że jest to zasługa ściągnięcia fanów nie tylko PiwoWarowni, ale i Hołdy Chmielu, która nota bene pochodzi właśnie z Katowic. Dzięki temu, kiedy na scenie stanęła ekipa obu browarów w towarzystwie Remika (właściciel Absurdalnej – przyp. aut.) oraz współorganizatora konkursu, właścicielu krakowskiego Świata Piwa, można było bez obaw o frekwencję odpalać imprezę.

A jak wypadło samo piwo? Być może wyglądem nie powaliło, ale proszę Państwa, co tutaj się wyprawia w smaku i w aromacie? Na wstępie do wnętrza naszego nosa wpada genialny zapach cytrusów, pięknie korespondujący z kolendrą oraz aromatem… subtelnej pieprzności i brzoskwiń. Widać, że belgijskie drożdże zrobiły w Tornadzie solidną robotę. Z kolei pierwsze, co rzuca się w „oczy” po kilku łykach, to niezwykle gładka faktura trunku. Do tego pomarańcze, guma balonowa i wysoka, przyjemna gorycz. Przyznam szczerze, że fanem wszelkiej maści White/Wit IPA nie jestem, a tutaj zakochałem się od pierwszych łyków. Piwo wyszło fantastycznie pijalne i doskonale aromatycznie. Nota – 8.5/10

W trakcie imprezy bez najmniejszych trudności można było zamienić słowo z każdym z piwowarów, dopytać o recepturę czy skosztować domowego pierwowzoru Tornada. Do tego towarzystwo kilku innych piwowarów domowych doprowadziło do sytuacji, w której w moich rękach co chwile pojawiała się piwna próbka umiejętności tej ekipy. Każde próbowane piwo, z fantastycznym RISem na czele naprawdę trzymało bardzo wysoki poziom, ku uciesze mojej i pozostałych zgromadzonych.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, więc po niecałych dwóch godzinach musieliśmy ewakuować się na pociąg do Gliwic, gdzie czekała na nas ekipa Dobrego Zbeera oraz Browaru Golem. Ale to już temat na inną historię. Samą zaś imprezę w Absurdalnej zaliczam do niezwykle udanych i cieszę się, że udało nam się wpaść chociaż na tę drobną chwilę. Oby więcej takich eventów!

PS
Małe sprostowanie od ekipy Cracow Beer Academy:

„dotychczas tylko wspomniane piwo grupy facebookowej „Jepiwka” powstaje w wyniku konkursu. Pozostałe piwa to po prostu wyróżniające się domowe warki, każdy piwowar może się do nas zgłosić ze swoimi propozycjami, nie trzeba wygrywać konkursu! 

A myślałem, że zrobiłem solidny reaserch 😉





Reklamy

Browar Birbant – Sensei (Sorachi White IPA) vs Powder Man (Vermont Cryo IPA)

Los czasem bywa przewrotny, pakując nas w różnorakie tarapaty i sytuacje, w jakich nie do końca chcemy się znaleźć. Na szczęście czasem bywa także hojny, o czym właśnie dzisiaj chciałem napisać. Otóż parę(naście?) dni temu w moje ręce wpadło bardzo gustowne pudełko, przygotowane przez Browar Birbant. W pudełku owym znalazłem zabutelkowanych dwóch, napakowanych jegomości. Pierwszym z nich okazał się być Sensei – doładowany chmielem z kraju kwitnącej wiśni wojownik, w stylu Sorachi White IPA. Drugi to stworzony w wyniku wymrażania granulatu chmielowego, naszpikowany amerykańskimi chmielami Powder Man, reprezentujący styl Vermont, tudzież New England IPA. Skoro mamy taki tandem, to może zrobimy ustawkę i sprawdzimy, który z „Panów” wygra ten pojedynek? Zapraszam zatem na ring!

Nie ukrywam, iż Powder Man na starcie zdobył wyższy handicap. To wszystko przez styl, w jakim został uwarzony Sensei. No jakoś nie jestem zbyt wielkim fanem White IPA, a użycie do jego produkcji chmielu Sorachi niesie ze sobą ryzyko pojawienia się nut koperku, co w moim przypadku wywołuje grymas niechęci na twarzy. Na szczęście aromat „Japończyka” pozbawiony jest charakteru tej popularnej w naszym kraju zieleniny, więc punkt leci na jego konto. Dodatkowo zapach Senseia ma dość wyraźny, kwiatowy charakter. Oczywiście pojawia się także subtelny kokos, jest odrobina cytrusowości, a całość kojarzy mi się z nieco przypalanymi aromatami. Nie powiem, ale ten aspekt całkiem nieźle wpasował się w mój gust. A co na to „Pan Puderek”? W odróżnieniu do swojego przeciwnika na pierwszym planie w Powder Manie pojawiają się wyraźne akordy chmielu, z jego ziołowym charakterem na czele. Po chwili do naszego nosa dolatują mocne akcenty cytrusowe, z wyraźną pomarańczą na przedzie. Całość komponuje się doskonale, więc na tym polu oba piwa w mojej opinii po prostu remisują.

Skoro zapach obu fighterów pozwolił im zdobyć taką samą liczbę punktów, to o ostatecznym wyniku będzie musiał zadecydować smak. OK, być może wizualnie też te piwa powinny ze sobą powalczyć, ale umówmy się – to nie konkurs Miss Universum, tylko ostra walka na solidne argumenty. Szczególnie że oba piwa prezentują się po prostu należycie. Ale ja nie o tym miałem. Sensei to przede wszystkim bardzo rześki trunek, z delikatnie zaznaczonym smakiem kokosa, grejpfruta i subtelnym akcentem skórki pomarańczy i kolendry. Z kolei Powder Man jest piwem o wiele gładszym i pełniejszym w odbiorze; w końcu mamy tutaj do czynienia z nie byle jakim Vermontem. Na pierwszy plan ponownie i w tym miejscu wychodzi chmiel, któremu idealnie sekundują cytrusy i doskonała soczystość. Obu Panów różni także poziom goryczy. Co prawda reprezentują oni zdecydowanie ziołowy charakter tej cechy, ale Sensei ma jej nieco więcej, dłużej zalegając i wybrzmiewając echem nawet na parę chwil po przełknięciu.

Nie ma co – oba piwa zaprezentowały w tym starciu bardzo wysoki poziom, a zaplanowane dwie rundy upłynęły z prędkością mknącego po kartach nowych ustaw pióra pewnego prezydenta z pewnego środkowoeuropejskiego państwa. I pojedynek ten nie zakończył się nokautem. Szanowni Państwo, werdyktem sędziów zwycięzcą tej nierównej walki, dzięki przewadze pod postacią faktury i gładkości trunku zostaje… Powder Man! Sensei na szczęście nie ma się czego wstydzić, bo również okazał się być solidnym wojownikiem, a różnica między nim, a przeciwnikiem wyniosła jedynie pół punktu. Brawo!

Powder Man – 8/10

Sensei – 7.5/10

Browar Cameleon – Zielony (White IPA)

Ilość powstających ostatnimi czasy nowych browarów i piw przyprawia mnie o solidny ból głowy. I nie chodzi mi o ból głowy, wynikający ze spożycia tychże, a o ból niemożności spróbowania wszystkiego. Dodatkowo dojrzewa we mnie potrzeba pomarudzenia i napisania o tym nieco szerzej, ale i na to przyjdzie czas, natomiast teraz chciałbym się skupić na nowym piwie z (a jakże!) nowego browaru.

Do ekipy Cameleona podszedłem z umiarkowaną ostrożnością. Owszem, przedpremierowo mogłem do sklepu zamówić Zielonego (bo tak też się ich pierwsze i póki co jedyne piwo nazywa), ale najpierw chciałem spróbować, czy warto. Moja druga połówka pokrzyżowała nieco te plany i ściągnęła kilka butelek na nasze półki, więc mi pozostało jedynie wybrać się na premierę i pochwalić Panią Kapitan lub rzucić tradycyjnym „a nie mówiłem?”. Przejdźmy jednak do konkretów.

White IPA to styl, na jaki postanowili postawić chłopaki z Cameleona, aby promować siebie i zdobywać swoich fanów. Czy dobrze to czy źle – nie mnie oceniać, niemniej jednak uznaje ten ruch za dość mocno asekuracyjny. Z drugiej zaś strony pogoda sprzyja spożyciu takich wynalazków, więc może jednak nie było to złe posunięcie? Warunek jest jeden – to piwo po prostu musi urywać dupę, bo inaczej przemknie niezauważone, niczym letnia bryza. Więc jak jest? W szkle trunek prezentuje się jak należy. Ot jasno-złoty, mętny, z drobną, białą pianą. Czyli jest dobrze i punkcik za to. A co z bukietem Zielonego? Subtelne nuty kolendry fajnie mieszają się z cytrusami z chmielu Citra i aromatem skórki pomarańczy curaçao. Do tego w tle lekko majaczy karmel, co nie ukrywam mi osobiście mocno pasuje. Cytując niejakiego Calvina Candie: „Panowie, mieliście moją ciekawość, a teraz macie moją uwagę”. Po pociągnięciu kilku łyków już wiem, jaki będzie werdykt. Dostałem piwo owocowe w smaku z solidną, acz nieintensywną goryczką, która dość długo i przyjemnie się utrzymuje. Do tego Zielony ma bardzo gładką i przyjemną teksturę. Wszystkie te elementy wpływają na to, iż ten White IPA jest niezwykle pijalny i potrafi zniknąć z kufla w oka mgnieniu.

W tym miejscu chylę czoła przed Browarem Cameleon i biję się w pierś. Wydawać by się  mogło, że tym młodym ludziom z łatwością mogła podwinąć się noga, bo a) to nowicjusze na rynku, b) wybrali w moim odczuciu niezbyt skomplikowany styl, w dodatku bez ekstrawagancji. A mimo wszystko wyszło. Wyszło i urwało. Zielony to po prostu bardzo solidne i dobre piwo, któremu nic nie brakuje. Liczę jednak na większą wymyślność piwowarów Cameleona i mam nadzieje na kolejne, tym razem ekscentryczne piwo z pod ich rąk. A Zielony dostaje mocne 8/10