Chmielobrody On Tour – rejs po Małopolsce

Część 2 – The Blogger

Już niebawem, w listopadzie, podczas Poznańskich Targów Piwnych 2017 światło dzienne ujrzy uwarzone wspólnie przez krakowską Brokreację oraz brać blogerską piwo w stylu Ultra Islay Whisky Barrel Aged Salty Kiwi & Cocoa West Coast White Bitter. I wiecie, co robi to piwo? Ono odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa! To jest piwo na skalę naszych możliwości. I wiecie, co my robimy tym piwem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas uwarzone i to nie jest nasze ostatnie słowo!

Tak w skrócie przedstawia się tegoroczna idea akcji The Blogger. I w ślad za zeszłoroczną praktyką również i tego roku wybraliśmy się całą ekipą do szczyrzyckiego browaru Gryf, aby, powiedzmy sobie szczerze, trochę poimprezować i trochę popracować. Z tą pracą nie żartuję, bo w końcu całe zamieszanie zaczęliśmy od przerzucania zawartości worków ze słodem do śrutownika. I nie tylko Panowie garnęli się żwawo do śrutowania – Panie równie chętnie próbowały swoich sił przy dźwiganiu 25 kilogramowych ciężarów.

Po tej porannej siłowni przyszła pora na śniadanie. Warto tutaj zaznaczyć, iż warzenie piwa to nie rurki z kremem. Wyjazd do browaru zaordynowano na 7:30, aby punktualnie o 9:00 rozpocząć zabawę. W związku z tym śniadanie ekipie jak najbardziej się należało. W tym miejscu z pomocą przyszła ekipa Brokreacji, rozstawiając swój uroczy rollbar z podpiętymi doń dwiema pozycjami – The Nurse (Hefeweizen) oraz The Cop (American Pils). Osobiście lepszego poranka nie mogłem sobie wyobrazić. Pełne słońce, przyjemny cień, leżaczki i kieliszek wypełniony przepyszną, brokreacyjną pszenicą na przemian z ultra rześkim The Copem. W takich okolicznościach równie doskonale się rozmawiało.

Po tych krótkich przyjemnościach przyszła pora na wycieczkę po browarze. Co prawda już w zeszłym roku miałem okazję zwiedzić zakamarki Gryfa, ale było tak przednio, że powtórka z rozrywki malowała szeroki uśmiech na mojej twarzy. Mateusz Górski (właściciel i piwowar Brokreacji) ponownie wcielił się w rolę przewodnika, opowiadając m. in. o procesie warzenia, idei posiadania jednego z nowocześniejszych laboratoriów w polskich browarach oraz o tym, cóż ciekawego leżakuje w tankach, czekając na swoją kolej. I to właśnie leżakownia zrobiła na mnie największe wrażenie. Rozmieszczenie tak ogromnej liczby tanków na tak niewielkiej przestrzeni zwyczajnie przyprawiało o zawrót głowy. No i możliwość spróbowania piwa prosto z tanku też ponownie okazało się nie lada gratką. Największą impresję na mnie wywarł ledwo kilku miesięczny Porter Bałtycki Deep Dark Sea (kolejna, świeża warka). Już w tej formie prezentował doskonałą czekoladowość i subtelną nutę pralin. O alkoholu nie wspominam, bo jest go na tym etapie niewiele, więc czas spokojnie pokona tego jegomościa z palcem… we wskazówkach? W każdym razie ja już teraz czekam z wypiekami na twarzy na premierę tego cuda.

Po tych rewelacjach przyszła pora na spacerek do położonego kilkadziesiąt metrów dalej browaru restauracyjnego Marysia, gdzie czekał na nas pożywny obiad oraz druga część wycieczki. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Marysia w stosunku do zeszłego roku zwiększyła wybicie na warzelni oraz swoje możliwości leżakowe. Oglądając zawieszki na tankach w tym miejscu i mając w pamięci te z większego browaru od razu można pomyśleć „o Panie, to kto tutaj jeszcze nie warzy”? Serio, ilość kontraktów, obsługiwanych przez te dwa browary robi wrażenie.

Można by pomyśleć, że tych atrakcji to aż nadto, ale nie na tym etapie. Ekipa Brokreacji zaprosiła na miejsce zaprzyjaźnionych cydrowników ze Smykana. Dzięki temu mieliśmy okazję skosztować rewelacyjnych cydrów, przewyższających totalnie swoją jakością i smakiem jabłkowe popłuczyny, oferowane przez te firmy, jakie są szerzej znane w świadomości przysłowiowego Kowalskiego. I tak do kieliszków wjechała m. in. Grochówka z dwóch roczników (2015 i 2016), Stary Sad czy też mój absolutny faworyt, czyli Cuvee Garage. Na cydrach być może się nie znam, ale mogę powiedzieć, że zwyczajnie zerwało mi papę z dachu i z pewnością nie raz sięgnę po produkty tej załogi.

Po cydrowych rewelacjach czekała nas z kolei degustacja brokreacyjnych sztosów . Wystartowaliśmy od Nafciarza Dukielskiego z drugiej warki, aby swobodnie przejść do wersji imperialnej tegoż Pana oraz do wersji imperialnej, leżakowanej w beczce po Laphroaig. Co prawda miałem już okazję prowadzić panel porównawczy tych piw (KLIK!!), ale powiem ponownie – JA PIER… NICZĘ. Testowane następnie dwa dymione RISy – Certain Death i Buried Alive – były przysłowiową wisienką na torcie. Ludzie, jak traficie na te piwa, to się nie zastanawiajcie, tylko kupujcie na potęgę, pijcie i cieszcie się życiem.

Swoją drogą chłopaki temat dobrze przemyśleli, pojąc nas takimi cymesami, bo „najlepszą” atrakcję zostawili na koniec. Mam tu na myśli 215 kilogramową beczkę, wypełnioną pulpą z kiwi, jaką mieliśmy dodać na whirlpool. W międzyczasie szybkie chmielenie i już mogliśmy wnosić wiadra, wypełnione owocowymi specjałami na pięterko. A sprawa nie była prosta, bo przelać te 215 kilogramów niewielką chochelką zajęło trochę czasu. Nie ma jednak tego złego, bo obsługa w/w chochli okazała się doskonałym ćwiczeniem na barki. Do dzisiaj mam zakwasy.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i tak niemal cały dzień zleciał jak z bicza strzelił. Szybkie pakowanie rollbaru, turlanie Jerrego w beczce po kiwi (sam się prosił), osuszanie resztek z kieliszków i już mogliśmy się pakować do busa, który miał odwieźć nas do Krakowa na Pinta Party 2017. A co tam się wydarzyło, to już jest temat na kolejną historię.

CDN…

ZOBACZ PEŁNĄ FOTORELACJĘ!

Reklamy

Wywody Chmielobrodego – cz. 4

The Blogger 2017, czyli o co całe „halo”?

Dzisiaj będzie krótko. A przynajmniej taki jest zamysł. No bo ileż można napisać o tym, czym jest brokreacyjny „The Blogger 2017”? Chyba niewiele. Tylko czy aby na pewno? Ale od początku, bo przecież nie wszyscy muszą orientować się w temacie, prawda?

W zeszłym roku niejaki Jurek Gibadło aka. Jerry Brewery podczas wychylania kolejnych szklanek na premierze piwa Ale Cocones (kooperacja Alebrowaru i Artezana – przyp. aut.) przekonał piwowara i właściciela browaru Brokreacja – Mateusza Górskiego – do pewnego konceptu. W skrócie: uwarzmy odjechane piwerko wraz z innymi blogerami, nazwijmy je The Blogger i machnijmy premierę tegoż na Poznańskich Targach Piwnych Anno Domini 2016. Jak pomyśleli, tak zrobili (a relację z samego warzenia znajdziecie tutaj -> KLIK!). Oczywiście styl, w jakim uwarzono zeszłorocznego „blogera” musiał być odjechany, co też zostało potwierdzone w nazwie: Cherry Smoked Pepper Rye Wood Aged Strong Ale. Samo piwo okazało się dość ciekawe, ale jednak całe środowisko jak jeden mąż krzyknęło „tutaj powinno dziać się o wiele więcej!”. Jerry z Mateo sporządzili notatki i obiecali wrócić do tematu w roku 2017.

I tak w zeszłym miesiącu główny autor zamieszania na niezwykle tajnej grupie na fejsie zamieścił post, informujący o starcie projektu The Blogger 2017. W ubiegłym roku głosowanie na styl odbywało się poprzez wybieranie poszczególnych składników piwa przez blogerów i ich czytelników. Skoro jednak całość miała pójść o krok naprzód, tak też trzeba było tę formułę nieco zmienić. W sukurs przyszedł Łukasz Matusik z blogu piwolucja.pl, a konkretnie jego generator stylów piwnych w wersji hardcore (http://piwolucja.pl/generator). I nie żeby autor tego narzędzia sam siebie zaproponował. Ot jeden z blogerów (Mateusz Wata) dla zgrywy rzucił ideą, aby styl wylosować właśnie z pomocą piwolucyjnego generatora. Jerry załapał temat i dzień później zaproponował go reszcie. Większość była za, a więc poszło. Szybkie losowanie „on-line” 12 stylów oraz sprawdzenie możliwości ich uwarzenia przez Mateo i tak oto stanęliśmy przed następującym wyborem:

1) ULTRA SENCHA & HAZELNUT AMERICAN DUNKELWEIZEN
2) ULTRA LAVENDER & ESPRESSO NEW ZEALAND RED ALE
3) ULTRA BOURBON BARREL AGED WILD MOLASSES & CHOCOLATE EAST COAST RED ALE
4) QUAD BAY LEAF & WALNUT POLISH BLACK WEIZEN
5) TRIPLE TABASCO BARREL AGED SWEET WURST RYE POLISH DUNKELWEIZEN
6) DOUBLE ORANGE PEEL & HAZELNUT TURBO WEST COAST RED MARZEN
7) QUAD SORREL & COFFEE WEST COAST DARK OLD ALE
8) TRIPLE SWEET CRANBERRY & WALNUT AUSTRALIAN DARK BERLINER WEISSE
9) ULTRA ISLAY WHISKY BARREL AGED SALTY KIWI & COCOA WEST COAST WHITE BITTER
10) DOUBLE BARREL AGED SORREL RYE AUSTRALIAN RED MILK STOUT

Trochę odjechaliśmy, prawda? No i w tym miejscu zaczęły się schody. Najpierw pojawiło się jęczenie części towarzystwa, że oni swojego głosu nie oddadzą, dopóki każdy z podanych stylów nie zostanie dokładnie opisany. „Przecież ja muszę wiedzieć, czego się po piwie spodziewać, jak je oceniać i czy aby na pewno mi smakuje!”. W tym miejscu rozumiem, że bez arkusza BJCP naprawdę ciężko stwierdzić, czy piwo jest dobre czy nie jest, tak? Pomijam fakt, iż grono tych marud przy wyborze pomysłu na losowanie stylu nawet słowa sprzeciwu nie wypowiedziała, o zaproponowaniu innego rozwiązania nie wspominając. Cóż – najlepiej zagrać typowego Janusza, ręką nie ruszyć, ale nawrzucać innym, bo ja się przecież znam, mam certyfikaty, kursy i ja Wam jeszcze pokażę.

Kiedy już wybór padł na uwarzenie ULTRA ISLAY WHISKY BARREL AGED SALTY KIWI & COCOA WEST COAST WHITE BITTERA pojawiły się głosy innych, twierdzących że „jak to może być, że to już jest nienormalne, dokąd to ten kraft zmierza i zara bedo robić takie pijwa, co to ich normalny człowiek nie tknie”. W tym miejscu chciałbym i jednym, i drugim odpowiedzieć:

Po pierwsze – robimy takie, a nie inne piwo i mamy na to taki, a nie inny pomysł… bo możemy! W końcu o to chodzi w krafcie, aby się nie ograniczać. Proces tworzenia piwa, jak sama nazwa na to wskazuje, powinien być twórczy i nie odrzucający tych nawet najbardziej szalonych pomysłów.

Po drugie – „why so serious”? Przecież nikt tym piwem nie otwiera oczu niedowiarkom. Nie mówimy: „patrzcie, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić.” Chociaż w zasadzie właśnie dokładnie to mówimy, ale robimy to z przymrużeniem oka i w formie dobrej zabawy. Chcesz się przyczepić – spoko, nie ma problemu, ale niech Twoje argumenty nie będą inwalidą. Pogadajmy rzeczowo, a nie róbmy z tego hurr, durr wielkiego problemu.

I w końcu po trzecie – nikt, nikogo do niczego nie zmusza. Nie chcesz, to nie bierz udziału w tym zamieszaniu. Nie masz ochoty, to nie planuj zakupu The Bloggera 2017. Nie przyjeżdżaj na Beer Blog Day 2017, ale nie psuj tej zabawy innym. Proste? No proste jak droga na Ostrołękę.

Natomiast nie ma też co popadać w skrajności. The Blogger 2017 nie będzie piwem, wytyczającym nowe trendy. Nie będzie to produkt rewolucyjny, przewracający polski kraft do góry nogami. To ma być piwo pokazujące otwarty umysł na nowe, nawet te najbardziej odjechane pomysły, przy których chcemy się dobrze bawić i chcemy pokazać, że się da. No bo jak nie my, to kto? Na zdrowie, peace, chill & love, everybody! Złocisty trunek ma łączyć, a nie dzielić i ma być przyczynkiem do dobrej zabawy. Tego mam zamiar się trzymać i tego życzę wszystkim, z malkontentami na czele 😉

The Blogger, czyli jak uwarzyć odjechane piwo z pomocą kilkudziesięciu beer geeków.

Kiedy w czerwcu trafiłem na akcję pod tytułem „niechaj blogerzy uwarzą swoje piwo”, organizowaną przez Browar Brokreacja i pod batutą Jerrego z bloga Jerry Brewery, od razu ochoczo tej sprawie przyklasnąłem. Owszem, były obawy o stworzenie piwnego potworka. No bo skoro każdy ma wpływ na recepturę i możliwość zagłosowania na wybrany składnik, plus jak do tego dojdzie ułańska fantazja, to czy czasem nie dostaniemy piwa, leżakowanego w beczce po bigosie (© by Suseł) albo innego chrzanowo-boczkowo-śledziowego „cudu piwowarstwa”? Na szczęście ekipa okazała się nad wyraz ogarnięta i w ten oto sposób na początku lipca składniki na The Bloggera (bo taką właśnie nazwę będzie nosiło to piwo) zostały zatwierdzone. Chociaż nie powiem – praktycznie do samego końca nikt nie wiedział, czym jest delikatna nutka zajebistości. Ale o tym nieco później.

Wisienką na torcie był mail, jaki dostałem w połowie sierpnia, zapraszający wszystkich uczestników do szczrzyckiego browaru Cystersów, gdzie 17 września mieliśmy zabrać się za warzenie naszego blogerskiego specjału. Pewnym problemem była kwestia logistyczna. Browar znajduje się około 50 kilometrów od Krakowa, ja mieszkam w Katowicach, a warzenie startowało o godzinie 9:00. Jechać samochodem do browaru? Na warzenie piwa? No nie ma takiej opcji. To byłoby jak lizanie szklanej witryny cukierniczej w momencie, kiedy mamy smaki na tort czekoladowy. Na szczęście z odsieczą przybył mój bardzo dobry kumpel Miłosz. I nie dość, że zaoferował nocleg w grodzie Kraka, tak dodatkowo zaproponował, abym przybył dzień wcześniej, „to może byśmy skoczyli na akurat trwające Dni Otwarte Pracowni Piwa?”. Za ten pomysł powinien dostać Oscara! Jak pomyśleli, tak zrobili, a pierwszą część wycieczki uczcili Noa Pecan Mud Cake’iem ze szwedzkiego browaru Omnipollo (w towarzystwie Jerrego i Piwologa). Delicje i idealny prolog do dalszych wydarzeń.

Tomasz Rogaczewski opowiada o pracy w browarze Pracowni Piwa
Zebrana gawiedź na tle tanków fermentacyjnych
Maszyneria Pracowni Piwa pomysłu własnego cz. 1
Maszyneria Pracowni Piwa pomysłu własnego cz. 2, butelkująca.
Omnipollo – Noa Pecan Mud Cake (10/10)

W sobotę plan był prosty – pobudka przed 6:30, prysznic, kawa, śniadanie i teleportacja pod miejsce zbiórki w centrum Krakowa, skąd odjeżdżał podstawiony do Szczyrzyca busik. Niecała godzina i byliśmy na miejscu.

Pojechaly, przyjechaly, dojechaly…
Cysterski Browar Gryf
Budynek Browaru Gryf

Opactwo i teren browaru prezentowały się nad wyraz urokliwie. Całość osadzona w lekko  górzystym terenie, pełnym sadów, lasów i rewelacyjnych widoków. Niestety na ich podziwianie nie było zbyt wiele czasu. Na miejsce przyjechaliśmy nieco spóźnieni, a praca była zaplanowana co do minuty. Zaczęliśmy od wizyty w pierwszej z sal odrestaurowanego browaru Gryf. Mateusz z Brokreacji z dumą prezentował tanki zacierne, warzelne i filtracyjne wraz z aparaturą, a potem zagonił nas pod sam strop, gdzie każdy miał okazję wrzucić do śrutownika worek słodu… lub ewentualnie siedem. W końcu przyjechaliśmy tutaj do roboty, prawda? Po drodze udało się ustrzelić fotę planów warzelnych i nazwy stylu, jaki będzie patronował The Bloggerowi (cóż zrobić, że z pewnymi ortograficznymi błędami 😉 ). Przynajmniej nie będzie problemu z przygotowaniem morskiej opowieści na kontrę, bo poza tym opisem nic więcej się nie zmieści (wink, wink 😉 ).

A dokładniej: Cherry Smoked Pepper Rye Wood Aged Strong Ale
Kotły i blogerzy
To w tym kotle za parę godzin będzie gotował się The Blogger
Żadna praca nie hańbi, a już na pewno nie śrutowanie słodów
Tutaj do śrutownika leci słód wędzony wiśnią…  omnomnomnomnom
Po śrutowaniu prosto do kotła…

Po wysiłku fizycznym (do kadzi zaciernej poszło ponad pół tony zesłodowanego ziarna) przyszła pora na chwilę relaksu. W tym miejscu ekipa Brokreacji przywitała nas pod swoim namiotem, gdzie każdy mógł dowoli częstować się Hefe-Weizenem (The Nurse), Bohemian Pilsnerem (The Teacher), Red IPA (The Butcher) oraz domową wersją The Gravediggera (RIS), warzoną z użyciem słodów wędzonych (cud-malina i absolutny sztos).

Przybytek relaksacyjny
Moi dwaj ulubieńcy z tego dnia
The Butcher prezentuje się jak należy! W tle jakiś randomowy gość z wodą, ja nie wiem, ja nie wiem… 😉

Chwila dyskusji, wymiany zdań i przyszedł czas na dalsze zwiedzanie cysterskiego browaru Gryf ze szklaneczką złocistego trunku w ręce (no chyba że ktoś akurat nalał sobie RISa 😉 ). W rolę przewodnika ponownie wcielił się Mateusz, oprowadzając nas po wszystkich zakamarkach tego oszałamiającego miejsca. I kiedy myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy w sukurs przyszły tanki fermentacyjne, a w zasadzie ich zawartość. Każdy miał okazję spróbować wprost z nich Imperialnego Nafciarza Dukielskiego (piwo w dieselu i na sterydach, oesu jakie to dobreee), świeżej warki The Alchmiesta (nachmielonego tak, że aż w nosie kręciło), The Dancer oraz oczywiście już fermentującej, pierwszej warki The Bloggera, która uwarzona została dwa dni wcześniej.

Mateusz potrafi skupić uwagę…
…szczególnie przy nalewaniu świeżego piwa wprost z tanku
The Blogger świntuszy, znaczy fermentuje
Wirówka
Dalsze testy piwnych specjałów

Monoblok, czyli butelkujemy i kapslujemy. Nie my, tylko monoblok.
Ekologia przede wszystkim, czyli pompa ciepła, odzyskująca energię, jaka wytraca się podczas warzenia.
Ponoć to próbki laboratoryjne. Część ekipy stawiała jednak na żółć bydlencą 😉
Niezwykle skomplikowana i precyzyjna… waga

Trochę się nachodziliśmy, gdyż budynek browaru jest dość spory. Do tego spożycie trunków o wysokim indeksie glikemicznym doprowadziło do pojawienia się dość wyraźnego uczucia głodu. Tym sposobem trafiliśmy do drugiego browaru, mieszczącego się na terenie opactwa. Mam tu na myśli browar restauracyjny Marysia, gdzie czekał już na nas konkretny posiłek, pozwalający przetrwać dalsze trudy tego dnia. Po wszamaniu przesmacznego rosołku i schaboszczaka przyszedł czas na zwiedzanie Marysi. Ponownie naszą największą uwagę skupiły zarówno tanki fermentacyjne, jak i drewniane beczki, wypełnione po brzegi samym dobrem i wspaniałościami. Niestety beczkowych delicji próbować nie było jak, więc pozostało nam słuchać, jak Mateusz skrzętnie przybliża nam zawartość każdej z nich. Niespodzianką w tym miejscu była rzecz, o której w zasadzie dowiedzieć się nie powinniśmy. Cóż, nie do końca wyszło, ale ja nie będę uprzedzał faktów i poczekam do stycznia na premierę pewnego zacnego trunku.

To będzie doskonały ()&(*^$#^%#$&( 😉
Browar Marysia (a kotły na sprzedaż, gdyby ktoś chciał)

Jedna z beczek, mieszcząca w swoim wnętrzu same dobroci

I kiedy późnym popołudniem lunął deszcz, a cała załoga przeniosła się pod strzechy dawnej słodowni, aby tam  kontynuować rozpoczęte dyskusje, ja postanowiłem sobie zadać pytanie: jesteśmy w browarze Cystersów, a ja do cholery jeszcze żadnego Cystersa na oczy nie widziałem. W tym  momencie na salony wkroczył właściciel tegoż przybytku wraz z dwoma Cysterami właśnie. Panowie skosztowali zawartości brokreacyjnego rollbaru, po czym zabrali nas na wycieczkę do muzeum, jakie mieściło się w budynku klasztoru. Wśród muzealnych zbiorów moją uwagę przykuły stare, miejscowe etykiety oraz kopia mapy świata z XIII w. I niech Was nie zmyli plan koła, na jakim ta mapa się znajduje. To dalej jest płaski dysk, gdzie w dolnym, lewym rogu znajdowała się nasza ojczyzna.

Piwo Jasne Pełn Kac… tak, to był zwiastun dnia następnego 😉

Kopia mapy świata z XIII w.

Po zwiedzaniu cysterskiego muzeum przyszedł czas na kolację i na ostatni punkt procesu warzenia, w którym blogerzy maczali palce, czyli przyprawianie. W tym miejscu razem z Jerrym miałem okazję dorzucić do kotła 2.5 kilograma nowozelandzkiego chmielu Sticklebrat. Tyle wygrać. I tutaj spieszę z wyjaśnieniem, czym jest owa delikatna nuta zajebistości, jaka miała znaleźć się w The Bloggerze. Postanowiliśmy zaufać inwencji Mateusza, który postawił na czerwony pieprz oraz płatki z drewna wiśniowego. Pieprzu co prawda już nie widziałem, ale kilka osób miało okazję dorzucić ten składnik do kotła warzelnego, a więc wszystko się zgadza. Finisz nastąpił bardzo szybko i każdy z nas, z uzupełnionym po brzegi szkłem udał się do busa celem dotransportowania naszych zmęczonych ciał do krakowskiego Weźże Krafta. Podróż przebiegła niezwykle sprawnie, z co jakiś czas wybuchającymi salwami śmiechu. Strasznie wesołe towarzystwo, nie powiem (wink, wink no. 2 😉 ). Ze względu na aurę zaplanowany multitap crawling niestety nie doszedł do skutku, w związku z czym imprezę zakończyłem stosunkowo szybko, acz z ogromnym uśmiechem na twarzy. Na sam koniec do mej szklanki wpadła rewelacyjna Czarna Mańka z Bazyliszka, prezentując się jak na obrazku, tudzież zdjęciu, jakie zamieszczam poniżej.

Bazyliszek – Czarna  Mańka (8/10)

Wyjazd na warzenie The Bloggera zaliczam do niezwykle udanych – nie dość, że zaliczyłem jedną z najlepszych wycieczek po browarze, w jakich brałem udział, tak jeszcze poznałem masę pozytywnych, wesołych i jak najbardziej normalnych ludzi, z lekkim odjazdem na punkcie piwa. Może się powtórzę, ale co tam – tyle wygrać! A kiedy piwo będzie miało swoją premierę? 21:00 – 4 listopada 2016 r. na Poznańskich Targach Piwnych. Widzimy się na miejscu!