Chmielobrody On Tour – Silesia Beer Fest IV

I wtem, kiedy wszyscy myślami podążali już w stronę wrocławskich Zaklętych Rewirów, gdzie w najbliższą sobotę wystartuje Beer Geek Madness, Chmielobrody wyskoczył jak Filip z konopii z zaległą relacją z Silesia Beer Festu. No bo skoro obiecałem że będzie, to być musi! Dlatego zapraszam Was na „kilka” słów o tym, jak było na pierwszej w tym roku na Śląsku piwnej fieście.

Reklamy

Silesia Beer Fest 3, czyli veni, vidi… bibere!

Oj bałem się w tym roku o kondycję trzeciej odsłony Silesia Beer Festu. Po pierwsze w tym samym terminie odbywały się Piwowary, czyli łódzkie targi piwne; po drugie, zapewne przez to pierwsze, wystawcy stawili się w niezbyt oszałamiającej liczbie (23 browary); po trzecie zapowiadane premiery nie rzucały na kolana; i w końcu po czwarte – mimo tego, iż ekipa organizatorów to pozytywnie zakręcona załoga, to, delikatnie mówiąc, są oni lekko roztrzepani. Po czym wnoszę? O tym, iż prowadzę wykład w trakcie pierwszego dnia imprezy dowiedziałem się… czytając program, ogłoszony na stronie wydarzenia w połowie marca. Ok, co prawda w styczniu zostałem poproszony o poprowadzenie prelekcji i z końcem stycznia podesłałem propozycję tematów, ale w między czasie chyba umknęło komuś potwierdzenie tego faktu. Nie ma jednak tego złego, więc z dość pozytywnym nastawieniem i przygotowaną pod wykład prezentacją ruszyłem w piątek w stronę Galerii Szybu Wilson. Jak było? Zacznijmy od początku.

Marcin Surdyka z Browaru ReCraft

Na miejsce dotarłem chwilę przed oficjalną godziną rozpoczęcia imprezy i dzięki ekipie Białej Małpy dostałem się na teren festiwalu tylnymi drzwiami, zgrabnie omijając kolejkę. I to wszystko za pomoc przy wniesieniu kartonu z piwem. No tyle wygrać. Następnie wykonałem szybki rajd po znajomych, obiecując swój powrót na dłuższe tête-à-tête po wykładzie, jaki o 17:30 miałem poprowadzić na scenie głównej. Wszystko fajnie, pięknie, ale zorganizowanie obiecanego kompa pod prezentację, jego podłączenie i ogólne przygotowanie sceny było w takim proszku przed planowanym startem prelekcji, jakiego niemiecka chemia gospodarcza w życiu nie widziała. Na szczęście po krótkim zamieszaniu udało się wszystko ogarnąć i na kilka minut przed osiemnastą odpaliłem pierwszy slajd i począłem jeszcze niezbyt pokaźną gawiedź wprowadzać w meandry świata kraftu. Jak mi poszło? Chyba nie najgorzej, bo pod koniec mojego wystąpienia i w chwili, kiedy robiłem z siebie głupka, pokazując wąchanie retronosowe pod sceną zgromadziło się całkiem sporo słuchaczy. Mam nadzieję, iż nikt nie zauważył mojej merytorycznej wtopy z kategorii „dlaczego nie wiesz, ile miligramów zizomeryzowanych alfakwasów w litrze piwa odpowiada jednej jednostce IBU?!?”. Ja do dzisiaj przez ten błąd nie mogę spać po nocach. W każdym razie dzięki wszystkim, którzy słuchali i odpowiadali na zadawane przeze mnie pytania.

Chmielobrody On Stage
„I za chwilę zrobię przed Państwem z siebie głupka, pokazując wąchanie retronosowe”

Po szybkim ogarnięciu się ruszyłem ze szkłem w dłoni na podbój kolejnych stoisk Silesia Beer Festu. A sprawa nie była prosta, gdyż przez zaplanowany na sobotę wyjazd służbowy, piątek miał być jedynym dniem, jaki mogłem poświęcić na imprezowanie. O tym, czego udało się spróbować i jak te „próby” oceniam dowiecie się z kolejnego wpisu, ale podsumowując w skrócie – moje obawy co do kiepskiej obsady tego eventu były przesadzone. Mając nawet pełne 3 dni ciężko byłoby spróbować wszystkiego, na co miałem ochotę. Jedynie liczba food trucków była trochę licha i pewnie nie wszyscy znaleźli coś dla siebie. To dodatkowo wpływało na wydłużony czas oczekiwania, bo zainteresowanych było dość wielu.

Ekipa Tattooed Beer
Walenty Kania jak zwykle w formie

Na szczęście to nie żarcie było głównym tematem SBF’u, a piwo oraz możliwość przybicia piątki z piwowarami, browarnikami oraz całą rzeszą znajomych, jaka na terenie Galerii Szybu Wilson się pojawiła. I tutaj jestem kontent w 100%. Śmiganie po terenie festiwalu to była czysta przyjemność. Każdy był uśmiechnięty, zadowolony i chętny do pogadanek. Tylko czas uciekał, niczym Harrison Ford w Ściganym, więc piątek zleciał mi w tempie ekspresowym i tuż po północy obrałem kierunek na dom.

Artur Karpiński – Browar Golem
Tomasz Syguła z Browaru Leśniczówka jak zwykle dzielnie stał na posterunku Piwowarowni
Hajery Hajerzom!

Najcenniejszą, fizyczną zdobyczą piątkowego abordażu Silesia Beer Festu stał się malutki kieliszek degustacyjny, jaki zakupiłem na stoisku Deer Bearów. To stu mililitrowe szkło okazało się przepustką do sobotniego podboju targów. No bo skoro wyjazd służbowy miałem zaplanowany na godzinę 16:00, to nie ja byłem kierowcą, a tak mała pojemność nowo zdobytego szkła pozwoliła przypuszczać, iż mój stan psychofizyczny będzie odpowiedni do długiej jazdy w busie, tak rano podjąłem decyzję o powrocie na SBF. I był to zdecydowanie strzał w dziesiątkę, bo dzięki temu udało się spróbować kilku sztosowych tematów, zapoznać się bliżej z ekipą Piekarni Piwa i nagrać z Kacprem Groniem z Piwnej Zwrotnicy krótki wywiad z Leszkiem Jasińskim (piwowar Piekarni Piwa). Tyle wygrać razy dwa!

Trzecia edycja Silesia Beer Festu ponownie udowodniła, iż na festiwalowej mapie polskiego kraftu taka impreza jest potrzebna. Już w piątek wieczorem dwie hale Galerii Szybu Wilson pękały w szwach, a ponoć to sobota pokazała, na co stać Ślązaków, spragnionych dobrego piwa. Pomimo kilku drobnych wpadek i słabego zaplecza gastronomicznego oceniam ten event bardzo pozytywnie i ciągle trzymam kciuki za organizatorów, aby kolejna edycja odbyła się w mieszącym się w centrum Katowic MCKu. To z pewnością wpłynie na frekwencję zarówno po stronie zwiedzających, jak i wystawców. Umówmy się – skoro Poznań czy Warszawę stać na imprezę piwną o takim rozmachu, to my nie damy rady? No to potrzymaj mi piwo i patrz…

PS
Wielkie dzięki dla Miłosza za ogarnięcie fot podczas mojego wykładu i dla Pani Kapitan za obróbkę zdjęć, bo bez tego czekalibyście na tę relację jeszcze dłuuuuugo.

Pani Kapitan wie, jak się wkręcić na „backstage”

Pani Kapitan najwidoczniej zawstydziła Mateusza Górskiego z Brokreacji
Chmielobrodzi
Odkrycie festiwalu, czyli najlepszy kieliszek degustacyjny na tego typu imprezy

O abordażu na Silesia Beer Fest II słów kilka

00

Ależ było! No nie spodziewałem się, że druga edycja Silesia Beer Festu będzie aż tak udana. Owszem, można było kilka rzeczy poprawić, część nieco zmienić, a jeszcze część wywalić na zbity pysk (w tym miejscu pozdrawiam Pana z Burger Pro, który najpierw formował z surowego mięsa kotlety, aby następnie bez zmiany rękawiczek zabrać się za przygotowanie bułek – higiena przede wszystkim!), ale nie o to chodzi. Ludzie i piwo – to wygrało i wygrywać będzie jeszcze wiele razy. Dobra, to ogólne wrażenia już znacie, więc może teraz co nieco o szczegółach?

Hajery

Galeria Szyb Wilson to dość znana lokalizacja na Śląsku, głównie ze względu na licznie odbywające się tutaj eventy kulturalne i fajnie, że SBF właśnie tutaj się wydarzył. Miejsce i klimat zdecydowanie wygrywają w mojej opinii z Fabryką Porcelany, która gościła festiwal podczas ubiegłorocznej edycji. Dojazd komunikacją miejską odbył się bezproblemowo, a i powrót taxą do centrum nie kosztował fortuny. Sam Szyb Wilson to dwie duże hale, gdzie wszystkie browary mogły się elegancko rozstawić i kusić przybyłych tym, co aktualnie mieli na kranach i w butelkach. W tym miejscu trochę pomarudzę, bo niby wystawców więcej niż przed rokiem, ale kilku zabrakło, jak chociażby Artezana czy AleBrowaru. Tylko czy aby na pewno to tak całkiem źle? Nie do końca, bo i tak miałem problem, aby w trakcie obecności na dwóch dniach imprezy skosztować wszystkiego, na co miałem ochotę. Niemniej jednak liczę na poprawę podczas kolejnej edycji. A czy wspominałem już o fantastycznych ludziach? Bo to dzięki nim Silesia Beer Fest II był dla mnie tak niezwykle udany. W tym miejscu pozdrawiam ekipę Białej Małpy (dzięki za pomoc wszelaką, Panowie!), świętochłowickiego Redena (Marcin, mam nadzieję że odespałeś 😉 ), wesołych ziomków z Hajera (to nie przypadek, że Farorz lądował w moim kuflu aż trzy razy!), Andrzeja z Radugi (ja i tak wierzę, że Forbidden wróci do łask!), chłopaków z Brewklyna (chili do dzisiaj czuję i cmokam z zachwytu), zespół PiwoWarowni (jeszcze raz gratuluję wygranej!), Brokreacji, Ursy Maior, Kraftwerka i wesołych współblogerów Jerrego z Jerry Brewery oraz Tomasza z Piwnych Podróży. Mega brawa lecą dla Miłosza z Krakowa, który przemycił mi leżakowaną butelkę pierwszej warki Nafciarza Dukielskiego – dziękiiiiii! Szkoda tylko, że czasu było tak mało, ale nadrobimy, nadrobimy! Z kolei pierwszoplanowym bohaterem festiwalu było piwo. Piwo w ilościach niezmierzonych. Piwo w ilościach ogromnych. Piwo w ilościach nie do spożycia. W związku z powyższym trzeba było ograniczyć się do kilku pozycji, czego strasznie żałuję, bo wielu rzeczy po prostu nie udało się spróbować. W każdym razie tutaj też z pewnością nadrobimy, o! A kilka słów na temat tego, co udało się wypić znajdziecie poniżej. Oczywiście wrażenia te są mocno subiektywne i wpływ na nie miało wiele czynników, jak chociażby unoszący się zapach ciasteczek w drugiej hali. Tak, ciasteczek. Takich z kawałkami czekolady. I zapach ten mógł mylić. Mnie zmylił. Przy Jolly Rogerze leżakowanym w beczce po rumie, w którym ciągle te ciasteczka czułem. W każdym razie frajda z degustacji była, a o to w tym wszystkim chodzi, czyż nie? Na publiczne balsamowanie tatuaży moich i Pani Kapitan przez zacną ekipę Saela niechaj opadnie kurtyna milczenia (a dziewczyny z Saeli pozdrawiamy 😉 ).

Reden

Miało być krótko, miało być zwięźle, więc jak zwykle nie wyszło. Trudno, ale żadne słowo nie zostało rzucone na wiatr, bo o takich wydarzeniach, jak Silesia Beer Fest warto pisać i warto je promować. A ilość ludzi, jaka przewinęła się przez teren Galerii Szybu Wilson w ciągu tych trzech dni potwierdza, iż piwna rewolucja zatacza co raz szersze kręgi i powiększa grono swoich sympatyków. Dla mnie bomba, bo naprawdę szkoda życia na picie kiepskiego piwa. Do zobaczenia na kolejnej edycji, arghhhhhhh!

 

Brokreacja – The Fighter (Imperial IPA)

01 Fighter

Mocno chmielowe nuty w zapachu fajnie mieszały się z cytrusami i słodową podbudową. Wyczułem tez aromat ciasteczek, ale nie wiem, czy to nie ta druga hala? Gorycz w smaku grała pierwsze skrzypce i była wykręcona na dość wysokim poziomie. Dla mnie trochę za bardzo przykryła owocowość tego piwa. Jeśli taki był zamysł piwowara, to ja w to wchodzę (bo faktycznie gorycz po prostu nokautuje). 7/10

 

Kraftwerk – Joly Roger (Porter Bałtycki Rum BA)

02 Jolly Roger

W aromacie śliwki, czekolada i delikatne akordy rumu. Wyczułem też sporą ilość estrów i lekki alkohol. W smaku mogłoby być pełniejsze, ale te braki miło uzupełnił ponownie temat śliwkowo-czekoladowy. Piwo chyba nie do końca w stylu, bo ilość estrów była tutaj dość wysoka. W każdym razie piło się miło. 6.5/10

Trzech Kumpli – Native American (AIPA)

03 Native American

Wyraźne nuty chmielu w aromacie, a poza tym karmel i cytrusy. Kojarzy mi się trochę z Atakiem Chmielu. W smaku bardzo przyjemne, słodowo-chmielowe, z umiarkowanie wysoką goryczką. Bardzo poprawne i smaczne American IPA. 6/10

 

Reden On Tour – RIS

04 Reden RIS

Tutaj chłopaki mnie zaskoczyli, bo nie wiedziałem, że uwarzyli RISa. Fakt – jest to na specjalną okazję i dostęp do tego rarytasu dają wyłącznie na festiwalach, niemniej warto po to piwo sięgnąć. Zapach to lekkie estry, śliwka oraz kawa i gorzka czekolada. W smaku pełne, śliwkowo-orzechowe, z odrobiną przyjemnej kawy; trochę kwaskowe i słodkie z fajną goryczą w kontrze. Całkiem udany temat. 8/10

 

Piwne Podziemie – Gold Digga (West Coast IPA)

05 Gold Digga

Ten browar to dla mnie absolutny koniec i smutek jednocześnie, bo warzą piwa tak mało,  że nie starcza na butelki. Dlatego cieszę się, iż pojawili się na SBF! A samo piwo? W aromacie cytrusy, białe owoce i mango. W smaku wytrawne, owocowo-egzotyczne i przyjemnie goryczkowe. Właśnie tak wyobrażam sobie poprawne West Coast IPA. 8/10

 

Raduga – Kazek (APA)

06 Kazek

Tutaj nie ma się co rozwodzić – ultra-poprawna, bardzo smaczna APA. Po prostu pić, pić, pić 😀 7/10

 

Brewklyn – Cocoa Chili Wheat Stout

07 Brewklyn

To nie jest piwo dla każdego. I wcale nie przez zapachy gorzkiej czekolady, kawy i delikatnych nut paloności i chili (które nota bene bardzo fajnie ze sobą współgrają). Tutaj rozchodzi się o smak. Smak chili konkretnie. Mi ten temat pasuje bardzo, bo fajnie komponuje się z delikatną kwaskowością i akordami czerwonych owoców i kawy. Do tego dość pełne, jak na 15 BLG. Ciekawe i ekstremalne piwo. 7/10

 

Brokreacja – The Gravedigger (RIS)

08 he Gracedigger

Grabarz wygrywa rewelacyjnym wyglądem – jest smoliście czarny, z drobną, beżowa pianą. W aromacie dostajemy fajną paloność, gorzka czekoladę i suszoną śliwkę. Plus za nuty chmielu i bardzo lekki alkohol. W smaku niestety dla mnie jest już słabiej – mocno goryczkowo, lekko kwaskowo, z odrobiną czerwonych owoców i kawy. Trochę za mało słodkie, jak na RIS i za mało skomplikowane. 5.5/10

 

Hajer – Farorz (American Stout)

10 Farorz

Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z tak pijalnym Stoutem. A do tego ten aromat! Konkretnie aromat mlecznej czekolady. Poza tym w smaku lekki karmel, trochę słodyczy (w sensie nie cukierki, a słodkość) i czerwonych owoców oraz kawy. Mogę to piwo pić hektolitrami. 9/10

 

Reden – Wielka Szycha (Bohemian Pilsner)

09 Wielka Szycha

Żelazna pozycja w katalogu Redena. Kto nie pił – przegrał życie 😉 Doskonały pils. 8/10

 

PiwoWarownia – Kawa i Papierosy (Smoked Coffee Tobacco Ale)

11 Kawa i Papierosy

Fajne aromaty estrowe mieszają się z delikatną kawą i tytoniem. W smaku bardzo pijalne, z przyjemnymi akcentami kawy i tytoniu oraz lekką owocowością. 7/10 i wygrana na SBF II w kategorii „Piwna premiera”

 

Piwowarownia – Chmielum Polelum (Imperial IPA)

12 Chmielum Polelum

Doskonałe aromaty cytrusów, białych owoców i egzotyki. W smaku pełne, intensywne, lekko słodkie i owocowe. Cascade na pierwszym planie. Takie Imperiale to ja lubię! 8/10