Chorzów, Reden i ryba w panierce

Chorzowski minibrowar Reden to miejsce, jakiego na Śląsku ponoć nie trzeba specjalnie przedstawiać. Większość piwoszy słyszała o tym przybytku, wie że warzy się tam piwo i że kiedyś butelki z tym logo widziane były na sklepowych półkach. No właśnie – tak mniej więcej wygląda obraz tegoż przybytku wśród gawiedzi, a nie jest on zgodny ze status quo. Uporządkujmy zatem fakty:

Fakt numer jeden: minibrowar Reden był starszym, aczkolwiek mniejszym bratem przyrodnim „dużego” browaru Reden, mieszczącego się w Świętochłowicach i bardziej rozpoznawalnego na arenie polskiego kraftu.

Fakt numer dwa: oba browary nie były w żaden sposób powiązane podmiotowo i w zasadzie powinno się traktować je osobno.

Fakt numer trzy: od pewnego czasu „większy” z braci zmienił nazwę na ReCraft, tym samym całkowicie odcinając się od swojego chorzowskiego protoplasty.

Fakt numer cztery: chorzowski Reden nadal funkcjonuje jako minibrowar, warzy swoje piwa, oparte o receptury młodego, ale już mocno doświadczonego piwowara Pawła Fityki oraz dodatkowo serwuje ponoć całkiem przyzwoite jadło.

Mając ten ostatni fakt z tyłu głowy postanowiłem w końcu sprawdzić formę redenowskiej kuchni, bo akurat o piwach Pawła mam całkiem przyzwoite zdanie.

Sam minibrowar mieści się w centrum Chorzowa przy ulicy Sobieskiego 17, w piwnicach jednej z tamtejszych kamienic. OK, może okolica nie robi wrażenia powalającego nas na kolana, ale już wnętrza tego miejsca to co innego. Wchodząc do środka naszym oczom od razu rzucają się w oczy dwie kadzie warzelne, zajmujące dość sporo miejsca. Wszechobecna czerwona cegła, fajnie ułożone stoliki, nienaganna czystość i delikatny mrok, rozświetlany punktowymi reflektorami nadają temu miejscu niebywałego uroku. Tutaj po prostu chce się siedzieć.

Mieszczące się nad barem dyplomy oraz medale, jakie Paweł Fityka zdobył na minionych dwóch edycjach Konkursu Piw Rzemieślniczych zdają się potwierdzać wysoką formę piwowara i obecnych na kranach piw. Niestety tego dnia asortyment w tym temacie nie powalał – do wyboru miałem Sosnowies, czyli Piny Hoppy Oatmeal Ale; Pilsa 12° oraz Miodowe. To ostatnie odrzuciłem w przedbiegach, skupiając swoją uwagę na dwóch pozostałych.

Nim jednak o piwach, skieruję Waszą uwagę na jedzenie. Reden obecnie zmienił kucharza, co ponoć u niektórych stałych bywalców wywołało delikatny niepokój. Sam minibrowar dodatkowo jest w trakcie zmiany karty, niemniej jednak obecne tego dnia dania w zupełności wyczerpywały żywieniowe potrzeby Pani Kapitan i mojej skromnej osoby. Na mój talerz powędrowała ryba w panierce, ziemniaki z wody i surówka, a Pani Kapitan postawiła na żeberka z kapustą. Co prawda żaden ze mnie „Miszel Morą”, ale chyba potrafię ocenić, czy danie mi smakuje. I zaprawdę powiadam Wam – ryba była trafiona w punkt, a żeberka rozpływały się w ustach. OK, może te ostatnie były nieco przeciągnięte, ale ich smak wynagradzał subtelny brak soczystości. No i jeszcze sposób serwowania – te dania najzwyczajniej w świecie po prostu dobrze prezentowały się na talerzach.

Pod obiad wybrałem znany mi już wcześniej Sosnowies. To już druga warka tego piwa, uwarzona tym razem nieco w stylu New England. I o ile pierwsza warka była ciut bardziej charakterna, z mocniej zaznaczonym aromatem sosny i z odrobinę wyższą soczystością, tak jej następca nadal wypada nad wyraz smakowicie. Do tego świetnie komponował się z wybranym przeze mnie daniem, więc czego chcieć więcej?

Na deser postawiłem na klasykę, czyli Pilsa 12° – tutaj nie ma się do czego przyczepić. Czysty profil, fajnie zaznaczona słodowość i goryczka oraz przyjemna chmielowość. Musze przyznać, iż to jeden z tych Pilsów, jakich mógłbym kosztować częściej.

Obiad zmietliśmy z talerzy do ostatniego okruszka, piwa znikły ze szkła w oka mgnieniu, więc podsumowując wszystko wyszło śpiewająco. Nie czepiam się nawet mikrego wyboru na kranach i braku butelek, bo zazwyczaj jest tego tutaj o wiele więcej. OK, być może pod kątem ilości piw ciężko byłoby Redenowi stawać w szranki z katowickimi multi-tapami, ale już patrząc na klimat, wystrój i jakość, ten chorzowski minibrowar nie ma się czego wstydzić. Ja osobiście postanowiłem wracać tutaj częściej, bo daleko nie ma, a i ceny są całkiem przystępne. W końcu fajnie jest napić się piwa i dobrze zjeść w towarzystwie kadzi warzelnych i szeroko uśmiechniętej ekipy. Polecam!

Reklamy

Wiosna po śląsku w katowickiej Kontynuacji

Nie jest sztuką znaleźć w dużym mieście miejsce, w jakim można napić się dobrego piwa. Co raz więcej przybytków sięga po rodzimy i zagraniczny kraft, tym samym szerząc i głosząc dobrą nowinę piwnej rewolucji. Tylko czy to wystarczy, aby wybić się z pośród wszelkiej maści pijalni piw i multi tapów? A może chodzi o zrobienie knajpy z konkretnym klimatem? Muzyka na żywo? Dobre jedzenie? Kilkanaście kranów i lodówka, wypełniona butelkami? To wszystko z pewnością pomoże, ale w mojej ocenie nie będzie wystarczające. Tutaj trzeba czegoś więcej. Tutaj potrzeba zaangażowania całego środowiska w konkretny event, premierę czy spotkanie właśnie w takim miejscu. Całe szczęście, że w Katowicach to się najzwyczajniej w świecie dzieje. Jakiś czas temu Browar Pinta odwiedził Klub Namaste z premierą swojego Rye Wine’a i opowieściami z ich podróży po Argentynie (KLIK!). Innym razem Browar Szpunt oraz Olimp wpadli do Białej Małpy na kranoprzejęcie (KLIK!). To pokazuje, że się da i że można. Prym w liczbie przeprowadzanych tego typu eventów wiedzie jednak Kontynuacja. Tym razem ekipa ze Staromiejskiej poszła o krok dalej, organizując „Wiosenny przegląd śląskich browarów rzemieślniczych”, zapraszając do siebie piwowarów i browarników z niemal całego Śląska.

Całe wydarzenie zaplanowano na trzy dni, podczas których na kranach lały się wszelkiej maści lokalne, piwne specjały. Kulminacyjnym momentem był sobotni wieczór, kiedy na miejscu pojawiły się ekipy m. in. Browaru ReCraft, Browaru Jana, Browaru na Jurze, Browaru Brewera, Browaru Hajer, Piekarni Piwa, Minibrowaru Reden, Browaru Cameleon czy nowopowstałego Browaru Alternatywa.

Wraz z Panią kapitan pojawiliśmy się na miejscu chwilę po 19tej, przybijając piątki i gaworząc z powoli gromadzącym się towarzystwem. Musze przyznać, że tak przyjacielskiej atmosfery właśnie oczekiwałem. Aby jeszcze przyjemniej dyskutować do mojego pokalu na start trafił Hopernik, czyli AIPA z chorzowskiego Redenu. No i muszę przyznać, iż wybór był trafiony w dziesiątkę. To doskonale zbalansowane piwo, przechylające się mocno w stronę Zachodniego Wybrzeża raczyło nozdrza przyjemnym aromatem chmielowym, w którym iglaki i cytrusy grały pierwsze skrzypce. Pojawiła się też delikatna nutka nafty, co zdaniem Pawła Fityki (piwowar w Minibrowarze Reden) jego osobiście nie dziwi, bo „taki akurat był zbiór”. Smak to już genialna wytrawność, delikatna żywica i wysoka, przyjemna gorycz. Świetne piwo, zasługujące na 8.5/10.

W międzyczasie cała załoga zebrała się za barem, a Grzegorz Malcherek (szef katowickiej Kontynuacji) wprowadził wszystkich zebranych w temat, zachęcając jednocześnie do rozmów z załogami browarów i do uczestniczenia w zaplanowanych konkursach. Dla mnie minusem tej formuły było to, iż ekipa siedziała w ostatniej sali, mocno oddalonej od baru, co raczej nie zachęcało do wycieczek, a tym bardziej nieśmiałym całkowicie uniemożliwiło przybicie piątki z zaproszonymi gośćmi. Szkoda, ale może następnym razem? Na szczęście od czasu do czasu za barem pojawiali się przedstawiciele browarów – a to ktoś mógł wygrać recraftowego Mentora, a to koszulkę Hajerów czy też inny gadżet z Alternatywy. Dodatkowo „wodopoju” nie dało rady już przenieść, więc aby uzupełnić szkło trzeba było po prostu pofatygować się do baru, co dawało kolejną okazję do podyskutowania z gośćmi.

Ja postanowiłem skupić się zarówno na niepróbowanych do tej pory piwach, jak i na rozmowach. Do pierwszego celu posłużyła mi znienawidzona przez niektórych deseczka degustacyjna, w jakiej znalazło się pięć różnych piw.

Jako pierwszy na tapet powędrował American Pils 4#1 z Alternatywy. Niestety jest tutaj nad czym pracować. Aromat mokrego kartonu i mokrego zboża nieco przykrył cytrusowy charakter amerykańskich chmieli. Smak z kolei wypadł zdecydowanie lepiej, ukazując piwo o dość czystym profilu, z delikatnie zaznaczoną, chmielową goryczką, acz z odrobiną nut kwaskowych – 5.5/10.

Fabrica Rara i ich sour APA Egzotic w mojej ocenie miał być pewniakiem i to właśnie to piwo wybrałem jako następne. Oprócz delikatnego utlenienia w stronę miodu i owoców egzotycznych, kwaśności w zapachu nie odnotowałem, ale na szczęście w smaku już się pojawiła. Egoztic to zdecydowanie pozycja dla początkujących „sour-headów” i mimo niewysokiego poziomu „kwachu” i tak chętnie, i sprawnie osuszyłem szkło. 6.5/10

Kolejny w kolejce stał Browar Majer z ich Wędzonym APA. I o ile początkowo kupiło mnie to piwo przyjemnie dymionym, lekko szynkowym aromatem, tak po chwili okazało się, że nie ma ono zbyt wiele więcej do zaoferowania. Trunek ten okazał się dość pustym, w którym wędzonka grała solo, mając za podkład nieprzyjemną i męczącą gorycz. Szkoda, bo pomysł był fajny. 4/10

Na szczęście humor po tej małej wpadce poprawił mi leżakowany w beczce po Jacku Daniel’sie Oktavio z Browaru Jana. Dębowe taniny, czerwone owoce, subtelna wanilia, delikatna słodycz i szczypta estrów namalowały bardzo szeroki uśmiech na mojej twarzy. I okej, być może całości brakowało nieco ciała, być może w smaku pojawiło się nieco za dużo alkoholu, ale i tak wyszło smacznie. 7.5/10

 Na koniec tej sesji w szkle pojawiło się De Facto, czyli Belgian Gold Strong Ale z Browaru Na Jurze. Tematem przewodnim tego piwa został kandyzowany ananas, któremu elegancko przygrywała dość wysoka estrowość. Mimo iż piwo powinno sprawiać wrażenie stosunkowo lekkiego, tak niestety zbyt wysoki poziom alkoholu, pojawiający się zarówno w smaku, jak i w aromacie, nieco ten koncept popsuł. Ogólnie jest nieźle, ale szału ni ma. 6/10

Po tej krótkiej, acz intensywnej sesji Grzegorz zaprosił mnie do stolika ekipy Browaru Jana na degustację ich Zajcewa (RIS), leżakowanego w beczce po Jacku Daniels’ie. Nie powiem, ale takie RISy to ja zawsze chętnie i w dużych ilościach. Było pysznie! Nie to jednak było najważniejsze – w trakcie rozmowy ustaliliśmy, że koniecznie musimy spotkać się w browarze, bo takich ciekawostek mają więcej. Jak wszystko dobrze pójdzie, to niebawem sami zobaczycie, co planuje ta zawierciańska załoga.

I jak się ponownie okazało – w zacnym towarzystwie czas szybko mija, co wpisuje jedynie na plus tego wieczoru. Fajnie było spotkać się z ekipami śląskich browarów; fajnie było pogadać i pośmiać się w takim towarzystwie; fajnie było spróbować kilku nowych mniej lub bardziej ciekawych piw; i w końcu fajnie, że takie eventy organizowane są co raz częściej. Brawo Śląsk, brawo Kontynuacja!

Szybki Strzał – odc. 5

Nie wiem, jak Wy, ale ja strasznie lubię niespodzianki. Oczywiście tylko te z gatunku pozytywnych, a jakżeby inaczej. Gorzej, kiedy czekamy na coś z wypiekami na twarzy, a finalnie okazuje się, iż wypieki te zastępuje żal, smutek i gorycz zawodu. Niczym u małego dziecka, czekającego na wymarzonego X-boxa, a dostającego zamiast niego bogato ilustrowaną Encyklopedię PWN. Tyle wygrać! Bardzo podobnie miałem w miniony weekend, o czym szerzej w piątym odcinku wielowątkowego cyklu „Szybkie Strzały”. Zapraszam serdecznie.

  1. Kraftwerk/Reden – Zabobon (Imperial Smoked India Brown Ale)

Człowiek spokojnie idzie sobie na konwent tatuażu, a tu nagle i niespodziewanie w jego rękach ląduje butelka półtorarocznego, przeterminowanego Zabobona (dzięki Paweł!). I wiecie co? Ależ to przeterminowanie dobrze zrobiło temu piwu! Nasze nozdrza atakują fantastyczne akcenty dymne, podbudowane  wyraźnymi nutami winnymi i owocowymi (wiśnie, suszone śliwki). Po prostu czuć, iż to piwo leżało w płatkach dębowych po sherry. Po kilku łykach leżę znokautowany. Zabobon świetnie się ułożył, nabrał pełni oraz lekkiej słodyczy, którą doskonale kontruje dość wysoka goryczka. Niesamowicie udana niespodzianka. Jak ktoś ma w piwniczce, to polecam bez obawień. 8/10

  1. Browar Wąsosz – Whisker A1 (Sour Milk Saison)

Tutaj wiedziałem, czego się spodziewać, gdyż tydzień wcześniej miałem okazję spróbować wariantu A2. A1, w odróżnieniu do czerwono-porzeczkowo-hibiskusowych nut swojego brata, to temat obudowany wiśniami i hibiskusem. I to właśnie wiśnie grają tutaj doskonałe, pierwsze skrzypce, niczym w Czterech Porach Roku Vivaldiego. Hibiskus wtóruje im delikatnie w smaku i ładnie finiszuje całość. Whisker A1 jest niezwykle rześki, orzeźwiający, z nienachalną kwaskowatością i subtelną słodyczą, pochodzącą z dodanej laktozy. Nad wyraz udane piwo. 7.5/10

  1. Browar Spółdzielczy/Fabrica Rara – Skrótowe (APA + Nepal Illam)

Łączenie piwa z herbatą to jeden z bardziej wdzięcznych tematów w naszym rodzimym piwowarstwie. Dlatego chętnie porwałem Skrótowe jakiś czas temu do domu. A co kryje się w tej niepozornej butelce? Zdecydowanie cytrusowy i rześki aromat, z lekką estrowością. Karmelu i słodowości nie wyczułem. W smaku jest wytrawnie, z przyjemną, herbacianą goryczką. Cytrusy cały czas lekko muskają nasze podniebienie i fajnie współgrają z całością. Jest jednak coś specyficznego, chyba troszkę kwaśnego w tym piwie, co mnie lekko niepokoi. Tak, jakby mały York niepostrzeżenie szarpał moją nogawkę. A kiedy już się na niego spojrzy, tak ten udaje niewiniątko. Niemniej Skrótowe dobrze wspominam, bo piło się je całkiem przyjemnie. 6.5/10

  1. Browar Ciechan – Porter Wielkanocny

W tym miejscu chciałbym napisać „last, but not least”, gdyż na degustację tego piwa czekałem z wspomnianymi wypiekami na twarzy. Niestety, nie ma takiej opcji – zawiodłem się srogo na tym pomyśle piwowarów ciechanowskich. Z jednej strony jest nieźle – ładnie się prezentuje w szkle, w aromacie dostajemy suszone śliwki, mleczną czekoladę, a w smaku dość wyraźną słodycz oraz średnio intensywną goryczkę. Zapytacie, co w takim razie tutaj nie gra? Po pierwsze cena, tzn. 50 zł za litrową butelkę. Po drugie czas, jaki ten porter leżakował. Mowa tu o 12 miesiącach. Serio, 12 miesięcy, 50 zł i dostaję piwo, które stoi na poziomie porteru żywieckiego? „Szkoda strzempić” klawiaturę. 4.5/10

O abordażu na Silesia Beer Fest II słów kilka

00

Ależ było! No nie spodziewałem się, że druga edycja Silesia Beer Festu będzie aż tak udana. Owszem, można było kilka rzeczy poprawić, część nieco zmienić, a jeszcze część wywalić na zbity pysk (w tym miejscu pozdrawiam Pana z Burger Pro, który najpierw formował z surowego mięsa kotlety, aby następnie bez zmiany rękawiczek zabrać się za przygotowanie bułek – higiena przede wszystkim!), ale nie o to chodzi. Ludzie i piwo – to wygrało i wygrywać będzie jeszcze wiele razy. Dobra, to ogólne wrażenia już znacie, więc może teraz co nieco o szczegółach?

Hajery

Galeria Szyb Wilson to dość znana lokalizacja na Śląsku, głównie ze względu na licznie odbywające się tutaj eventy kulturalne i fajnie, że SBF właśnie tutaj się wydarzył. Miejsce i klimat zdecydowanie wygrywają w mojej opinii z Fabryką Porcelany, która gościła festiwal podczas ubiegłorocznej edycji. Dojazd komunikacją miejską odbył się bezproblemowo, a i powrót taxą do centrum nie kosztował fortuny. Sam Szyb Wilson to dwie duże hale, gdzie wszystkie browary mogły się elegancko rozstawić i kusić przybyłych tym, co aktualnie mieli na kranach i w butelkach. W tym miejscu trochę pomarudzę, bo niby wystawców więcej niż przed rokiem, ale kilku zabrakło, jak chociażby Artezana czy AleBrowaru. Tylko czy aby na pewno to tak całkiem źle? Nie do końca, bo i tak miałem problem, aby w trakcie obecności na dwóch dniach imprezy skosztować wszystkiego, na co miałem ochotę. Niemniej jednak liczę na poprawę podczas kolejnej edycji. A czy wspominałem już o fantastycznych ludziach? Bo to dzięki nim Silesia Beer Fest II był dla mnie tak niezwykle udany. W tym miejscu pozdrawiam ekipę Białej Małpy (dzięki za pomoc wszelaką, Panowie!), świętochłowickiego Redena (Marcin, mam nadzieję że odespałeś 😉 ), wesołych ziomków z Hajera (to nie przypadek, że Farorz lądował w moim kuflu aż trzy razy!), Andrzeja z Radugi (ja i tak wierzę, że Forbidden wróci do łask!), chłopaków z Brewklyna (chili do dzisiaj czuję i cmokam z zachwytu), zespół PiwoWarowni (jeszcze raz gratuluję wygranej!), Brokreacji, Ursy Maior, Kraftwerka i wesołych współblogerów Jerrego z Jerry Brewery oraz Tomasza z Piwnych Podróży. Mega brawa lecą dla Miłosza z Krakowa, który przemycił mi leżakowaną butelkę pierwszej warki Nafciarza Dukielskiego – dziękiiiiii! Szkoda tylko, że czasu było tak mało, ale nadrobimy, nadrobimy! Z kolei pierwszoplanowym bohaterem festiwalu było piwo. Piwo w ilościach niezmierzonych. Piwo w ilościach ogromnych. Piwo w ilościach nie do spożycia. W związku z powyższym trzeba było ograniczyć się do kilku pozycji, czego strasznie żałuję, bo wielu rzeczy po prostu nie udało się spróbować. W każdym razie tutaj też z pewnością nadrobimy, o! A kilka słów na temat tego, co udało się wypić znajdziecie poniżej. Oczywiście wrażenia te są mocno subiektywne i wpływ na nie miało wiele czynników, jak chociażby unoszący się zapach ciasteczek w drugiej hali. Tak, ciasteczek. Takich z kawałkami czekolady. I zapach ten mógł mylić. Mnie zmylił. Przy Jolly Rogerze leżakowanym w beczce po rumie, w którym ciągle te ciasteczka czułem. W każdym razie frajda z degustacji była, a o to w tym wszystkim chodzi, czyż nie? Na publiczne balsamowanie tatuaży moich i Pani Kapitan przez zacną ekipę Saela niechaj opadnie kurtyna milczenia (a dziewczyny z Saeli pozdrawiamy 😉 ).

Reden

Miało być krótko, miało być zwięźle, więc jak zwykle nie wyszło. Trudno, ale żadne słowo nie zostało rzucone na wiatr, bo o takich wydarzeniach, jak Silesia Beer Fest warto pisać i warto je promować. A ilość ludzi, jaka przewinęła się przez teren Galerii Szybu Wilson w ciągu tych trzech dni potwierdza, iż piwna rewolucja zatacza co raz szersze kręgi i powiększa grono swoich sympatyków. Dla mnie bomba, bo naprawdę szkoda życia na picie kiepskiego piwa. Do zobaczenia na kolejnej edycji, arghhhhhhh!

 

Brokreacja – The Fighter (Imperial IPA)

01 Fighter

Mocno chmielowe nuty w zapachu fajnie mieszały się z cytrusami i słodową podbudową. Wyczułem tez aromat ciasteczek, ale nie wiem, czy to nie ta druga hala? Gorycz w smaku grała pierwsze skrzypce i była wykręcona na dość wysokim poziomie. Dla mnie trochę za bardzo przykryła owocowość tego piwa. Jeśli taki był zamysł piwowara, to ja w to wchodzę (bo faktycznie gorycz po prostu nokautuje). 7/10

 

Kraftwerk – Joly Roger (Porter Bałtycki Rum BA)

02 Jolly Roger

W aromacie śliwki, czekolada i delikatne akordy rumu. Wyczułem też sporą ilość estrów i lekki alkohol. W smaku mogłoby być pełniejsze, ale te braki miło uzupełnił ponownie temat śliwkowo-czekoladowy. Piwo chyba nie do końca w stylu, bo ilość estrów była tutaj dość wysoka. W każdym razie piło się miło. 6.5/10

Trzech Kumpli – Native American (AIPA)

03 Native American

Wyraźne nuty chmielu w aromacie, a poza tym karmel i cytrusy. Kojarzy mi się trochę z Atakiem Chmielu. W smaku bardzo przyjemne, słodowo-chmielowe, z umiarkowanie wysoką goryczką. Bardzo poprawne i smaczne American IPA. 6/10

 

Reden On Tour – RIS

04 Reden RIS

Tutaj chłopaki mnie zaskoczyli, bo nie wiedziałem, że uwarzyli RISa. Fakt – jest to na specjalną okazję i dostęp do tego rarytasu dają wyłącznie na festiwalach, niemniej warto po to piwo sięgnąć. Zapach to lekkie estry, śliwka oraz kawa i gorzka czekolada. W smaku pełne, śliwkowo-orzechowe, z odrobiną przyjemnej kawy; trochę kwaskowe i słodkie z fajną goryczą w kontrze. Całkiem udany temat. 8/10

 

Piwne Podziemie – Gold Digga (West Coast IPA)

05 Gold Digga

Ten browar to dla mnie absolutny koniec i smutek jednocześnie, bo warzą piwa tak mało,  że nie starcza na butelki. Dlatego cieszę się, iż pojawili się na SBF! A samo piwo? W aromacie cytrusy, białe owoce i mango. W smaku wytrawne, owocowo-egzotyczne i przyjemnie goryczkowe. Właśnie tak wyobrażam sobie poprawne West Coast IPA. 8/10

 

Raduga – Kazek (APA)

06 Kazek

Tutaj nie ma się co rozwodzić – ultra-poprawna, bardzo smaczna APA. Po prostu pić, pić, pić 😀 7/10

 

Brewklyn – Cocoa Chili Wheat Stout

07 Brewklyn

To nie jest piwo dla każdego. I wcale nie przez zapachy gorzkiej czekolady, kawy i delikatnych nut paloności i chili (które nota bene bardzo fajnie ze sobą współgrają). Tutaj rozchodzi się o smak. Smak chili konkretnie. Mi ten temat pasuje bardzo, bo fajnie komponuje się z delikatną kwaskowością i akordami czerwonych owoców i kawy. Do tego dość pełne, jak na 15 BLG. Ciekawe i ekstremalne piwo. 7/10

 

Brokreacja – The Gravedigger (RIS)

08 he Gracedigger

Grabarz wygrywa rewelacyjnym wyglądem – jest smoliście czarny, z drobną, beżowa pianą. W aromacie dostajemy fajną paloność, gorzka czekoladę i suszoną śliwkę. Plus za nuty chmielu i bardzo lekki alkohol. W smaku niestety dla mnie jest już słabiej – mocno goryczkowo, lekko kwaskowo, z odrobiną czerwonych owoców i kawy. Trochę za mało słodkie, jak na RIS i za mało skomplikowane. 5.5/10

 

Hajer – Farorz (American Stout)

10 Farorz

Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z tak pijalnym Stoutem. A do tego ten aromat! Konkretnie aromat mlecznej czekolady. Poza tym w smaku lekki karmel, trochę słodyczy (w sensie nie cukierki, a słodkość) i czerwonych owoców oraz kawy. Mogę to piwo pić hektolitrami. 9/10

 

Reden – Wielka Szycha (Bohemian Pilsner)

09 Wielka Szycha

Żelazna pozycja w katalogu Redena. Kto nie pił – przegrał życie 😉 Doskonały pils. 8/10

 

PiwoWarownia – Kawa i Papierosy (Smoked Coffee Tobacco Ale)

11 Kawa i Papierosy

Fajne aromaty estrowe mieszają się z delikatną kawą i tytoniem. W smaku bardzo pijalne, z przyjemnymi akcentami kawy i tytoniu oraz lekką owocowością. 7/10 i wygrana na SBF II w kategorii „Piwna premiera”

 

Piwowarownia – Chmielum Polelum (Imperial IPA)

12 Chmielum Polelum

Doskonałe aromaty cytrusów, białych owoców i egzotyki. W smaku pełne, intensywne, lekko słodkie i owocowe. Cascade na pierwszym planie. Takie Imperiale to ja lubię! 8/10