Szybki Strzał – Odc. 16

Miesiące i tygodnie mijają, a na półkach sklepowych nowych pozycji kraftowych nie brakuje. I chociaż w dzisiejszym zestawieniu pojawią się piwa, okupujące już jakiś czas rynek piw rzemieślniczych, tak jeśli na nie traficie, to można zakupy przemyśleć – głównie z racji stylów, w których ultra świeżość nie jest mocno wymagana. No może poza pilsem, ale to już inna historia. Jadziem!

Szpunt – Supernova (peated pils with smoked plum)

Ci z Was, którzy uważnie śledzą moje poczynania zapewne wiedzą, iż jestem fanem piw wędzonych. Uwielbiam też solidne pilsy, a połączenie obu to już dla mnie ambrozja i miód na serce. Oczywiście o ile ktoś, gdzieś, czegoś po drodze nie spartaczy. Na szczęście w przypadku Browaru Szpunt jestem zazwyczaj spokojny o formę ich piw. Nie inaczej jest w przypadku Supernovej. Ten doskonały pils od razu atakuje nasz nos przyjemną, ogniskową wędzonką, co w połączeniu z aromatem śliwek daje naprawdę przyjemny efekt. Profil słodowy nie ucieka w krzaki, tylko dumnie stoi wespół z torfowo-owocową zgrają. Całość jest bardzo rześka, niezwykle pijalna i przyjemnie goryczkowa. W mojej ocenie to najlepszy, torfowy pils, jakiego miałem okazję pić. A umówmy się – konkurencję ma srogą 😉

 

Stu Mostów – Imperial Stout Nitro

Swego czasu Browaru Stu Mostów miał u mnie dość niskie notowania. Wypuszczali przeciętne piwa, a i mocniejsze wpadki się zdarzały. Na szczęście tę historię chyba możemy powoli włożyć między bajki, czego potwierdzeniem będzie Imperial Stout Nitro. Po pierwsze piwo po prostu doskonale pachnie – są orzechy, jest czekolada, subtelna nutka wanilii i paloność oraz absolutny brak alkoholu. Smak też trzyma poziom. Mleczno-czekoladowe akordy świetnie współgrają z genialną gładkością i pełnią trunku. Na finiszu pojawia się klasowe espresso, kojarzące się z najlepszymi, włoskimi kawiarniami (w których nigdy nie byłem, ale widziałem na zdjęciach i czytałem w internetach, wink, wink 😉 ). Tylko ten alkohol ciut zbyt mocno gryzł mnie w przełyk, ale kto wie – może się poukłada? W każdym razie piwo to po prostu solidny RIS, w którym azot robi genialną robotę. Zresztą zobaczcie sami:

 

Profesja – Pirat (Baltic Porter Porto Barrel Aged)

Podstawki profesyjnego Pirata miałem okazję kosztować na jednym z katowickich festiwali. Wtedy wypadł całkiem przyzwoicie, więc mocno zaciekawiły mnie warianty BA, których mamy aż trzy. Na pierwszy ogień poleciał trunek, leżakowany w beczce po Porto. Czekolada, kwaskowe nuty winne i czerwone owoce to aromaty całkiem przyjemne, aczkolwiek nie do końca ta kompozycja zapachowa trafiła w mój gust. W skrócie – jest ok, ale bez szału. Czas spędzony w beczce po winiaku dość mocno też piwo uwytrawnił i podniósł jego cierpkość. W połączeniu z czekoladą i orzechami daje to interesujące połączenie, ale chyba spodziewałem się czegoś bardziej tęgiego. Pirat po Porto z pewnością znajdzie swoich wielbicieli, ale ja do tej załogi raczej się nie zaciągnę.

Beer Week Festival 2017 – tego się nie pije, to się wącha! Czy jakoś…

Beer Week Festival 2017 udał się nie tylko pod kątem towarzyskim i organizacyjnym. To również najlepszy festiwal pod kątem jakości spróbowanych piw, na jakim byłem do tej pory. Nim jednak przejdę do bardziej szczegółowego omówienia kilku wybranych pozycji warto wspomnieć o tych, których spróbowałem, a jakie nie trafiły do podstawowego zestawienia.

Brawa należą się Browarowi Szpunt za ich oba kwasy Sourness – idealnie zbalansowane, orzeźwiające i wyraźnie owocowe. Jeden z nich postawił mnie na nogi po całkiem udanym, piątkowym afterparty, więc czy lepsza rekomendacja jest w tym miejscu potrzebna? Szacun leci także w stronę Browaru Łańcut za Zawiszę Czarnego (RIS leżakowany w beczce po Jacku Daniel’sie). Co prawda miałem okazję próbować go miesiąc wcześniej, ale wtedy alkohol był jeszcze nieco zbyt wyraźny. Obecnie nie mogłem się już do niczego przyczepić – wszystko tutaj grało idealnie, jak u Carlosa Kleibera. Skoro już o RISach mowa, to nie sposób nie wspomnieć o dwóch nowiutkich pomysłach Mateusza Górskiego z Brokreacji Certain Death oraz Buried Alive. Oba wyszły wybornie, ze wskazaniem na tego drugiego koleżkę, w którym tematy torfowe grały pierwsze skrzypce. Browar ReCraft specjalnie na ten fest zabrał ze sobą Gin IPA – chłopaki zastanawiają się, czy aby nie wrzucić tego piwa do swojej regularnej kolekcji. Zaprawdę powiadam Wam, nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba to zrobić. Z kolei najbardziej złożone i totalnie odjechane piwo, na jakie trafiłem wyszło z Pracowni Piwa. Mowa tutaj o Imperialnym Saisonie, leżakowanym w beczce po Muscat’cie, czyli Lab 6. Tego nie da się opisać, to trzeba spróbować!

OK, to teraz skupmy się nieco mocniej na tym, czego jeszcze udało mi się spróbować:

Piekarnia Piwa – Patriota (Polish APA)

To piwo to po prostu rewelacyjny „pijus”. Delikatna estrowość w aromacie, wyraźny zapach chmielu i schowana w tle słodowość mocno sprzyjają sporej rześkości tego piwa. Dzięki użytym płatkom owsianym i żytnim można powiedzieć, iż mamy tutaj do czynienia z polskim Vermontem – Patriota jest przyjemnie zmętniony, ze świetnie gładką fakturą. Być może to piwo niczym nie zaskakuje, ale nie musi. Jest idealne na lato i do picia wiadrami. 7/10

Profesja – Kanclerz (Berliner Weisse)

Berliner Weisse na Kveikach? Jak dla mnie pomysł ciekawy, bo to właśnie dzięki drożdżom,w aromacie tego piwa pojawiają się całkiem przyjemne brzoskwinie. W połączeniu z delikatną kwaskowością w tle daje nam to zupełnie niegłupi aromat. W smaku ta kwaskowość jest już zdecydowanie wyższa i słusznie. Owoce także się tutaj pojawiają, dzięki czemu Kanclerz staję się niezwykle pijalnym trunkiem. I znowu na lato jak znalazł. 7/10

Harpagan – Klątwa Masztalerza (Wild Wheat Ale)

W końcu nadarzyła się okazja, aby spróbować czegoś z Browaru Harpagan. Wybór padł na pszenicznego dzikusa i od razu okazał się on strzałem w… ósemkę 🙂 Niezwykle dzikie, lekko kwaśne i przyjemne, lekko cytrusowe nuty świetnie komponują się z rewelacyjną gładkością i rześkością tego piwa. Jako fan brettów mocno propsuje za ich użycie w tym stylu, bo dzięki temu robi się o wiele ciekawiej i o wiele przyjemniej. 8/10

Nepomucen – Echo (Imperial Baltic Porter)

Co prawda już w domu miałem odłożoną butelkę tegoż specjału, ale skoro nadarzyła się okazja, aby spróbować go z kranu, to czemuż z niej nie skorzystać. Posunięcie okazało się słuszne, gdyż dostałem trunek niezwykle złożony, z bardzo poprawnym, porterowym charakterem. Czekolada, kawa, skojarzenia z kukułkami, czerwone, leśne owoce, wyraźna gęstość, brak paloności w aromacie, wysoka gorycz i wyraźna słodycz – to wszystko tutaj jest. OK, może tej słodyczy mogłoby być mniej, ale i tak jest wybornie. 8/10

Widawa – X West Brett IPA Barrel Aged

W tym miejscu powinien pojawić się Porter Jubileuszowy, uwarzony z okazji 5-lecia Bowaru Widawa, ale niestety – był tak dobry, że wyszedł, zanim zdążyłem pobrać „próbkę” do degustacji. Nie ma jednak tego złego, bo leżakowana w beczce X West Brett IPA okazała się równie solidnym wyborem. To wszystko dzięki nutom dębowych tanin, przeplatających się z fantastyczną dzikością z brettów. I chociaż te dwie dominanty dość wyraźnie przykryły użyty chmiel, tak wszystko tu do siebie pasowało. Na szczęście w smaku chmiel pojawił się już dość konkretnie pod postacią jego charakterystycznej ziołowości. Całość wyszła mocno wytrawnie, wyraziście i charakternie – szanuję. 8,5/10

Golem – Lilith BBA (Russian Imperial Stout Bourbon BA)

Wersja butelkowana tej hardej panny, mimo iż smaczna, nie powaliła mnie jednak na łopatki. Co innego wersja lana. W końcu wyraźnie tutaj czuć beczkę, taniny dębowe oraz szczyptę wanilii. Czekolada i znana z wariantu podstawowego mega paloność świetnie wtórują tym charakternym zapachom. Z kolei po zaledwie jednym łyku na moje kubki smakowe rzuciły się z pełnym impetem ponownie taniny dębowe i delikatna wanilia. Kibicuowały im czerwone owoce, czekolada oraz długa i niezwykle przyjemna, palona gorycz. Skąd takie różnice w pojedynku beczka kontra petainer? Wynikają one z pasteryzacji butelek. Na szczęście chłopaki obiecali więcej swoich beczkowych eksperymentów nie męczyć tym procesem. Amen. 9/10

Piwojad – Single Citrus Smoothie (Sweet IPA)

Na koniec piwo, które zostało okrzyknięte najlepszym piwem festiwalu. W sumie to się nie dziwię, chociaż osobiście postawiłbym pewnie na Lab 6 albo na Buried Alive, ale ja nie o tym. Tutaj po prostu wszystko się zgadza. Zaczynając od świetnego aromatu chmielu, wyraźnej cytrusowości, poprzez subtelne akordy polnej łąki, na niezwykłej gładkości i owocowości w smaku kończąc. Do tego wszystkiego gdzieś tam w tle pojawia się guma balonowa, która pasuje mi pod to piwo, jak w żadnym innym. Single Citrus Smoothie przez niesamowitą soczystość i umiarkowaną gorycz można pić litrami. Osobiście życzyłbym sobie trochę wyższej goryczy, ale to tylko zbędne zrzędzenie, niczego nie ujmujące temu świetnemu piwu. 8,5/10