Chmielobrody testuje: Piwojad Single Citrus Smoothie – puszka kontra butelka

Oesu, jak ja dawno niczego nie nagrywałem. I jakże mi tego brakowało! Więc tak oto, w rocznicę odpalenia serii „Chmielobrody testuje” serwuję Wam nowy odcinek spod tegoż szyldu, w którym pod moją lupę trafiło Single Citrus Smoothie z Piwojada. Wariant w puszce i w butelce. Jak wypadają naprzeciw siebie? Sprawdźcie:

 

Beer Week Festival 2017 – tego się nie pije, to się wącha! Czy jakoś…

Beer Week Festival 2017 udał się nie tylko pod kątem towarzyskim i organizacyjnym. To również najlepszy festiwal pod kątem jakości spróbowanych piw, na jakim byłem do tej pory. Nim jednak przejdę do bardziej szczegółowego omówienia kilku wybranych pozycji warto wspomnieć o tych, których spróbowałem, a jakie nie trafiły do podstawowego zestawienia.

Brawa należą się Browarowi Szpunt za ich oba kwasy Sourness – idealnie zbalansowane, orzeźwiające i wyraźnie owocowe. Jeden z nich postawił mnie na nogi po całkiem udanym, piątkowym afterparty, więc czy lepsza rekomendacja jest w tym miejscu potrzebna? Szacun leci także w stronę Browaru Łańcut za Zawiszę Czarnego (RIS leżakowany w beczce po Jacku Daniel’sie). Co prawda miałem okazję próbować go miesiąc wcześniej, ale wtedy alkohol był jeszcze nieco zbyt wyraźny. Obecnie nie mogłem się już do niczego przyczepić – wszystko tutaj grało idealnie, jak u Carlosa Kleibera. Skoro już o RISach mowa, to nie sposób nie wspomnieć o dwóch nowiutkich pomysłach Mateusza Górskiego z Brokreacji Certain Death oraz Buried Alive. Oba wyszły wybornie, ze wskazaniem na tego drugiego koleżkę, w którym tematy torfowe grały pierwsze skrzypce. Browar ReCraft specjalnie na ten fest zabrał ze sobą Gin IPA – chłopaki zastanawiają się, czy aby nie wrzucić tego piwa do swojej regularnej kolekcji. Zaprawdę powiadam Wam, nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba to zrobić. Z kolei najbardziej złożone i totalnie odjechane piwo, na jakie trafiłem wyszło z Pracowni Piwa. Mowa tutaj o Imperialnym Saisonie, leżakowanym w beczce po Muscat’cie, czyli Lab 6. Tego nie da się opisać, to trzeba spróbować!

OK, to teraz skupmy się nieco mocniej na tym, czego jeszcze udało mi się spróbować:

Piekarnia Piwa – Patriota (Polish APA)

To piwo to po prostu rewelacyjny „pijus”. Delikatna estrowość w aromacie, wyraźny zapach chmielu i schowana w tle słodowość mocno sprzyjają sporej rześkości tego piwa. Dzięki użytym płatkom owsianym i żytnim można powiedzieć, iż mamy tutaj do czynienia z polskim Vermontem – Patriota jest przyjemnie zmętniony, ze świetnie gładką fakturą. Być może to piwo niczym nie zaskakuje, ale nie musi. Jest idealne na lato i do picia wiadrami. 7/10

Profesja – Kanclerz (Berliner Weisse)

Berliner Weisse na Kveikach? Jak dla mnie pomysł ciekawy, bo to właśnie dzięki drożdżom,w aromacie tego piwa pojawiają się całkiem przyjemne brzoskwinie. W połączeniu z delikatną kwaskowością w tle daje nam to zupełnie niegłupi aromat. W smaku ta kwaskowość jest już zdecydowanie wyższa i słusznie. Owoce także się tutaj pojawiają, dzięki czemu Kanclerz staję się niezwykle pijalnym trunkiem. I znowu na lato jak znalazł. 7/10

Harpagan – Klątwa Masztalerza (Wild Wheat Ale)

W końcu nadarzyła się okazja, aby spróbować czegoś z Browaru Harpagan. Wybór padł na pszenicznego dzikusa i od razu okazał się on strzałem w… ósemkę 🙂 Niezwykle dzikie, lekko kwaśne i przyjemne, lekko cytrusowe nuty świetnie komponują się z rewelacyjną gładkością i rześkością tego piwa. Jako fan brettów mocno propsuje za ich użycie w tym stylu, bo dzięki temu robi się o wiele ciekawiej i o wiele przyjemniej. 8/10

Nepomucen – Echo (Imperial Baltic Porter)

Co prawda już w domu miałem odłożoną butelkę tegoż specjału, ale skoro nadarzyła się okazja, aby spróbować go z kranu, to czemuż z niej nie skorzystać. Posunięcie okazało się słuszne, gdyż dostałem trunek niezwykle złożony, z bardzo poprawnym, porterowym charakterem. Czekolada, kawa, skojarzenia z kukułkami, czerwone, leśne owoce, wyraźna gęstość, brak paloności w aromacie, wysoka gorycz i wyraźna słodycz – to wszystko tutaj jest. OK, może tej słodyczy mogłoby być mniej, ale i tak jest wybornie. 8/10

Widawa – X West Brett IPA Barrel Aged

W tym miejscu powinien pojawić się Porter Jubileuszowy, uwarzony z okazji 5-lecia Bowaru Widawa, ale niestety – był tak dobry, że wyszedł, zanim zdążyłem pobrać „próbkę” do degustacji. Nie ma jednak tego złego, bo leżakowana w beczce X West Brett IPA okazała się równie solidnym wyborem. To wszystko dzięki nutom dębowych tanin, przeplatających się z fantastyczną dzikością z brettów. I chociaż te dwie dominanty dość wyraźnie przykryły użyty chmiel, tak wszystko tu do siebie pasowało. Na szczęście w smaku chmiel pojawił się już dość konkretnie pod postacią jego charakterystycznej ziołowości. Całość wyszła mocno wytrawnie, wyraziście i charakternie – szanuję. 8,5/10

Golem – Lilith BBA (Russian Imperial Stout Bourbon BA)

Wersja butelkowana tej hardej panny, mimo iż smaczna, nie powaliła mnie jednak na łopatki. Co innego wersja lana. W końcu wyraźnie tutaj czuć beczkę, taniny dębowe oraz szczyptę wanilii. Czekolada i znana z wariantu podstawowego mega paloność świetnie wtórują tym charakternym zapachom. Z kolei po zaledwie jednym łyku na moje kubki smakowe rzuciły się z pełnym impetem ponownie taniny dębowe i delikatna wanilia. Kibicuowały im czerwone owoce, czekolada oraz długa i niezwykle przyjemna, palona gorycz. Skąd takie różnice w pojedynku beczka kontra petainer? Wynikają one z pasteryzacji butelek. Na szczęście chłopaki obiecali więcej swoich beczkowych eksperymentów nie męczyć tym procesem. Amen. 9/10

Piwojad – Single Citrus Smoothie (Sweet IPA)

Na koniec piwo, które zostało okrzyknięte najlepszym piwem festiwalu. W sumie to się nie dziwię, chociaż osobiście postawiłbym pewnie na Lab 6 albo na Buried Alive, ale ja nie o tym. Tutaj po prostu wszystko się zgadza. Zaczynając od świetnego aromatu chmielu, wyraźnej cytrusowości, poprzez subtelne akordy polnej łąki, na niezwykłej gładkości i owocowości w smaku kończąc. Do tego wszystkiego gdzieś tam w tle pojawia się guma balonowa, która pasuje mi pod to piwo, jak w żadnym innym. Single Citrus Smoothie przez niesamowitą soczystość i umiarkowaną gorycz można pić litrami. Osobiście życzyłbym sobie trochę wyższej goryczy, ale to tylko zbędne zrzędzenie, niczego nie ujmujące temu świetnemu piwu. 8,5/10

Piwojad – Onyks (Chocolate Vanilia Imperial Stout)

Polacy nie gęsi i swoje dobre Imperialne Stouty mają! Tak, jestem o tym przekonany i bez dłuższego zastanawiania się mogę wskazać chociażby rewelacyjnego Samca Alfa z Artezana czy Wostoka z chorzowskiego Browaru Reden. Niestety zdarzają się też sytuacje, w których nasze rodzime RISy wypadają poniżej oczekiwań albo są po prostu przeciętne. Tak miałem z pierwszą warką brokreacyjnego Gravediggera (druga już o wiele lepiej mi robi) oraz z Elixirem z Baby Jagi. Niestety, przewaga ilościowa tych słabszych nad lepszymi ciągle się utrzymuje. Parafrazując słowa pewnego zielonego jegomościa „much to learn we still have”. Wiara natomiast we mnie nie słabnie i zawsze ochoczo wyciągam swe chciwe łapska po nowe, polskie RISy. Dlatego z nieskrywaną przyjemnością otwierałem Onyksa, serwowanego przez Browar Piwojad.

Zacznijmy od tego, co na obrazku. Powiem Wam, że strasznie cieszy mnie ostatnio wybór co raz to ciekawszych kształtów butelek przez nasze browary kraftowe. Tutaj Piwojad mnie urzekł i plus za to. Nie jest sztampowo, nie jest nudno, a na półce taka butelka zachęca o wiele bardziej, niż tradycyjne flaszki 0.33 ml. Niestety trochę gorzej sprawa wypada po przelaniu piwa w szkło. OK, niby jest czarne, nieprzejrzyste i klarowne, ale to, co dzieje się z pianą to już nie są rurki z kremem. Piana nie jest nawet średniopęcherzykowa – jej spore bąble znikają z kufla z prędkością Sokoła Millenium, pokonującego trasę na Kessel. Po pianie zostaje jedynie płacz i zgrzytanie zębów. Szkoda. Na szczęście zapach tego Chocolate Vanilia Imperial Stoutu nieco poprawił  m humor. Pisząc „nieco” mam na myśli, niestety, niezbyt znacząco. Ok, jest wanilia, jest czekolada (bardziej mleczna, niż gorzka) i pojawiają się nuty charakterystyczne dla Stoutów Imperialnych, czyli czerwone owoce i odrobina suszonej śliwki. Jest ok, jednakowoż mimo wszystko dla mnie trochę zbyt ubogo, jak na RIS. Po kilku łykach mina niestety nieco mi zrzedła. Stało się to, czego zwiastunem była opisana wyżej piana (a w zasadzie jej brak). Wysycenie Onyksa jest jak temperatura na przełomie listopada i grudnia – niewiele powyżej zera. I o ile w RISach o wyższym zasypie mi to nie przeszkadza, tak przy 22 BLG i 8% alkoholu po prostu jest to nie fajne. Piwo jest umiarkowanie słodkie, a podobne akcenty smakowe, które pojawiały się w aromacie odnajdziemy również tutaj. Niestety wszystko jest jakieś takie płaskie i bez wyrazu. Dodatkowo fakturze Onyksa bliżej do FESów, niźli do Imperial Stoutów. Tematu nie ratuje nawet dość przyjemna gorycz, jaka utrzymuje się dość długo na finiszu, ale nie ściąga i nie męczy.

Mimo moich szczerych chęci i mocno pozytywnego nastawienia to piwo mnie nie zachwyciło. Ba, ono mnie dość mocno zawiodło. Zamiast przyjemnego, degustacyjnego i likierowego trunku dostałem wygazowany napój waniliowo-czekoladowy. Być może jak to piwo poleży, to jeszcze coś się w nim zadzieje i z tą  myślą zachomikuję jedną butelkę w swojej piwniczce – oby doczekała dla siebie lepszych czasów. Natomiast tej butelce wystawiam notę 4.5/10