Krakowski Bottle Sharing, czyli jak połączyć przyjemne z przyjemniejszym. Cz. 3

Nadszedł czas, aby zaprezentować najlepszą czwórkę zeszłotygodniowego, krakowskiego bottle sharingu. Nim jednak przejdę do meritum warto przybliżyć dotychczasową klasyfikację:

16. Berliner Kindl Schultheiss Brauerei – Berliner Kindl Weisse (Berliner Weisse)
15. Tempest Brewing Co. – Unforgiven Red Rye (Smokey Red)
14. De Struise Brouwers – Tsjeeses Reserva PBA (Belgian X-mas Ale Port Barrel Aged) (2013)
13. Browar Widawa – Imperial Wild Black Kiss R (Imperial Stout Rum BA)
12. Brokreacja – The Gravedigger (Russian Imperial Stout – warka do 30.06.2016 r.)
11. Piwowarownia – Pożegnanie Korporacji (Russian Imperial Stout – warka do 12.2016 r.)
10. Schneider Weisse G. Schneider & Sohn – Aventinus (Eisbock)
9. Jerry Brewery – Triss Coffegold (Coffee RIS)
8. Harviestoun Brewery – Ola Dubh 21 Year Special Reserve (Old Ale)
7. Browar Kormoran – Imperium Prunum (Porter Bałtycki z Suską Sechlońską – 1 warka)
6. Browar Aurora + Jerry Brewery – Princess D’Alderaan (Flanders
5. Thornbridge Hall + St. Eriks Bryggeri – Imperial Raspberry Stout

Tymczasem najlepszymi piwami okazały się:

Miejsce 4

Browar Leśniczówka – Moby Was Such a Dick (Imperial Baltic Porter)

Ten mocarz, uwarzony przez Tomka Sygułę w browarze domowym Leśniczówka, to aż 27,1° BLG i ponad 11% alkoholu. Już same parametry tego porteru przyprawiały o zawrót głowy, a był to dopiero początek. Moby uraczył nas powalającym aromatem śliwek w czekoladzie, połączonych z akordami nut palonych. Delikatne utlenienie pod postacią subtelnego sosu sojowego i akcentów miodowych idealnie wpasowały się w całość. Sam trunek okazał się niezwykle pełny, w którym wcześniej wspomniana śliwka nadal grała pierwsze skrzypce, przywołując przyjemne skojarzenia z praliną Mon Cheri. Niby niewysoka gorycz, na poziomie 35 IBU, okazała się niezwykle idealnie dobraną do kontrowania dość wysokiej słodyczy Moby’ego. I ja takie portery szanuję! 8,5/10

Miejsce 3

Piwne Podziemie – Kosiarz Umysłów (Russian Imperial Stout – termin spożycia do maja 2016 r.)

Trzecie miejsce na podium z należnym szacunkiem przypadło „klasykowi” polskich RISów, czyli Kosiarzowi Umysłów. Dodatkowo warto nadmienić, iż czas służy temu piwu, nadając mu charakteru i zadziorności. W stosunku do „świeżej” warki RIS ten dostał fajnego kopa z czerwonych, leśnych owoców w aromacie i smaku. Zapach dopełniły nuty kakao, wanilii, gorzkiej czekolady i delikatnej papryczki. W smaku z kolei prym wiodła przyjemna, popiołowa gorycz, idealnie komponując się z wyraźną słodyczą tego piwa i jego akordami kawowymi i owocowymi. Ciało trafiło w punkt, potęgując i wzmacniając wrażenia, płynące z degustacji Kosiarza. To piwo nie znalazło się na „pudle” przypadkiem. Trzecie miejsce jest mu po prostu należne! 9/10

Miejsce 2

Pinta – Imperator Bałtycki (Porter Bałtycki – druga warka, termin spożycia do grudnia 2015 r.)

Nie powinno nikogo dziwić, iż Imperator wskoczył na drugie miejsce tego zestawienia. Zaskakiwać z kolei może to, jak pięknie to piwo się zestarzało. Umówmy się – rok po terminie ważności mógł zrobić swoje. Na szczęście ten porter wytrzymał próbę czasu, racząc nas przyjemnie utlenionym, miodowym zapachem, połączonym z subtelnym aromatem mango, gorzkiej czekolady i palonymi słodami. Imperator nie stracił swojej likierowej pełni i słodyczy, idealnie przeciwstawionej wysokiej jego goryczy. To piwo okazało się niezwykle złożonym i rewelacyjnym trunkiem i aż żal, że jego degustacja trwała tak krótko. Mógłbym pławić się w tym piwie kilka godzin, a i tak byłoby mi mało. Po prostu moc! 9/10

Miejsce 1

Brouwerij Rodenbach – Rodenbach Caractère Rouge 2013 (Flanders Red Ale)

Szanowni Państwo – szach mat. Pierwsze miejsce i tytuł najlepszego piwa wieczoru nie wpada w łapy tęgiego mocarza, z wysokim baligniem i o wykręconych na maksa parametrach. Zwycięzcą jednogłośnie został Rodenbach! Tutaj wszystko się zgadza – począwszy od rozkładającego na łopatki aromatu fantastycznych owoców wiśni, maliny i żurawiny, mieszającego się z subtelną „brettowością”, a skończywszy na owocowym, delikatnie kwaskowo-słodkim smaku, z minimalną goryczką dla zbalansowania całości. Cokolwiek bym nie napisał, i tak nie oddam należnego szacunku Rodenbachowi. Tego piwa po prostu trzeba spróbować. Tylko ostrzegam – ten niezwykle złożony trunek rozmontuje Was na drobne i urwie wszystko, co można. To jedno z najlepszych piw, jakie miałem okazję pić w życiu. 10/10

PS

Linki do poprzednich części:

Krakowski Bottle Sharing, czyli jak połączyć przyjemne z przyjemniejszym. Cz. 1

Krakowski Bottle Sharing, czyli jak połączyć przyjemne z przyjemniejszym. Cz. 2

Reklamy

Szybki Strzał – Poznańskie Targi Piwne 2016 Edition

Cechą dużych festiwali piwnych, do jakich z pewnością zaliczają się Poznańskie Targi Piwa, jest wręcz monstrualny wybór piw. No zwyczajnie nie ma szans, aby wszystko ogarnąć. Dlatego przed wyjazdem przygotowałem sobie listę 30 pozycji, jakich będę chciał spróbować. Jak się okazało zmierzenie się z tak dużym wyborem było również nie do końca możliwe. Na szczęście prawie się udało, a mój szeroki uśmiech okazał się przepustką do pojemności poniżej 300 mililitrów per sztuka, co okazało się niezwykle pomocne, żeby nie powiedzieć zbawienne. I nie mam tutaj na myśli jedynie mojego portfela, if you know what I mean 😉 W skrócie – skosztowałem blisko 30 piw, z których wybrałem dla Was dziesiątkę, nad jaką chciałbym się skupić nieco bardziej.

  1. Golem – Lilith (RIS)

Lilith okazała się moim wstępniakiem do tej wielkiej, poznańsko-piwnej przygody. I wiecie co? Nie mogłem sobie wymarzyć lepszego startu. Tak oto w moje ręce wpadł pokal wypełniony smoliście czarnym trunkiem, ozdobionym ciemnobeżową pianą. Pianą co prawda szybko redukującą, ale umówmy się – w przypadku RISów jest to drobiazg. Mocno palony zapach, z wtórującą mu kawą i przyjemną czekoladą okazał się przemiłym preludium, do tego co w tym piwie drzemie. I nawet na delikatny alkohol można było przymknąć oko wiedząc, iż ten imperialny stout ma dopiero 3 miesiące. Smak Lilith to już prawdziwa symfonia nut palonych i kawowo-czekoladowych. Piwo jest gęste, likierowe i słodkie. Niech Was jednak ta słodycz nie zmyli, bo ekipa Golemów tak wykręciła goryczkę, aby była ona doskonałą przeciwwagą. OK, niektórzy powiedzą, że powinno być jej mniej, ale dla mnie jest idealnie. Sama gorycz długo się utrzymuje, ale nie męczy, przywołując jednocześnie skojarzenia z wybitnym espresso. W mojej opinii Lilith jest jednym z najlepszych polskich RISów i basta. 8/10

  1. Brokreacja – Wheat Wine

W sumie to nie bardzo wiedziałem, czego powinienem spodziewać się po tym piwie. Co prawda Mateusz słabych trunków nie wypuszcza, ale czy aby na pewno akurat ten będzie mi pasował? Duży plus należy się za aromat, jaki dostałem w trakcie degustacji. Piwo jest wyraźnie owocowo-słodkie i estrowe. W tle pojawia się też odrobina lukrecji i subtelna ziołowość. Całość muska lekki, likierowy alkohol. A im bardziej Wheat Wine nabierał temperatury, tym robiło się ciekawiej. Faktura tego trunku to dla mnie kolejny plus – jest gładko, z delikatnym nagazowaniem i sporym ciałem. Estry ponownie pojawiają się w smaku, a ich słodycz dobrze ripostuje stosunkowo średnia gorycz. Jest przyjemnie, fajnie się pije, nie ma wyraźnych wad, niemniej jednak brakuje mi tutaj jakiegoś konkretnego charakteru i punktu zaczepienia. 6.5/10

  1. Browar Zakładowy – Przerwa Kawowa (Coffe Extra Stout)

Z tego browaru nie miałem jeszcze okazji pić słabego piwa i ja to szanuję. Dlatego z dużą dozą spokoju sięgnąłem po Przerwę Kawową. Wizualnie dostajemy czarny, nieprzejrzysty i lekko zmętniony płyn, w którym niestety zawodzi piana. Redukuje ona w zastraszającym tempie, pozostawiając lichy krążek. No mogłoby być w tym miejscu nieco lepiej. Na szczęście reszta szybko nadgania stracone punkty. Przyjemny zapach kawy miksuje się z czekoladą oraz subtelną nutką paloności. To wszystko dostajemy również po kilku łykach Przerwy Kawowej. Szkoda jedynie, że zabrakło odrobiny ciała i słodyczy, jakiej ja oczekuję od Extra Stoutów. Szczególnie ta druga cecha mogłaby być bardziej uwydatniona, gdyż gorycz tego piwa byłaby idealną dla niej kontrą. Żeby nie było – piwo jest smaczne, dobrze się je pije, ale brakuje tej przysłowiowej kropki nad „i”. 6.5/10

  1. Brokreacja – The Blogger (Cherry Smoked Pepper Rye Wood Aged Strong Ale)

Nie ukrywam – na to piwo czekałem z niecierpliwością, gdyż sam dorzuciłem do niego swoje trzy grosze. A co dostałem w zamian? Hmmmm, na pewno piwo zbyt grzeczne, jak na gargantuicznie opisany styl i zbyt spokojne, jak na blogerski wkład. Ale hej, czy nie może być ono smaczne? Okazuje się, że może. Dla mnie wygrywa tutaj użyty słód wędzony wiśnią. Nie wiem, czy to zasługa tego, że obżarłem się tym słodem podczas warzenia czy tak jest, ale zarówno w smaku, jak i w aromacie ja te nuty dość wyraźnie czuję. Poza tym The Blogger kojarzy mi się nieco z Belgią. Dlaczego? Z pewnością za sprawą wyraźnych fenoli, brzoskwiń i lekkiej pieprzności. Samo piwo jest dość wytrawne, z odrobiną wędzonki, goździków i ze zbyt małą jak dla mnie goryczką. OK, być może The Blogger dupy nie urywa, ale mnie piło się je nad wyraz przyjemnie. 7/10

  1. Golem – Grin Sove (Black IPA z rozmarynem)

Grin Sove’a miałem okazję skosztować tuż po golemowym RISie, ale przeskok z wysoko ekstraktywnego piwa na 14,1° BLG raczej nie pomagał w jego ocenie. Jednakowoż rozmaryn w tym trunku utkwił w mej pamięci, więc dzień później ochoczo pognałem do chłopaków po dolewkę. I w tym miejscu ostrzegam – nie lubisz rozmarynu, to absolutnie nie sięgaj po to piwo, bo jest on wszędzie. W zapachu dodaje lekkich nut świerkowych, a w smaku czyni Grin Sove’a mocno rześkim i pijalnym. Fajnie też wyszło połączenie charakteru tego zioła z palonością Black IPA. No i nie zapominajmy o cytrusach pod postacią grejpfruta i pomarańczy. Nawet delikatny brak ciała mi tutaj nie przeszkadza, a wręcz podbija chęć sięgnięcia po kolejny łyk. Dla mnie bomba. 7.5/10

  1. Piwne Podziemie – Cascade-Chinook Wet Hop (Wet Hop Pale Ale)

Piwne Podziemie nie robi słabych piw. Kropka. Przynajmniej ja nie trafiłem na słabeusza od tej załogi. Stąd też bez obawień sięgnąłem po ich propozycję podania Cascade i Chinooka. Mowa tutaj o tzw. „mokrych” chmielach, jakich piwowar zdecydował się użyć. Pierwsze, co przykuwa uwagę, to wygląd – prawie klarowny, subtelnie opalizujący, złoty trunek pięknie zdobi drobniutka piana. Aż chce się je pić. To piwo wręcz atakuje nasz nos chmielowością. Jest niezwykle przyjemnie, z owocami egzotycznymi i mango na czele. Sznytu całości dodaje subtelna nuta nafty. Dla mnie rewela. Egzotyka pojawia się również w smaku, ale nie podbija ona słodyczy. Piwo jest wytrawne z umiarkowaną goryczą i lekko zaznaczoną słodowością. To wszystko czyni ten Pale Ale trunkiem niezwykle pijalnym i przyjemnym. I ponownie ekipa Piwnego Podziemia potwierdziła swoją klasę. 7.5/10

  1. Raduga – RIS 28 BLG

O tym RISie w zasadzie miałem nie pisać. No bo jak tu recenzować piwo, które ekipa Radugi zabrała ze sobą jedynie na skosztowanie, a jakie nie ma nawet nazwy, gdyż jeszcze 2 miesiące będzie leżakować w tanku? Po kilku łykach zmieniłem zdanie, bo to piwo już teraz urywa cztery litery. Po pierwsze prezentuje się jak rasowy likier kawowy. Patrząc na szkło widać jak jest ono gęste i likierowe. Bukiet tego RISa to prawdziwa 5 Symfonia Beethovena – czekolada i lekka, kawowa paloność pięknie przygrywają nutom śliwki, moczonej w likierze i szlachetnym akordom alkoholu. Już sam aromat pokazuje, jak ten trunek jest złożony. Smak tylko te wrażenia podkręca. Jest gładko, słodko i likierowo. Czekolada, kawa i czerwone owoce ze śliwką w tle tańczą tak, jak nie śniło się nawet jurorom Tańca z Gwiazdami. Zerowe wysycenie temu tańcowi nie przeszkadza. Zresztą kiedy dzień później ponownie próbowałem tego RISa, a samo piwo poleżało podpięte pod CO2, nabrało już odpowiedniego nagazowania. RIS 28 BLG już teraz jest piwem rewelacyjnym, a co będzie za te dwa miesiące? Oj bójcie się kraftowcy, bójcie się, bo nadchodzi solidny kontratak. 8.5/10

  1. Pracownia Piwa – Devil Pact (Imperial Saison)

Saison z reguły powinien być piwem lekkim, rześkim i pijalnym. Więc czy jest sens robić z tego stylu wariant  imperialny? A kto bogatemu zabroni? Poza tym ja takie pomysły szanuję, ot co! Więc wyobraźcie sobie klasyczny, fenolowy, przyprawowy i słodki Saison wykręcony do likierowego poziomu piw imperialnych. Pasuje? No mnie jak najbardziej. Co prawda alkohol mógłby być nieco bardziej ukryty zarówno w zapachu, jak i smaku, ale czy jakoś bardzo mi on przeszkadza? Mimo lekkiego szczypania w język – nie. Devil Pact jest piwem przyjemnym i degustacyjnym. Jak ktoś lubi Saisony, to niech koniecznie go spróbuje. 7/10

  1. Browar Okrętowy – Langskip (Gotlandsdricka)

Tego piwa nie miałem na swojej liście. Ba, było to moje pierwsze spotkanie z tym browarem. Jak wypadła ta randka? Najpierw zerknijcie na styl. Gotla-co? O co tutaj chodzi? O Gotlandsdricka, czyli piwo fermentowane Kveikami z użyciem słodów Sahti i wędzonych… brzozą. Nie powiem – użycie brzozy w naszym kraju, to dość odważne posunięcie (wink, wink 😉 ). Połączenie tego wszystkiego dało piwo o melanoidynowym charakterze, z lekką rześkością iglaków i subtelną słodyczą miodu. Tylko czy aby ten miód nie wynika z utlenienia? Hmmm, ciężko mi ocenić, bo pierwszy raz spotykam się z Gotlandsdricka, ale mi ta miodowość akurat pasuje. W ustach Langskip jest pełny, delikatnie słodki, z wyczuwalnymi nutami rodzynek, chleba i czerwonych owoców. Lekka kwaskowość miesza się fajnie ze średnią i krótką goryczką. Całkowicie subiektywnie – dla mnie jest smacznie, fajnie i przyjemnie. 7/10

  1. Westbrook – Mexican Cake (Imperial Stout)

Na finał wybrałem pewniaka, który miał mi dostarczyć wiele radości i przyjemności z degustacji. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Mexican Cake to piwo, jakie najlepiej wypić siedząc przy kominku w wygodnym fotelu i z dobrą książką w rękach. Aromaty ciasteczek czekoladowych, pralin, wanilii oraz lekko podbitej pikantności powodują, że nie chcemy, aby zbyt szybko to piwo wyparowało nam ze szkła. Zresztą to samo dzieje się po kilku łykach. Mexican Cake jest niesamowicie pełne, wyklejające, słodkie, z idealną goryczą w kontrze. I do tego ta bardzo przyjemna pikantność. Wszystko się tutaj zgadza. Wszystko. 9.5/10

W tym miejscu kilka słów należy się także innym piwom, jakie zrobiły na mnie wrażenie. I niestety nie zawsze były to wrażenia pozytywne. Zacznijmy jednak od tych przyjemniejszych doznań.

  • brawa dla Browaru Recraft za Cherry Ridera; połączenie brettów, stylu sour i wiśni zrobiło robotę.
  • Brokreacja dorzuciła oliwy do ognia Imperialnym Nafciarzem Dukielskim. I pomyśleć, że to nie koniec, bo Nafciarz jeszcze będzie sobie chwilę leżakował.
  • na Kwas Eta z Pinty ludzie marudzili, a wyszło niezwykle lekkie i przyjemne piwo. Dla mnie bomba.
  • Widawa ze swoim Imperial Black Kiss Cherry BA rozdała tak, że zerwało mi papę z dachu
  • podobnie zresztą było w przypadku Korda Quintuple’a z browaru Jan Olbracht
  • nagroda za Kawko i Mlekosza dla PiwoWarowni należała się po stokroć – wspaniałe piwo
  • a co powiedzie o Whiskerze B z Wąsosza, czyli dymionym, słonym stoucie? Dla mnie było przesmacznie, aczkolwiek mam nadzieję, że ekipa następnym razem trochę przykręci chłodziarkę. Przywierająca skóra do szkła to nie była rzecz przyjemna 😉
  • Chmielokrata z Piwnego Podziemia ponownie podkreślił klasę i niezwykle równy, wysoki poziom piw z tego browaru.
  • na koniec jeszcze raz największe brawa dla Browaru Szałpiw za Bubę Extreme, leżakowaną w beczce po Jacku Daniel’sie – dla mnie to było najlepsze piwo festiwalu.

Na koniec jedynie przestrzegę przed piwami z Osowej Góry – RIS i Imperialna IPA to zło wcielone i nic nie ratuje tych piw. Mam nadzieję, że piwowarzy mają tego świadomość i popracują nad recepturami oraz samym procesem warzenia, bo szczególnie w tym drugim dopatruję się ich porażki.

O abordażu na Silesia Beer Fest II słów kilka

00

Ależ było! No nie spodziewałem się, że druga edycja Silesia Beer Festu będzie aż tak udana. Owszem, można było kilka rzeczy poprawić, część nieco zmienić, a jeszcze część wywalić na zbity pysk (w tym miejscu pozdrawiam Pana z Burger Pro, który najpierw formował z surowego mięsa kotlety, aby następnie bez zmiany rękawiczek zabrać się za przygotowanie bułek – higiena przede wszystkim!), ale nie o to chodzi. Ludzie i piwo – to wygrało i wygrywać będzie jeszcze wiele razy. Dobra, to ogólne wrażenia już znacie, więc może teraz co nieco o szczegółach?

Hajery

Galeria Szyb Wilson to dość znana lokalizacja na Śląsku, głównie ze względu na licznie odbywające się tutaj eventy kulturalne i fajnie, że SBF właśnie tutaj się wydarzył. Miejsce i klimat zdecydowanie wygrywają w mojej opinii z Fabryką Porcelany, która gościła festiwal podczas ubiegłorocznej edycji. Dojazd komunikacją miejską odbył się bezproblemowo, a i powrót taxą do centrum nie kosztował fortuny. Sam Szyb Wilson to dwie duże hale, gdzie wszystkie browary mogły się elegancko rozstawić i kusić przybyłych tym, co aktualnie mieli na kranach i w butelkach. W tym miejscu trochę pomarudzę, bo niby wystawców więcej niż przed rokiem, ale kilku zabrakło, jak chociażby Artezana czy AleBrowaru. Tylko czy aby na pewno to tak całkiem źle? Nie do końca, bo i tak miałem problem, aby w trakcie obecności na dwóch dniach imprezy skosztować wszystkiego, na co miałem ochotę. Niemniej jednak liczę na poprawę podczas kolejnej edycji. A czy wspominałem już o fantastycznych ludziach? Bo to dzięki nim Silesia Beer Fest II był dla mnie tak niezwykle udany. W tym miejscu pozdrawiam ekipę Białej Małpy (dzięki za pomoc wszelaką, Panowie!), świętochłowickiego Redena (Marcin, mam nadzieję że odespałeś 😉 ), wesołych ziomków z Hajera (to nie przypadek, że Farorz lądował w moim kuflu aż trzy razy!), Andrzeja z Radugi (ja i tak wierzę, że Forbidden wróci do łask!), chłopaków z Brewklyna (chili do dzisiaj czuję i cmokam z zachwytu), zespół PiwoWarowni (jeszcze raz gratuluję wygranej!), Brokreacji, Ursy Maior, Kraftwerka i wesołych współblogerów Jerrego z Jerry Brewery oraz Tomasza z Piwnych Podróży. Mega brawa lecą dla Miłosza z Krakowa, który przemycił mi leżakowaną butelkę pierwszej warki Nafciarza Dukielskiego – dziękiiiiii! Szkoda tylko, że czasu było tak mało, ale nadrobimy, nadrobimy! Z kolei pierwszoplanowym bohaterem festiwalu było piwo. Piwo w ilościach niezmierzonych. Piwo w ilościach ogromnych. Piwo w ilościach nie do spożycia. W związku z powyższym trzeba było ograniczyć się do kilku pozycji, czego strasznie żałuję, bo wielu rzeczy po prostu nie udało się spróbować. W każdym razie tutaj też z pewnością nadrobimy, o! A kilka słów na temat tego, co udało się wypić znajdziecie poniżej. Oczywiście wrażenia te są mocno subiektywne i wpływ na nie miało wiele czynników, jak chociażby unoszący się zapach ciasteczek w drugiej hali. Tak, ciasteczek. Takich z kawałkami czekolady. I zapach ten mógł mylić. Mnie zmylił. Przy Jolly Rogerze leżakowanym w beczce po rumie, w którym ciągle te ciasteczka czułem. W każdym razie frajda z degustacji była, a o to w tym wszystkim chodzi, czyż nie? Na publiczne balsamowanie tatuaży moich i Pani Kapitan przez zacną ekipę Saela niechaj opadnie kurtyna milczenia (a dziewczyny z Saeli pozdrawiamy 😉 ).

Reden

Miało być krótko, miało być zwięźle, więc jak zwykle nie wyszło. Trudno, ale żadne słowo nie zostało rzucone na wiatr, bo o takich wydarzeniach, jak Silesia Beer Fest warto pisać i warto je promować. A ilość ludzi, jaka przewinęła się przez teren Galerii Szybu Wilson w ciągu tych trzech dni potwierdza, iż piwna rewolucja zatacza co raz szersze kręgi i powiększa grono swoich sympatyków. Dla mnie bomba, bo naprawdę szkoda życia na picie kiepskiego piwa. Do zobaczenia na kolejnej edycji, arghhhhhhh!

 

Brokreacja – The Fighter (Imperial IPA)

01 Fighter

Mocno chmielowe nuty w zapachu fajnie mieszały się z cytrusami i słodową podbudową. Wyczułem tez aromat ciasteczek, ale nie wiem, czy to nie ta druga hala? Gorycz w smaku grała pierwsze skrzypce i była wykręcona na dość wysokim poziomie. Dla mnie trochę za bardzo przykryła owocowość tego piwa. Jeśli taki był zamysł piwowara, to ja w to wchodzę (bo faktycznie gorycz po prostu nokautuje). 7/10

 

Kraftwerk – Joly Roger (Porter Bałtycki Rum BA)

02 Jolly Roger

W aromacie śliwki, czekolada i delikatne akordy rumu. Wyczułem też sporą ilość estrów i lekki alkohol. W smaku mogłoby być pełniejsze, ale te braki miło uzupełnił ponownie temat śliwkowo-czekoladowy. Piwo chyba nie do końca w stylu, bo ilość estrów była tutaj dość wysoka. W każdym razie piło się miło. 6.5/10

Trzech Kumpli – Native American (AIPA)

03 Native American

Wyraźne nuty chmielu w aromacie, a poza tym karmel i cytrusy. Kojarzy mi się trochę z Atakiem Chmielu. W smaku bardzo przyjemne, słodowo-chmielowe, z umiarkowanie wysoką goryczką. Bardzo poprawne i smaczne American IPA. 6/10

 

Reden On Tour – RIS

04 Reden RIS

Tutaj chłopaki mnie zaskoczyli, bo nie wiedziałem, że uwarzyli RISa. Fakt – jest to na specjalną okazję i dostęp do tego rarytasu dają wyłącznie na festiwalach, niemniej warto po to piwo sięgnąć. Zapach to lekkie estry, śliwka oraz kawa i gorzka czekolada. W smaku pełne, śliwkowo-orzechowe, z odrobiną przyjemnej kawy; trochę kwaskowe i słodkie z fajną goryczą w kontrze. Całkiem udany temat. 8/10

 

Piwne Podziemie – Gold Digga (West Coast IPA)

05 Gold Digga

Ten browar to dla mnie absolutny koniec i smutek jednocześnie, bo warzą piwa tak mało,  że nie starcza na butelki. Dlatego cieszę się, iż pojawili się na SBF! A samo piwo? W aromacie cytrusy, białe owoce i mango. W smaku wytrawne, owocowo-egzotyczne i przyjemnie goryczkowe. Właśnie tak wyobrażam sobie poprawne West Coast IPA. 8/10

 

Raduga – Kazek (APA)

06 Kazek

Tutaj nie ma się co rozwodzić – ultra-poprawna, bardzo smaczna APA. Po prostu pić, pić, pić 😀 7/10

 

Brewklyn – Cocoa Chili Wheat Stout

07 Brewklyn

To nie jest piwo dla każdego. I wcale nie przez zapachy gorzkiej czekolady, kawy i delikatnych nut paloności i chili (które nota bene bardzo fajnie ze sobą współgrają). Tutaj rozchodzi się o smak. Smak chili konkretnie. Mi ten temat pasuje bardzo, bo fajnie komponuje się z delikatną kwaskowością i akordami czerwonych owoców i kawy. Do tego dość pełne, jak na 15 BLG. Ciekawe i ekstremalne piwo. 7/10

 

Brokreacja – The Gravedigger (RIS)

08 he Gracedigger

Grabarz wygrywa rewelacyjnym wyglądem – jest smoliście czarny, z drobną, beżowa pianą. W aromacie dostajemy fajną paloność, gorzka czekoladę i suszoną śliwkę. Plus za nuty chmielu i bardzo lekki alkohol. W smaku niestety dla mnie jest już słabiej – mocno goryczkowo, lekko kwaskowo, z odrobiną czerwonych owoców i kawy. Trochę za mało słodkie, jak na RIS i za mało skomplikowane. 5.5/10

 

Hajer – Farorz (American Stout)

10 Farorz

Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z tak pijalnym Stoutem. A do tego ten aromat! Konkretnie aromat mlecznej czekolady. Poza tym w smaku lekki karmel, trochę słodyczy (w sensie nie cukierki, a słodkość) i czerwonych owoców oraz kawy. Mogę to piwo pić hektolitrami. 9/10

 

Reden – Wielka Szycha (Bohemian Pilsner)

09 Wielka Szycha

Żelazna pozycja w katalogu Redena. Kto nie pił – przegrał życie 😉 Doskonały pils. 8/10

 

PiwoWarownia – Kawa i Papierosy (Smoked Coffee Tobacco Ale)

11 Kawa i Papierosy

Fajne aromaty estrowe mieszają się z delikatną kawą i tytoniem. W smaku bardzo pijalne, z przyjemnymi akcentami kawy i tytoniu oraz lekką owocowością. 7/10 i wygrana na SBF II w kategorii „Piwna premiera”

 

Piwowarownia – Chmielum Polelum (Imperial IPA)

12 Chmielum Polelum

Doskonałe aromaty cytrusów, białych owoców i egzotyki. W smaku pełne, intensywne, lekko słodkie i owocowe. Cascade na pierwszym planie. Takie Imperiale to ja lubię! 8/10