Co drzemie w Piekarni Piwa

Leszek Jasiński – piwowar Piekarni Piwa

Gdybym miesiąc temu przejeżdżał przez Niezdarę, to nigdy w życiu nie powiedziałbym, że to właśnie tutaj ma swoją siedzibę jeden z ciekawszych browarów na mapie Śląska. Mowa oczywiście o Piekarni Piwa. Nazwa zresztą wybrana nieprzypadkowo, gdyż browar mieści się w budynku starej piekarni. Przypadek? Niekoniecznie. W końcu zarówno jedna, jak i druga branża mają ze sobą wiele wspólnego, a duża przestrzeń wnętrz dodatkowo sprzyja możliwościom instalacji niemałych rozmiarów sprzętu warzelniczego. Dlatego też kiedy Jacek Janota, właściciel tego przybytku, zaprosił mnie do siebie, nie mogłem z tej propozycji nie skorzystać.

Faktycznie przejeżdżając przez okolicę łatwo przeoczyć dojazd do browaru – na szczęście okazałem się jednym z nielicznych, którzy nie potrzebowali dodatkowej asysty. Przynajmniej tak twierdzi Jacek, który był dość mocno zaskoczony moim pojawieniem się w „Piekarni” bez wcześniejszego telefonu z pytaniem „ale gdzie Wy się dokładnie mieścicie?”. Tyle wygrać, a nawet jeszcze więcej, bo udało mi się trafić akurat na warzenie nowej warki Mocnej Góry. Zapach gotującej się brzeczki idealnie dopełniał klimat, a obecność Leszka Jasińskiego, piwowara Piekarni Piwa umożliwiła mi podpytanie o kilka tematów. Nim jednak o tym – warto zaznaczyć, że Leszek to piwowar pierwszej klasy. Swoje doświadczenie wielokrotnie potwierdzał zdobywając nagrody i wysokie miejsca w czasie konkursów piw domowych. Mowa tutaj m. in. o 3 miejscu w kategorii American Barleywine na Jurajskim KPD, 1 miejscu w kategorii Brett APA na Warszawskim KPD czy 1 miejscu w kategorii Coffee APA na Warszawskim KPD. Zresztą także na arenie „dużych browarów” Leszek ma się czym chwalić. Mam tutaj na myśli najlepszą premierę tegorocznego Silesia Beer Festu, czyli Coffee Twista oraz chyba najważniejsze odznaczenia, czyli złoto na zeszłorocznym Konkursie Piw Rzemieślniczych w kategorii American IPA oraz brąz za Witbier. Korzystając więc z okazji podpytałem Leszka o kilka spraw, związanych z browarem.

Warzelnia Piekarni Piwa to standardowa „dwudziestka”, na której jednakowoż jednorazowo można wybić dwadzieścia pięć hektolitrów piwa, które następnie jest przepompowywane do tanków: „mamy na stanie cztery czterdziestki. Są to typowe tanki leżakowe, z płaskim dnem i bez zaworu, więc nie jesteśmy w stanie wykonać w nich wszystkich naszych piw. Co prawda robiliśmy w nim nasze American IPA, ale ja osobiście nie byłem do końca zadowolony z efektów”. Leszek dodaje, że na szczęście zakupili również jeden tank stożkowy o pojemności dwudziestu hekto: „tutaj mam możliwość realizacji moich bardziej odjechanych pomysłów czy piw mocniej chmielonych. Niestety browar to także biznes, więc patrząc na to z tej perspektywy na tym etapie jestem nieco ograniczony”. Na szczęście ekipa Piekarni ma w planach zakup kolejnych tanków o tej pojemności, niemniej jednak ciężko określić, kiedy to nastąpi. Ja osobiście od razu pomyślałem, że skoro nie można tego ogarnąć u siebie, to może warto pomyśleć nad uwarzeniem jakiegoś „wysokoekstraktowca” w innym browarze? „Staram się podchodzić do tego tematu na chłodno, więc kiedy przyjdzie odpowiedni czas, to na pewno mocne piwo z logiem Piekarni Piwa ujrzy światło dzienne. Tymczasem skupiamy się nad naszą stałą ofertą i nad pomysłami mniejszego kalibru, które ciągle mogą być bardzo ciekawe”.

Tanki leżakowe – 40 hl

Zastanawiałem się także, czy załoga myślała o przyjęciu w swoje progi kontraktowców. W końcu warząc piwo mniej więcej raz w tygodniu w mojej ocenie jest jeszcze miejsce na dwie załogi, co z pewnością pozytywnie wpłynęłoby na jeszcze lepszą kondycję finansową Piekarni Piwa: „jeżeli uda się zakupić więcej tanków, wówczas być może otworzymy się na kontrakty, ale na ten moment nie widzimy takiej możliwości”.

W końcu przyszła pora, aby sprawdzić, co też ciekawego obecnie dojrzewa na leżakowni. Na pierwszy ogień poszło Ale Proste, czyli premierowe piwo Piekarni: „chcieliśmy zrobić prostego, nieskomplikowanego ale’a, który cenowo będzie bardziej atrakcyjny dla osób przyzwyczajonych do poziomu cen koncernowych”, mówi Leszek. „Mamy nadzieję, że to zachęci te osoby do sięgnięcia po ciekawsze pozycje i pokaże, że piwo nie musi być nudne”. I faktycznie – Ale Proste to niezłożone piwo, dobrze nachmielone i mocno pijalne. Nie znajdziecie tutaj owocowej bomby w aromacie czy goryczki „jak w Sharku”. Niemniej nie o to w tym piwie chodzi, a ja osobiście znam parę osób, wśród których zrobi ono niezłą furorę.

Ale Proste

Kolejnej propozycji Leszka byłem o wiele bardziej ciekaw. Mam na myśli Pilsa, do którego użyto w sporej części słodu wędzonego bukiem. No i tutaj mojego geekowskie podniebienie zostało zaspokojone w 100%. Mimo iż piwo jeszcze chwilę w tanku poleży, tak już na ten moment nasz nos łechce intensywny aromat klasycznej wędzonki, który w połączeniu z czystym charakterem Pilsa tworzy propozycję niezwykle ciekawą i niesamowicie pijalną. A że na naszej scenie takich wariacji tegoż stylu jest niewiele, tak ja już osobiście wróżę w tym miejscu sukces, laury i zadowolenie całej masy beer geeków.

Wędzony Pils prosto z tanka

Ranga Piekarni Piwa z miesiąca na miesiąc rośnie. Dowodem na to są co raz większe zamówienia i co raz szersza skala, na jaką warzy ten śląski browar. I to bardzo cieszy, bo ja osobiście mocno cenię sobie piwa tej załogi. Mam też nadzieję, że inwestycja w kolejne tanki i rozwój browaru nastąpi szybciej, niż sam Leszek i Jacek tego się spodziewają. Plany chłopaki mają wyborne, a o pomysły na kolejne, szczególnie te mocniejsze piwa jestem spokojny. Trzymam za to kciuki i tego życzę, bo najzwyczajniej w świecie to się Piekarni należy!


Jacek Janota – właściciel Piekarni Piwa



Reklamy

Beer Week Festival 2017 – tego się nie pije, to się wącha! Czy jakoś…

Beer Week Festival 2017 udał się nie tylko pod kątem towarzyskim i organizacyjnym. To również najlepszy festiwal pod kątem jakości spróbowanych piw, na jakim byłem do tej pory. Nim jednak przejdę do bardziej szczegółowego omówienia kilku wybranych pozycji warto wspomnieć o tych, których spróbowałem, a jakie nie trafiły do podstawowego zestawienia.

Brawa należą się Browarowi Szpunt za ich oba kwasy Sourness – idealnie zbalansowane, orzeźwiające i wyraźnie owocowe. Jeden z nich postawił mnie na nogi po całkiem udanym, piątkowym afterparty, więc czy lepsza rekomendacja jest w tym miejscu potrzebna? Szacun leci także w stronę Browaru Łańcut za Zawiszę Czarnego (RIS leżakowany w beczce po Jacku Daniel’sie). Co prawda miałem okazję próbować go miesiąc wcześniej, ale wtedy alkohol był jeszcze nieco zbyt wyraźny. Obecnie nie mogłem się już do niczego przyczepić – wszystko tutaj grało idealnie, jak u Carlosa Kleibera. Skoro już o RISach mowa, to nie sposób nie wspomnieć o dwóch nowiutkich pomysłach Mateusza Górskiego z Brokreacji Certain Death oraz Buried Alive. Oba wyszły wybornie, ze wskazaniem na tego drugiego koleżkę, w którym tematy torfowe grały pierwsze skrzypce. Browar ReCraft specjalnie na ten fest zabrał ze sobą Gin IPA – chłopaki zastanawiają się, czy aby nie wrzucić tego piwa do swojej regularnej kolekcji. Zaprawdę powiadam Wam, nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba to zrobić. Z kolei najbardziej złożone i totalnie odjechane piwo, na jakie trafiłem wyszło z Pracowni Piwa. Mowa tutaj o Imperialnym Saisonie, leżakowanym w beczce po Muscat’cie, czyli Lab 6. Tego nie da się opisać, to trzeba spróbować!

OK, to teraz skupmy się nieco mocniej na tym, czego jeszcze udało mi się spróbować:

Piekarnia Piwa – Patriota (Polish APA)

To piwo to po prostu rewelacyjny „pijus”. Delikatna estrowość w aromacie, wyraźny zapach chmielu i schowana w tle słodowość mocno sprzyjają sporej rześkości tego piwa. Dzięki użytym płatkom owsianym i żytnim można powiedzieć, iż mamy tutaj do czynienia z polskim Vermontem – Patriota jest przyjemnie zmętniony, ze świetnie gładką fakturą. Być może to piwo niczym nie zaskakuje, ale nie musi. Jest idealne na lato i do picia wiadrami. 7/10

Profesja – Kanclerz (Berliner Weisse)

Berliner Weisse na Kveikach? Jak dla mnie pomysł ciekawy, bo to właśnie dzięki drożdżom,w aromacie tego piwa pojawiają się całkiem przyjemne brzoskwinie. W połączeniu z delikatną kwaskowością w tle daje nam to zupełnie niegłupi aromat. W smaku ta kwaskowość jest już zdecydowanie wyższa i słusznie. Owoce także się tutaj pojawiają, dzięki czemu Kanclerz staję się niezwykle pijalnym trunkiem. I znowu na lato jak znalazł. 7/10

Harpagan – Klątwa Masztalerza (Wild Wheat Ale)

W końcu nadarzyła się okazja, aby spróbować czegoś z Browaru Harpagan. Wybór padł na pszenicznego dzikusa i od razu okazał się on strzałem w… ósemkę 🙂 Niezwykle dzikie, lekko kwaśne i przyjemne, lekko cytrusowe nuty świetnie komponują się z rewelacyjną gładkością i rześkością tego piwa. Jako fan brettów mocno propsuje za ich użycie w tym stylu, bo dzięki temu robi się o wiele ciekawiej i o wiele przyjemniej. 8/10

Nepomucen – Echo (Imperial Baltic Porter)

Co prawda już w domu miałem odłożoną butelkę tegoż specjału, ale skoro nadarzyła się okazja, aby spróbować go z kranu, to czemuż z niej nie skorzystać. Posunięcie okazało się słuszne, gdyż dostałem trunek niezwykle złożony, z bardzo poprawnym, porterowym charakterem. Czekolada, kawa, skojarzenia z kukułkami, czerwone, leśne owoce, wyraźna gęstość, brak paloności w aromacie, wysoka gorycz i wyraźna słodycz – to wszystko tutaj jest. OK, może tej słodyczy mogłoby być mniej, ale i tak jest wybornie. 8/10

Widawa – X West Brett IPA Barrel Aged

W tym miejscu powinien pojawić się Porter Jubileuszowy, uwarzony z okazji 5-lecia Bowaru Widawa, ale niestety – był tak dobry, że wyszedł, zanim zdążyłem pobrać „próbkę” do degustacji. Nie ma jednak tego złego, bo leżakowana w beczce X West Brett IPA okazała się równie solidnym wyborem. To wszystko dzięki nutom dębowych tanin, przeplatających się z fantastyczną dzikością z brettów. I chociaż te dwie dominanty dość wyraźnie przykryły użyty chmiel, tak wszystko tu do siebie pasowało. Na szczęście w smaku chmiel pojawił się już dość konkretnie pod postacią jego charakterystycznej ziołowości. Całość wyszła mocno wytrawnie, wyraziście i charakternie – szanuję. 8,5/10

Golem – Lilith BBA (Russian Imperial Stout Bourbon BA)

Wersja butelkowana tej hardej panny, mimo iż smaczna, nie powaliła mnie jednak na łopatki. Co innego wersja lana. W końcu wyraźnie tutaj czuć beczkę, taniny dębowe oraz szczyptę wanilii. Czekolada i znana z wariantu podstawowego mega paloność świetnie wtórują tym charakternym zapachom. Z kolei po zaledwie jednym łyku na moje kubki smakowe rzuciły się z pełnym impetem ponownie taniny dębowe i delikatna wanilia. Kibicuowały im czerwone owoce, czekolada oraz długa i niezwykle przyjemna, palona gorycz. Skąd takie różnice w pojedynku beczka kontra petainer? Wynikają one z pasteryzacji butelek. Na szczęście chłopaki obiecali więcej swoich beczkowych eksperymentów nie męczyć tym procesem. Amen. 9/10

Piwojad – Single Citrus Smoothie (Sweet IPA)

Na koniec piwo, które zostało okrzyknięte najlepszym piwem festiwalu. W sumie to się nie dziwię, chociaż osobiście postawiłbym pewnie na Lab 6 albo na Buried Alive, ale ja nie o tym. Tutaj po prostu wszystko się zgadza. Zaczynając od świetnego aromatu chmielu, wyraźnej cytrusowości, poprzez subtelne akordy polnej łąki, na niezwykłej gładkości i owocowości w smaku kończąc. Do tego wszystkiego gdzieś tam w tle pojawia się guma balonowa, która pasuje mi pod to piwo, jak w żadnym innym. Single Citrus Smoothie przez niesamowitą soczystość i umiarkowaną gorycz można pić litrami. Osobiście życzyłbym sobie trochę wyższej goryczy, ale to tylko zbędne zrzędzenie, niczego nie ujmujące temu świetnemu piwu. 8,5/10