Chmielobrody kontra Paweł Małaszyński

Piotr Korzecki, Oskar Nowacki czy Jan Korycki. To tylko niektóre z ról, jakie Paweł Małaszyński miał okazję odegrać na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. A co teraz słychać u Pawła, jakie plany ma jego zespół Cochise, co wspólnego Paweł ma z Marvelem i w końcu – przy jakim trunku będziemy kontynuowali rozmowę? Tego wszystkiego i nie tylko dowiecie się z najnowszego odcinka „Chmielobrodego kontra…”:

 

Beer Week Festival 2017 – tego się nie pije, to się wącha! Czy jakoś…

Beer Week Festival 2017 udał się nie tylko pod kątem towarzyskim i organizacyjnym. To również najlepszy festiwal pod kątem jakości spróbowanych piw, na jakim byłem do tej pory. Nim jednak przejdę do bardziej szczegółowego omówienia kilku wybranych pozycji warto wspomnieć o tych, których spróbowałem, a jakie nie trafiły do podstawowego zestawienia.

Brawa należą się Browarowi Szpunt za ich oba kwasy Sourness – idealnie zbalansowane, orzeźwiające i wyraźnie owocowe. Jeden z nich postawił mnie na nogi po całkiem udanym, piątkowym afterparty, więc czy lepsza rekomendacja jest w tym miejscu potrzebna? Szacun leci także w stronę Browaru Łańcut za Zawiszę Czarnego (RIS leżakowany w beczce po Jacku Daniel’sie). Co prawda miałem okazję próbować go miesiąc wcześniej, ale wtedy alkohol był jeszcze nieco zbyt wyraźny. Obecnie nie mogłem się już do niczego przyczepić – wszystko tutaj grało idealnie, jak u Carlosa Kleibera. Skoro już o RISach mowa, to nie sposób nie wspomnieć o dwóch nowiutkich pomysłach Mateusza Górskiego z Brokreacji Certain Death oraz Buried Alive. Oba wyszły wybornie, ze wskazaniem na tego drugiego koleżkę, w którym tematy torfowe grały pierwsze skrzypce. Browar ReCraft specjalnie na ten fest zabrał ze sobą Gin IPA – chłopaki zastanawiają się, czy aby nie wrzucić tego piwa do swojej regularnej kolekcji. Zaprawdę powiadam Wam, nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba to zrobić. Z kolei najbardziej złożone i totalnie odjechane piwo, na jakie trafiłem wyszło z Pracowni Piwa. Mowa tutaj o Imperialnym Saisonie, leżakowanym w beczce po Muscat’cie, czyli Lab 6. Tego nie da się opisać, to trzeba spróbować!

OK, to teraz skupmy się nieco mocniej na tym, czego jeszcze udało mi się spróbować:

Piekarnia Piwa – Patriota (Polish APA)

To piwo to po prostu rewelacyjny „pijus”. Delikatna estrowość w aromacie, wyraźny zapach chmielu i schowana w tle słodowość mocno sprzyjają sporej rześkości tego piwa. Dzięki użytym płatkom owsianym i żytnim można powiedzieć, iż mamy tutaj do czynienia z polskim Vermontem – Patriota jest przyjemnie zmętniony, ze świetnie gładką fakturą. Być może to piwo niczym nie zaskakuje, ale nie musi. Jest idealne na lato i do picia wiadrami. 7/10

Profesja – Kanclerz (Berliner Weisse)

Berliner Weisse na Kveikach? Jak dla mnie pomysł ciekawy, bo to właśnie dzięki drożdżom,w aromacie tego piwa pojawiają się całkiem przyjemne brzoskwinie. W połączeniu z delikatną kwaskowością w tle daje nam to zupełnie niegłupi aromat. W smaku ta kwaskowość jest już zdecydowanie wyższa i słusznie. Owoce także się tutaj pojawiają, dzięki czemu Kanclerz staję się niezwykle pijalnym trunkiem. I znowu na lato jak znalazł. 7/10

Harpagan – Klątwa Masztalerza (Wild Wheat Ale)

W końcu nadarzyła się okazja, aby spróbować czegoś z Browaru Harpagan. Wybór padł na pszenicznego dzikusa i od razu okazał się on strzałem w… ósemkę 🙂 Niezwykle dzikie, lekko kwaśne i przyjemne, lekko cytrusowe nuty świetnie komponują się z rewelacyjną gładkością i rześkością tego piwa. Jako fan brettów mocno propsuje za ich użycie w tym stylu, bo dzięki temu robi się o wiele ciekawiej i o wiele przyjemniej. 8/10

Nepomucen – Echo (Imperial Baltic Porter)

Co prawda już w domu miałem odłożoną butelkę tegoż specjału, ale skoro nadarzyła się okazja, aby spróbować go z kranu, to czemuż z niej nie skorzystać. Posunięcie okazało się słuszne, gdyż dostałem trunek niezwykle złożony, z bardzo poprawnym, porterowym charakterem. Czekolada, kawa, skojarzenia z kukułkami, czerwone, leśne owoce, wyraźna gęstość, brak paloności w aromacie, wysoka gorycz i wyraźna słodycz – to wszystko tutaj jest. OK, może tej słodyczy mogłoby być mniej, ale i tak jest wybornie. 8/10

Widawa – X West Brett IPA Barrel Aged

W tym miejscu powinien pojawić się Porter Jubileuszowy, uwarzony z okazji 5-lecia Bowaru Widawa, ale niestety – był tak dobry, że wyszedł, zanim zdążyłem pobrać „próbkę” do degustacji. Nie ma jednak tego złego, bo leżakowana w beczce X West Brett IPA okazała się równie solidnym wyborem. To wszystko dzięki nutom dębowych tanin, przeplatających się z fantastyczną dzikością z brettów. I chociaż te dwie dominanty dość wyraźnie przykryły użyty chmiel, tak wszystko tu do siebie pasowało. Na szczęście w smaku chmiel pojawił się już dość konkretnie pod postacią jego charakterystycznej ziołowości. Całość wyszła mocno wytrawnie, wyraziście i charakternie – szanuję. 8,5/10

Golem – Lilith BBA (Russian Imperial Stout Bourbon BA)

Wersja butelkowana tej hardej panny, mimo iż smaczna, nie powaliła mnie jednak na łopatki. Co innego wersja lana. W końcu wyraźnie tutaj czuć beczkę, taniny dębowe oraz szczyptę wanilii. Czekolada i znana z wariantu podstawowego mega paloność świetnie wtórują tym charakternym zapachom. Z kolei po zaledwie jednym łyku na moje kubki smakowe rzuciły się z pełnym impetem ponownie taniny dębowe i delikatna wanilia. Kibicuowały im czerwone owoce, czekolada oraz długa i niezwykle przyjemna, palona gorycz. Skąd takie różnice w pojedynku beczka kontra petainer? Wynikają one z pasteryzacji butelek. Na szczęście chłopaki obiecali więcej swoich beczkowych eksperymentów nie męczyć tym procesem. Amen. 9/10

Piwojad – Single Citrus Smoothie (Sweet IPA)

Na koniec piwo, które zostało okrzyknięte najlepszym piwem festiwalu. W sumie to się nie dziwię, chociaż osobiście postawiłbym pewnie na Lab 6 albo na Buried Alive, ale ja nie o tym. Tutaj po prostu wszystko się zgadza. Zaczynając od świetnego aromatu chmielu, wyraźnej cytrusowości, poprzez subtelne akordy polnej łąki, na niezwykłej gładkości i owocowości w smaku kończąc. Do tego wszystkiego gdzieś tam w tle pojawia się guma balonowa, która pasuje mi pod to piwo, jak w żadnym innym. Single Citrus Smoothie przez niesamowitą soczystość i umiarkowaną gorycz można pić litrami. Osobiście życzyłbym sobie trochę wyższej goryczy, ale to tylko zbędne zrzędzenie, niczego nie ujmujące temu świetnemu piwu. 8,5/10

V Warszawski Festiwal Piwa na „Kontynuacyjnych” salonach

Kiedy kilkanaście tygodni temu pojawiła się informacja dot. terminu organizacji V Warszawskiego Festiwalu Piwa od razu wiedziałem, że moje uczestnictwo w tym wiekopomnym wydarzeniu będzie raczej niemożliwe. No bo jak to festiwal z piwem, który startuje w czwartek? Pracując w korpo o urlop nie jest łatwo, szczególnie w moim wypadku. Pozostało obejść się smakiem i czekać spokojnie na Poznańskie Targi Piwne. Na szczęście katowicki multitap Kontynuacja postanowił nieco osłodzić tę gorycz, organizując zamiejscowy oddział WFP w stolicy Śląska właśnie. Ok, być może premierowych sztosów, dostępnych tylko na stadionie Legii nie było, ale nie ma tego złego! Na kranach pojawiło się parę tematów, jakich z pewnością skosztowałbym w stolicy, więc plan na sobotni wieczór był prosty. A cóż takiego udało się wykoncypować w trakcie degustacji? Zapraszam na krótką relację i kilka moich skromnych przemyśleń.

  1. Nepomucen – Smoked Pear (Single Smoked Pale Ale)

Na start wybrałem lekkie piwo, które mocno przykuło moją uwagę za sprawą słodu wędzonego  gruszą. Bo ja gruszki to bardzo, ale to bardzo lubię, a więc i grusza w moich oczach znajduje uznanie. W aromacie niestety trochę tej gruszy zabrakło. Tzn. nie samej gruszy, a wędzonki z tego drzewa pochodzącej. Na szczęście nie samą gruszą żyje człowiek. Czy jakoś tak. Poza tym mój nos wyczuł delikatne zioła, subtelną słodowość i lekkie nuty chlebowe. Liczyłem, iż wędzonka pojawi się przynajmniej w smaku. Niestety, tutaj też była ona na granicy wyczuwalności. Samo piwo okazało się dość pełne, wytrawne i wyraźnie nachmielone, co objawiało się również w stosunkowo wysokiej goryczce. Smoked pear to piwo bardzo przyjemnie, ale szału nie odnotowano. 6.5/10

  1. Browar Stu Mostów – Art. +10 (Coffee Milk Amber Ale)

Co prawda Amber Ale nie jest moim ulubionym stylem, ale za to kawa z mlekiem już robi mi robotę. I chociaż wybitnym smakoszem tego pochodzącego z Etiopii trunku nie jestem, tak aromat przyzwoitej małej czarnej mój nos dość dobrze wyczuwa. Szczególnie wrażliwy jestem na ten zapach w piwie. Niestety – Art. +10 zamiast porządnego espresso serwuje naszym kubkom zapachowym solidną porcję aromatów, kojarzących się z tanim ekspresem przelewowym. Wrażenie to spotęgowało porównanie do Maczjato z Browaru Artezan (Pani Kapitan tym razem wybrała o wiele lepiej), gdzie kawa prezentowała się jak należy. I trochę smutno, że seria Art. swoim dziesiątym piwem tak obniżyła loty. Na szczęście całkowitej tragedii nie ma, bo da się też tutaj wyczuć trochę czerwonych owoców i lekki karmel. W smaku ponownie pojawia się ta nieszczęsna, przelewowa kawa, odrobina laktozy i delikatna owocowość. Goryczka mogłaby być nieco wyższa, a ciało pełniejsze. Nie jest źle, ale Browar Stu Mostów przyzwyczaił mnie do wyższego poziomu swoich piw z tej serii. 5.5/10

  1. Warsztat Piwowarski – Mokra Marynka (Single Wet Hop Pale Ale)

Czy wpakowanie do kotła świeżutkiego, mokrego, polskiego chmielu to dobry pomysł? Niestety, Warsztat Piwowarski pokazuje, że chyba nie do końca. Owszem – początkowo piwo uwodzi swoim wyglądem, niczym Ursula Andress, wyłaniająca się z morskiej piany w bondowskim „Dr No”, aby następnie całe to wrażenie zatopić śladem pewnego brytyjskiego transatlantyku. A czy wspominałem, iż transatlantyk ten po brzegi wypakowany był kartonami? Ich przemoczony charakter mocno psuje wrażenia zapachowe tego piwa, przykrywając wszystko, co dobre. Na szczęście Mokra Marynka próbuje nieco nadgonić swoje wady w smaku, serwując nam wyraźny charakter tego chmielu oraz średnią i przyjemną goryczkę. Piłoby się fajnie i lekko, gdyby nie wszędobylskie utlenienie. Szkoda. 4.5/10

  1. Browar Zakładowy – 100% Normy (Belgian IPA)

Wybory, jakich do tej pory dokonywałem objawiały się niepokojącą tendencją do pogarszania się z piwa na piwo. Miałem naprawdę szczerą nadzieję, iż Browar Zakładowy uratuje dzień i sprawi, że los się w końcu odmieni. Dokonać tego miało 100% Normy, czyli Belgijska IPA. Zapach tego piwa wskazywał na mądry wybór – mocno cytrusowe nuty mieszały się fantastycznie z lekkimi goździkami i subtelną naftą z użytego Mosaica. No skoro w nosie to piwo mi robi, to chyba można je pić bez obawień, prawda? Prawda! Cytrusy zagrały tutaj jak Marlon Brando u Coppoli. Doskonale wtórowała im wyraźna gorycz, będąca świetną kontrą do lekkiej słodyczy tej Belgijskiej IPY. 100% Normy to piwo bardzo rześkie i niesamowicie pijalne. Do tego poprawiło mi humor po poprzednich, piwnych wtopach. 7.5/10

  1. Browar Zakładowy – Kolektyw (Imperialny Wędzony Robust Porter)

Skoro w końcu strzeliłem gola, tak też postanowiłem pozostać w barwach tej samej drużyny i wybór padł na ich Kolektyw. Ten Imperialny Wędzony Robust Porter mocno przykuł moją uwagę już samym wyglądem – czarne piwo, z piękną, jasnobeżową i drobną pianą po prostu zachwyca i nakręca kubki smakowe. Kolektyw jest wyraźnie palony, z gorzką czekoladą, kawą, karmelem i akordami chlebowymi w tle. Dla mnie rewelacja. Średnie ciało pasuje tutaj w 100%, tak samo jak subtelna kwaskowość i wyraźna, palona goryczka. To piwo po prostu się zgadza i chociaż nie urywa czterech liter, tak pozostaje bardzo solidną pozycją w katalogu Browaru Zakładowego. 7/10

  1. Bazyliszek – Truskaczka (Strawberry Belgian Ale)

Na sam koniec postawiłem na sprawdzonego gracza, który prawie nigdy mnie nie zawiódł (chociaż do dzisiaj sosnowa kostka do WC ze Świdermajera nieco mnie prześladuje 😛 ). W ten sposób do szkła powędrowała Truskaczka.  Bazyliszek nie szczypie się z tym, co wrzuca do kotła, co widać i czuć. Zmętnione, bursztynowo-czerwone piwo raczy nas bardzo przyjemnym, lekko kwaskowym aromatem truskawek, mieszającym się z fenolami, typowymi dla stylów belgijskich. Wrażenia smakowe podkręcają całość swoją pełnią i owocowością. Ależ te truskawki tutaj robią robotę. Ich skuteczność jest na poziomie Milika grającego w Napoli (bo wiadomo, gdzie Arek widzi bramkę podczas występów w barwach narodowych). To był perfekcyjny wybór na zakończenie wieczoru. 8/10

Pomysł na organizację takiego eventu, jak ten z minionego weekendu to dla mnie strzał w dziesiątkę. Nie dość, że dla beer geeków jest to nie lada gratka i możliwość „liźnięcia” tego, co debiutuje na odbywającym się równolegle festiwalu, tak dodatkowo cassualowi bywalcy tego miejsca mogą jeszcze bardziej wkręcić się w to, co dzieje się w naszym rodzimym, kraftowym świecie. Co prawda można było to zrobić z nieco większą pompą, poopowiadać szczegółowo o tym, co będzie na kranach z WFP i ściągnąć większe sztosy, ale i tak wyszło śpiewająco! Liczę, iż ta tradycja będzie kontynuowana, a jej forma mocno się rozrośnie. Za to trzymam kciuki!

A czy Ty jesteś Hop Headem?
Jak widać t-shirty mogą przydać się nie tylko przy wyborze garderoby.
Pani Kapitan i Chmielobrody we własnej osobie!

Ekipa Kontynuacji na posterunku.
I świeża krew na nalewaku.
Conrad Kissling czuwa.