Brewdog – Jack Hammer (Ruthless IPA)

20160414_224006-01.jpeg

„Młot pneumatyczny (ang. jackhammer) – przenośne urządzenie mechaniczne używane głównie do prac budowlanych, w drogownictwie, w kopalniach.” (Młot pneumatyczny – Wikipedia). Tyle jeśli chodzi o skróconą definicję, serwowaną przez portal Wikipedia. I faktycznie, nieprzypadkowo ekipa z browaru Brewdog wybrała to narzędzie na nazwę dla jednego ze swoich piw. Panie i Panowie, Damen und Herren, Madame ou Monsieur , przed Wami (werble)… Jack Hammer, czyli Ruthless IPA prosto z Wysp Brytyjskich!

Co tutaj się odp… wyprawia? Jeszcze nigdy nie byłem w sytuacji, w której po przelaniu piwa do szkła aromat amerykańskich chmieli będzie tak intensywny, jakby mi sam Tyson zasunął z prawego sierpowego. Serio, nawet specjalnie nie trzeba się starać – po prostu wystarczy lekko nachylić się nad kieliszkiem, żeby zebrać w nos solidny strzał z grejpfruta i bardzo intensywnie jałowcowego mango. To wszystko? No właśnie nie, bo zaraz dostajemy poprawkę z lewego prostego pod postacią przyjemnej ziołowości i lekkiego karmelu. Pół wieczoru można by spędzić z Jack Hammerem na samym jaraniu się aromatem. Do tego ten smak. Muszę przyznać, iż to piwo jest naprawdę bezwględne (ruthless – ang. bezwzlędny) pod każdym względem. Parę łyków i znowu czuję się, jakbym stał na ringu z chmielową odmianą jednego z braci Klitschko. Ponownie zbieram tęgie baty z mocną, jałowcową podbudową mango i z cytrusów. Całość jest bardzo pełna w smaku, bez chwili oddechu dla zmysłów. Na koniec nokautuje nas solidnym podbródkowym bardzo intensywna goryczka. Producent podaje wartość IBU na poziomie 200+ i ciężko jest mi się z nim kłócić (zwłaszcza, że właśnie leżę na deskach z jałowcowym finiszem w ustasch, a sędzia rozpoczyna liczenie).

I co ja mam na koniec napisać? Dalej kręci mi się w głowie na myśl o tej nierównej walce. Niemniej jednak takiej walki to ja życzę każdemu. Ok, jak dla mnie można było trochę skręcić goryczkę, ale to tylko moja subiektywna opinia. W końcu to piwo ma być bezwzględne i właśnie takie jest! Piwowarzy z Brewdoga nie poszli na żadne kompromisy i za to dostają ode mnie 9.5/10

Szybki strzał – odc. 1

kwartet

Nie samym pisaniem o piwie człowiek żyje i w swoim życiu musi znaleźć czas również na inne obowiązki. A zaległości niestety się zbierają i same się nie opiszą. Dlatego też zdecydowałem się na szersze wpisy o piwach wybitnych oraz tragicznych, tym samym tworząc nową przestrzeń dla tzw. „szybkich strzałów”. Ale o co w tym chodzi? Ano o krótkie, zwięzłe informacje o kilku piwach w jednym wpisie bez zbędnego zaangażowania literackiego. No to jedziemy!

1. Red Roeselare Ale – Browar Zamkowy
Piwo nietypowe, kwaśne, wpisujące się w styl tzw. flandersów. Aromat wiśniowo-porzeczkowy z dębowymi taninami w tle. W smaku rześkie, lekko cierpkie i wytrawne, przyjemnie kwaskowe; fajnie wyczuwalne czerwone owoce. 6.5/10, bo to nie do końca mój styl (much to learn I still have)

2. Ale Cocones – Artezan + Alebrowar
Bardzo smaczne Double IPA z dodatkiem płatków kokosowych. Pomysł fajny, ale nie do końca udany. Jako DIPA wyszło rewelacyjnie – zapach tropikalnych owoców (mango, ananas) świetnie dogaduje się z intensywną goryczką tego piwa. Tylko gdzie ten kokos, ja się pytam?! Ni ma, po prostu ni ma. Niemniej 7/10, bo jest ono po prostu smakooowe.

3. Smoked Baltic Porter Bourbon Barrel Aged – Browar Widawa
W odróżnieniu do Miss Evy, gdzie trafiłem na zakwaszony „model”, tutaj wszystko się zgadza. Piwowarzy świetnie schowali alkohol w delikatnym aromacie dymu, połączonym z nutami bourbona, dębiny, żurawiny i suszonej śliwki. Szczególnie ten bourbon mi tutaj pasuje. W ustach też jest na bogato – kawa i czekolada doskonale dogadują się z suszoną śliwką. Wszystko jest podane w wytrawnej, wyraźnie goryczkowej formie. 7/10

4. Koniec Świata – Pinta
Sahti to jeden z tych stylów, które się kocha lub nienawidzi. Ja należę do tych pierwszych, więc jak mam możliwość, to sięgam po tę butelkę. Ale o co tutaj chodzi? O proces „tworzenia” tego piwa (bo nie do końca można go nazwać warzeniem)! Po pierwsze zamiast drożdży piwowarskich używa się drożdży piekarskich. Po drugie brzeczka nie jest gotowana, a jedynie podgrzewana. Po trzecie filtrowane jest ono przez gałązki jałowca. And how cool is that? Poza tym mamy tutaj wysoki zasyp, mocną słodowość piwa i IBU bliskie zeru. Nagazowania brak! Czy taki trunek może być dobry? Ależ oczywiście, tylko próbujecie na własną odpowiedzialność. Koniec Świata to Sahti dość przystępne. Jeśli Wam zasmakuje, to sięgnijcie po Jelonki z Bazyliszka – tam już jest ostra jazda bez trzymanki. A ten egzemplarz oceniam na mocne 8/10.

Kingpin – Headbanger (Imperial IPA) – pierwsza warka

12804811_1034191176624066_4711659250634432742_n

Bardzo cieszy mnie fakt, że co raz więcej kapel wchodzi w kooperację z polskimi browarami, wypuszczając na rynek piwa, podlane rockową nutą. Razem z moim J. D. Overdrive wypuściliśmy AIPA The Kindest Of Deaths, Behemoth zaatakował kilkoma strzałami we współpracy z Perunem, a niejaki Big Cyc także upatrzył w tym biznesie swoją szansę na promocję. Dla mnie to sytuacja idealna i bardzo fajny pomysł na współ-promocję. Niedawno Tester Gier także wpadł na podobną ideę i razem z browarem Kingpin zdecydowali się uwarzyć Double IPA o mocno brzmiącej nazwie Headbanger. Bazując na dobrych doświadczeniach tego typu kooperacji z ogromną chęcią sięgnąłem po tę butelkę.

I bardzo bym chciał móc w tym miejscu rozpisać się o fantastycznych walorach zapachowych, jak i smakowych tego piwa; o tym jak to kolejny zespół i kolejny browar wspierają zacną ideę wzajemnego wspierania się; o tym, jak fantastycznie mieć kolejne piwo w stylu Double IPA z tęgimi nutami thrash metalu w tle. Bardzo bym chciał, ale nie mogę. Po prostu najzwyczajniej w świecie ktoś dał dupy warząc to piwo (albo trafiłem na zakażoną butelkę?) i strzelił chłopakom z Testera Gier w kolano. W aromacie atakuje nas kwas masłowy. Zapytacie cóż to? Piwowarzy opisują ten zapach jako „chore dziecko”. Mnie niestety kojarzy się on z unoszącym się zapachem wymiocin po solidnej imprezie. Ok, w tle pojawiają się tropiki czy akcenty słodowe. Niestety wszystko rujnuje aromat bełtów i chorych dzieci. W smaku wcale nie jest lepiej. Piwo jest płaskie, z intensywną i kiepską goryczką. Headbanger swojego żywota dokonał w zlewie.

Najwidoczniej z piwem jest jak z muzyką – nie każda płyta nadaje się do słuchania, jak i nie każdy browar jest zdatny do wypicia. Zamiast solidnego, thrashowego łomotu dostałem kiepskie, pijackie serenady po imprezie u cioci na imieninach. Smutno. 2/10

PS

Muza natomiast to już inna sprawa – sprawdźcie chłopaków,  bo warto!

PPS

Druga warka tego piwa, to już inny temat – sprawdźcie sami TUTAJ!