Wiosna po śląsku w katowickiej Kontynuacji

Nie jest sztuką znaleźć w dużym mieście miejsce, w jakim można napić się dobrego piwa. Co raz więcej przybytków sięga po rodzimy i zagraniczny kraft, tym samym szerząc i głosząc dobrą nowinę piwnej rewolucji. Tylko czy to wystarczy, aby wybić się z pośród wszelkiej maści pijalni piw i multi tapów? A może chodzi o zrobienie knajpy z konkretnym klimatem? Muzyka na żywo? Dobre jedzenie? Kilkanaście kranów i lodówka, wypełniona butelkami? To wszystko z pewnością pomoże, ale w mojej ocenie nie będzie wystarczające. Tutaj trzeba czegoś więcej. Tutaj potrzeba zaangażowania całego środowiska w konkretny event, premierę czy spotkanie właśnie w takim miejscu. Całe szczęście, że w Katowicach to się najzwyczajniej w świecie dzieje. Jakiś czas temu Browar Pinta odwiedził Klub Namaste z premierą swojego Rye Wine’a i opowieściami z ich podróży po Argentynie (KLIK!). Innym razem Browar Szpunt oraz Olimp wpadli do Białej Małpy na kranoprzejęcie (KLIK!). To pokazuje, że się da i że można. Prym w liczbie przeprowadzanych tego typu eventów wiedzie jednak Kontynuacja. Tym razem ekipa ze Staromiejskiej poszła o krok dalej, organizując „Wiosenny przegląd śląskich browarów rzemieślniczych”, zapraszając do siebie piwowarów i browarników z niemal całego Śląska.

Całe wydarzenie zaplanowano na trzy dni, podczas których na kranach lały się wszelkiej maści lokalne, piwne specjały. Kulminacyjnym momentem był sobotni wieczór, kiedy na miejscu pojawiły się ekipy m. in. Browaru ReCraft, Browaru Jana, Browaru na Jurze, Browaru Brewera, Browaru Hajer, Piekarni Piwa, Minibrowaru Reden, Browaru Cameleon czy nowopowstałego Browaru Alternatywa.

Wraz z Panią kapitan pojawiliśmy się na miejscu chwilę po 19tej, przybijając piątki i gaworząc z powoli gromadzącym się towarzystwem. Musze przyznać, że tak przyjacielskiej atmosfery właśnie oczekiwałem. Aby jeszcze przyjemniej dyskutować do mojego pokalu na start trafił Hopernik, czyli AIPA z chorzowskiego Redenu. No i muszę przyznać, iż wybór był trafiony w dziesiątkę. To doskonale zbalansowane piwo, przechylające się mocno w stronę Zachodniego Wybrzeża raczyło nozdrza przyjemnym aromatem chmielowym, w którym iglaki i cytrusy grały pierwsze skrzypce. Pojawiła się też delikatna nutka nafty, co zdaniem Pawła Fityki (piwowar w Minibrowarze Reden) jego osobiście nie dziwi, bo „taki akurat był zbiór”. Smak to już genialna wytrawność, delikatna żywica i wysoka, przyjemna gorycz. Świetne piwo, zasługujące na 8.5/10.

W międzyczasie cała załoga zebrała się za barem, a Grzegorz Malcherek (szef katowickiej Kontynuacji) wprowadził wszystkich zebranych w temat, zachęcając jednocześnie do rozmów z załogami browarów i do uczestniczenia w zaplanowanych konkursach. Dla mnie minusem tej formuły było to, iż ekipa siedziała w ostatniej sali, mocno oddalonej od baru, co raczej nie zachęcało do wycieczek, a tym bardziej nieśmiałym całkowicie uniemożliwiło przybicie piątki z zaproszonymi gośćmi. Szkoda, ale może następnym razem? Na szczęście od czasu do czasu za barem pojawiali się przedstawiciele browarów – a to ktoś mógł wygrać recraftowego Mentora, a to koszulkę Hajerów czy też inny gadżet z Alternatywy. Dodatkowo „wodopoju” nie dało rady już przenieść, więc aby uzupełnić szkło trzeba było po prostu pofatygować się do baru, co dawało kolejną okazję do podyskutowania z gośćmi.

Ja postanowiłem skupić się zarówno na niepróbowanych do tej pory piwach, jak i na rozmowach. Do pierwszego celu posłużyła mi znienawidzona przez niektórych deseczka degustacyjna, w jakiej znalazło się pięć różnych piw.

Jako pierwszy na tapet powędrował American Pils 4#1 z Alternatywy. Niestety jest tutaj nad czym pracować. Aromat mokrego kartonu i mokrego zboża nieco przykrył cytrusowy charakter amerykańskich chmieli. Smak z kolei wypadł zdecydowanie lepiej, ukazując piwo o dość czystym profilu, z delikatnie zaznaczoną, chmielową goryczką, acz z odrobiną nut kwaskowych – 5.5/10.

Fabrica Rara i ich sour APA Egzotic w mojej ocenie miał być pewniakiem i to właśnie to piwo wybrałem jako następne. Oprócz delikatnego utlenienia w stronę miodu i owoców egzotycznych, kwaśności w zapachu nie odnotowałem, ale na szczęście w smaku już się pojawiła. Egoztic to zdecydowanie pozycja dla początkujących „sour-headów” i mimo niewysokiego poziomu „kwachu” i tak chętnie, i sprawnie osuszyłem szkło. 6.5/10

Kolejny w kolejce stał Browar Majer z ich Wędzonym APA. I o ile początkowo kupiło mnie to piwo przyjemnie dymionym, lekko szynkowym aromatem, tak po chwili okazało się, że nie ma ono zbyt wiele więcej do zaoferowania. Trunek ten okazał się dość pustym, w którym wędzonka grała solo, mając za podkład nieprzyjemną i męczącą gorycz. Szkoda, bo pomysł był fajny. 4/10

Na szczęście humor po tej małej wpadce poprawił mi leżakowany w beczce po Jacku Daniel’sie Oktavio z Browaru Jana. Dębowe taniny, czerwone owoce, subtelna wanilia, delikatna słodycz i szczypta estrów namalowały bardzo szeroki uśmiech na mojej twarzy. I okej, być może całości brakowało nieco ciała, być może w smaku pojawiło się nieco za dużo alkoholu, ale i tak wyszło smacznie. 7.5/10

 Na koniec tej sesji w szkle pojawiło się De Facto, czyli Belgian Gold Strong Ale z Browaru Na Jurze. Tematem przewodnim tego piwa został kandyzowany ananas, któremu elegancko przygrywała dość wysoka estrowość. Mimo iż piwo powinno sprawiać wrażenie stosunkowo lekkiego, tak niestety zbyt wysoki poziom alkoholu, pojawiający się zarówno w smaku, jak i w aromacie, nieco ten koncept popsuł. Ogólnie jest nieźle, ale szału ni ma. 6/10

Po tej krótkiej, acz intensywnej sesji Grzegorz zaprosił mnie do stolika ekipy Browaru Jana na degustację ich Zajcewa (RIS), leżakowanego w beczce po Jacku Daniels’ie. Nie powiem, ale takie RISy to ja zawsze chętnie i w dużych ilościach. Było pysznie! Nie to jednak było najważniejsze – w trakcie rozmowy ustaliliśmy, że koniecznie musimy spotkać się w browarze, bo takich ciekawostek mają więcej. Jak wszystko dobrze pójdzie, to niebawem sami zobaczycie, co planuje ta zawierciańska załoga.

I jak się ponownie okazało – w zacnym towarzystwie czas szybko mija, co wpisuje jedynie na plus tego wieczoru. Fajnie było spotkać się z ekipami śląskich browarów; fajnie było pogadać i pośmiać się w takim towarzystwie; fajnie było spróbować kilku nowych mniej lub bardziej ciekawych piw; i w końcu fajnie, że takie eventy organizowane są co raz częściej. Brawo Śląsk, brawo Kontynuacja!

Reklamy

Fabrica Rara – Fruity (Fruit Weizen z dodatkiem malin i arbuza)

Należę do gatunku ludzi lubiących zimą, przy trzaskającym mrozie powspominać klimat wakacji, gorących i piaszczystych plaż oraz wyjątkowo ciepłych wieczorów. W ten obraz doskonale wpisuje się kilka drobnych szczegółów. Jednym z nich jest Weizen. Do dzisiaj pamiętam jeden z festiwali, na jakim miałem okazję grać, a na którym kisiliśmy się z zespołem w strasznym ukropie od samego rana (próba dźwięku o 7:30, start koncertu 19:00, 35 stopni w cieniu – no po prostu dosko pomysł!) – nic tak dobrze nie gasiło pragnienia, jak właśnie piwo pszeniczne. Drugim elementem, przywołującym w pamięci wakacje jest arbuz. Ten słodki i niezwykle soczysty owoc to must have w lodówce latem. W związku z tym kiedy całkiem niedawno w moje łapy wpadł Fruity z Fabrici Rary od razu wiedziałem, iż to piwo długo zamknięte nie pozostanie.

Powszechnie wiadomym jest, że wyżej wspomniany browar znany jest z wrzucania do swoich produktów wszelkiej maści dodatków. Ekipa z Cieszyna postawiła w tym miejscu na arbuz oraz maliny. W mojej opinii połączenie pszeniczniaka z tymi owocami to pomysł bardzo udany, aczkolwiek mam świadomość, iż nie trafi on w gusta każdego beer geeka. Ja w każdym razie takie podejście szanuję. A jak te dodatki wpłynęły na Fruitiego? Zapach to przede wszystkim wyraźne nuty goździków, z delikatnym, bananowym podbiciem. Jest fenolowo, słodko, a dzięki niezwykle mocnym akordom arbuzowym jest także bardzo rześko. Niestety zabrakło mi tutaj wspomnianych wcześniej malin, niemniej jednak bukiet tego piwa faktycznie przeniósł moje wspomnienia w sierpniowy, upalny wieczór, więc przymknę na to oko. W skrócie – jest dobrze. Smak to także wyraźny, weizenowy charakter, o gładkiej fakturze, z solidnym arbuzem w tle. Maliny chyba też gdzieś tutaj są, bo coś tam w ten deseń majaczyło, aczkolwiek nie wiem, czy nie było to na zasadzie autosugestii. W każdym razie mimo niedostatku tego dodatku Fruity i na tym polu się broni. Jak do tego dołożymy nienaganną prezencję, czyli ładne i równomierne zmętnienie, drobną i dobrze koronknującą  pianę, tak dostaniemy piwo solidne i niezwykle pijalne.

Fabrica Rara stanęła na wysokości postawionego im zadania, tworząc piwo jednoznacznie kojarzące się mojej skromnej osobie z wakacjami. Owszem – zdecydowanie lepiej piłoby się je latem, ale czasem i w chłodny, zimowy wieczór warto odpocząć od wszelkiej maści RISów czy Barley Wine’ów. Dla mnie podróż w ciepłe kraje z Fruitim była niezwykle udana i polecam ją każdemu, kto będzie miał ochotę na tego typu wojaże. 7.5/10

Szybki Strzał – odc. 5

Nie wiem, jak Wy, ale ja strasznie lubię niespodzianki. Oczywiście tylko te z gatunku pozytywnych, a jakżeby inaczej. Gorzej, kiedy czekamy na coś z wypiekami na twarzy, a finalnie okazuje się, iż wypieki te zastępuje żal, smutek i gorycz zawodu. Niczym u małego dziecka, czekającego na wymarzonego X-boxa, a dostającego zamiast niego bogato ilustrowaną Encyklopedię PWN. Tyle wygrać! Bardzo podobnie miałem w miniony weekend, o czym szerzej w piątym odcinku wielowątkowego cyklu „Szybkie Strzały”. Zapraszam serdecznie.

  1. Kraftwerk/Reden – Zabobon (Imperial Smoked India Brown Ale)

Człowiek spokojnie idzie sobie na konwent tatuażu, a tu nagle i niespodziewanie w jego rękach ląduje butelka półtorarocznego, przeterminowanego Zabobona (dzięki Paweł!). I wiecie co? Ależ to przeterminowanie dobrze zrobiło temu piwu! Nasze nozdrza atakują fantastyczne akcenty dymne, podbudowane  wyraźnymi nutami winnymi i owocowymi (wiśnie, suszone śliwki). Po prostu czuć, iż to piwo leżało w płatkach dębowych po sherry. Po kilku łykach leżę znokautowany. Zabobon świetnie się ułożył, nabrał pełni oraz lekkiej słodyczy, którą doskonale kontruje dość wysoka goryczka. Niesamowicie udana niespodzianka. Jak ktoś ma w piwniczce, to polecam bez obawień. 8/10

  1. Browar Wąsosz – Whisker A1 (Sour Milk Saison)

Tutaj wiedziałem, czego się spodziewać, gdyż tydzień wcześniej miałem okazję spróbować wariantu A2. A1, w odróżnieniu do czerwono-porzeczkowo-hibiskusowych nut swojego brata, to temat obudowany wiśniami i hibiskusem. I to właśnie wiśnie grają tutaj doskonałe, pierwsze skrzypce, niczym w Czterech Porach Roku Vivaldiego. Hibiskus wtóruje im delikatnie w smaku i ładnie finiszuje całość. Whisker A1 jest niezwykle rześki, orzeźwiający, z nienachalną kwaskowatością i subtelną słodyczą, pochodzącą z dodanej laktozy. Nad wyraz udane piwo. 7.5/10

  1. Browar Spółdzielczy/Fabrica Rara – Skrótowe (APA + Nepal Illam)

Łączenie piwa z herbatą to jeden z bardziej wdzięcznych tematów w naszym rodzimym piwowarstwie. Dlatego chętnie porwałem Skrótowe jakiś czas temu do domu. A co kryje się w tej niepozornej butelce? Zdecydowanie cytrusowy i rześki aromat, z lekką estrowością. Karmelu i słodowości nie wyczułem. W smaku jest wytrawnie, z przyjemną, herbacianą goryczką. Cytrusy cały czas lekko muskają nasze podniebienie i fajnie współgrają z całością. Jest jednak coś specyficznego, chyba troszkę kwaśnego w tym piwie, co mnie lekko niepokoi. Tak, jakby mały York niepostrzeżenie szarpał moją nogawkę. A kiedy już się na niego spojrzy, tak ten udaje niewiniątko. Niemniej Skrótowe dobrze wspominam, bo piło się je całkiem przyjemnie. 6.5/10

  1. Browar Ciechan – Porter Wielkanocny

W tym miejscu chciałbym napisać „last, but not least”, gdyż na degustację tego piwa czekałem z wspomnianymi wypiekami na twarzy. Niestety, nie ma takiej opcji – zawiodłem się srogo na tym pomyśle piwowarów ciechanowskich. Z jednej strony jest nieźle – ładnie się prezentuje w szkle, w aromacie dostajemy suszone śliwki, mleczną czekoladę, a w smaku dość wyraźną słodycz oraz średnio intensywną goryczkę. Zapytacie, co w takim razie tutaj nie gra? Po pierwsze cena, tzn. 50 zł za litrową butelkę. Po drugie czas, jaki ten porter leżakował. Mowa tu o 12 miesiącach. Serio, 12 miesięcy, 50 zł i dostaję piwo, które stoi na poziomie porteru żywieckiego? „Szkoda strzempić” klawiaturę. 4.5/10