Silesia Beer Fest 3 – Piwa, piwunia, piweczka!

Dwa dni festiwalu piwnego to zdecydowanie za mało na spróbowanie wszystkiego, na co miało się ochotę. Na szczęście w sukurs mym potrzebom przyszedł fantastyczny kieliszek degustacyjny z Deer Beara, dzięki któremu mogłem nacieszyć swoje kubki smakowe zdecydowanie większą liczbą piwowarskich frykasów. Poniżej kilka wybranych pozycji, na jakie chciałem zwrócić Waszą uwagę. No to jedziemy!

Deer Bear – Tropical Weizen

Co tu się wyprawia w tym piwie, to ja nawet nie! Po pierwsze – kolor. No przecież na sam widok moje ślinianki kręcą się z prędkością wysokoprężnego silnika V8. Temu trunkowi bliżej do prezencji gęstego soku owocowego, niż piwa, ale ja tego typu tematy szanuję. Po drugie – aromat. To, jak fantastycznie łączą się tutaj nuty typowe dla weizena z akordami tropikalnych owoców, pod postacią mango i ananasa, jest wręcz nie do opisania. Po trzecie – smak. Wgryzające się w moje kubki smakowe lekko kwaskowe tropiki rozłożyły mnie finalnie na łopatki. Do tego ta faktura! Tropical Weizen jest mega gładki i pełny. Tylko jednego nie rozumiem. Ja piłem wyborne piwo, ale jego „resztki”, jakich miałem okazję próbować na koniec pierwszego dnia okazały się niemającą nic wspólnego z piwem owocową pulpą. Dziwne… niemniej ja dostąpiłem szczęścia spróbowania takiego trunku, jaki zapewne był planowany. 8,5/10

Deer Bear – Gose ze Śliwką

Grzegorz Durtan potrafi w owoce w piwie. A Gose ze Śliwką jest tego kolejnym dowodem. Ponownie dostałem wyraźnie zmętniony trunek, prezentujący się niczym sok owocowy, zdecydowanie zachęcający do wzięcia pierwszego łyka. I łyk ten nie zawodzi, bo od razu czuję, że mam do czynienia ze świetnie zbalansowanym piwem. Smak delikatnie kwaśnych śliwek rewelacyjnie podbija dodana sól. Całość znikała ze szkła w oka mgnieniu, a zapach tego purpurowego owocu, unoszący się znad szklanki idealnie dopełnił całość. Kilka chwil i szkło świeciło pustkami. 8/10

Dukla – Świtezianka (Vermont IPA)

Jakoś nigdy nie miałem szczęścia, aby trafić na piwo z Dukli, które chociaż w minimalnym stopniu wprawiłoby mnie w zachwyt. W związku z tym do Świtezianki podszedłem z dość dużą ostrożnością, szczególnie iż wizualnie nie do końca spełniła moje oczekiwania. Nieco zbyt mało zmętniony trunek, jak na Vermont IPA nie zdradzał jednak, co w nim drzemie. A drzemie w nim wiele dobrego. Na pierwszy plan wychodzi mocno soczysty aromat pomarańczy, cytryn i grejpfrutów, elegancko związany zdecydowaną chmielowością. To samo dostajemy w trakcie brania kolejnych łyków, a soczystość Świtezianki zachęca do brania następnych. Duży plus za mega przyjemną ziołowość chmielu i za wynikającą z tegoż intensywną gorycz. Brawo Dukla – w końcu piwo, jakim jestem w pełni ukontentowany. 7,5/10

Tattooed Beer – Fallen Angel (Imperial IPA)

Mam słabość do tematu Aniołów. Wszystko przez świetną książkę Mai Lidii Kossakowskiej – Siewca Wiatru, więc Nergal Kubicki zdobył niezły handicap na starcie. Handicap, jaki zupełnie nie był potrzebny, bo Fallen Angel okazał się rewelacyjną, stosunkowo wytrawną i ultra nachmieloną Imperialną Ipą. To wszystko podane w towarzystwie wyrazistych owoców tropikalnych, których słodycz świetnie współgrała z wysoką goryczą tego piwa. I taki balans to ja bardzo szanuję. Więc jak tylko traficie na tego upadłego, tak nawet chwili się nie zastanawiajcie, bo warto! 8/10

Komitet – Angels’ Share (Peated Salted Wood Aged Strong Scotch Ale)

No to Komitet pojechał z nazwą stylu. Jeszcze jedno słowo, a wyrównaliby rekord brokreacyjnego The Bloggera. A jak wypadło samo piwo? Prezentuje się ono należycie, racząc nasze oczy ciemno-bursztynową, lekko opalizującą barwą oraz drobną pianą, ślicznie osadzającą się na szkle. Co prawda w aromacie oczekiwałem intensywniejszych tematów „peated”, jakie finalnie zostały przykryte przez zdecydowany zapach drewna, ale na szczęście w smaku torfu jest już w sam raz. Dodatkowo całości fajnie dopełnia subtelna wanilia, delikatne estry i szczypta brzowskwiniowości (ale ta ostatnia to już chyba na zasadzie autosugestii). Angels’ Share w smaku też zdecydowanie daje radę – jest pełne, wyraźnie goryczkowe, ze sporą dozą czerwonych owoców i tanin drzewnych. Fajne piwo i aż szkoda, że z butelkami chyba będzie licho. 7/10

Uiltije – Old Enough To Drink (Imperial Ice Distiled IPA)

Cena butelki mroziła krew w żyłach. Podział na 5 osób na szczęście pozostawił nieco gotówki w portfelu 😉

Co się stanie, kiedy Imperialne IPA o ekstrakcie początkowym 20° BLG nachmielimy na zimno, następnie wymrozimy, znowu nachmielimy, ponownie wymrozimy, po raz kolejny nachmielimy i wymrozimy? Otóż patrząc na cyferki otrzymamy ok.  40° BLG i 21% alkoholu (przynajmniej tak mówili dwaj sympatyczni Holendrzy). A jakie ma to przełożenie na efekt finalny? Oesu, co się w tym piwie wyprawia?!? Po pierwsze – nie czuć tutaj ani grama alkoholu. No łeb urwany. Do tego mamy totalnie rozkładający na łopatki zapach pod postacią zdecydowanej słodowości, przyjemnego karmelu i owocowo-egzotycznej bomby aromatycznej. Stopień złożoności tego elementu jest chyba równy Wielkiemu Zderzaczowi Hadronów. Smak też nokautuje jednym, sprawnym ciosem w twarz. Mango, marakuja i wysoka słodycz związana jest w niezwykle gęsty i przesmaczny syrop. I być może dla kogoś to piwo będzie za słodkie, ale tęga gorycz moim zdaniem pięknie równoważy całość. Dla mnie było to najlepsze piwo festiwalu. I jednocześnie najdroższe (70 PLN za butelkę 0,33 ml). 9,5/10

Pinta – Jumbo Rum BA (Imperial Black IPA leżakowana 6 m-cy w beczce po rumie)

To była końcówka piątku i jedno z ostatnich, wypitych przeze mnie piw. I w zasadzie powinienem je ładne tutaj opisać, ale zamiast tego postanowiłem podzielić się z Wami moją „notatką głosową” z tejże degustacji. Zobaczycie od kuchni, jak wygląda przygotowanie się do recenzji. A że dodatkowo gościnnie pojawia się Gosia z Browaru Komitet… no cóż, rzućcie „uchem”. Aaaaa i nagranie to zawiera wyrazy niecenzuralne oraz opinie osób po spożyciu alkoholu 😉

—- Chmielobrody + Gosia z Browaru Komitet —-

PS
Finalnie jednak nie do końca połączenie estrowego charakteru beczki po rumie pasowało mi w tym piwie, więc mimo wszystko bardziej propsuję wersję standardową. A Jumbo Rum BA dostaje 6/10

Hajer – Farorz (American Stout)

Jeżeli miałbym wskazać, jaki amerykański stout jest w mojej ocenie najlepszy wśród polskich browarów, to bez zawahania wskazałbym właśnie Farorza. Dlatego też z ogromną niecierpliwością czekałem na świeżą warkę tego piwa. I dalej zdania nie zmieniam. Rewelacyjny aromat palonych słodów miesza się z nutami amerykańskich chmieli oraz gorzką czekoladą. Samo piwo jest ciemne, nieprzejrzyste z prześliczną czapą piany, której lacing wprawia po prostu w zachwyt. W smaku Farorz (wink, wink 😉 ) jest lekko kwaskowy, z wyraźnymi nutami palonej kawy i czekolady. Hajer znowu pokazał, że na Śląsku warzy się nojlepsze gorcki piwa! 8,5/10

Uiltje – Rice Rice IPA (Imperial IPA)

Ten holenderski browar już dzień wcześniej pokazał, że potrafi uwarzyć solidne piwo. Rice Rice Baby jedynie to przekonanie potwierdziło. Ta wyraźnie chmielowa Imperialna IPA daje nam cały kosz owoców egzotycznych w aromacie. Cytrusy też znajdą tutaj swoje miejsce, czyniąc zapach tego piwa niezwykle wyrazistym i przyjemnym. W smaku jest to raczej wytrawne piwo, z delikatnie zaznaczoną, owocową słodyczą. Wysoka gorycz utrzymuje się dość długo, ale na szczęście nie zalega i nie męczy. „Sówka” udowodniła ponownie, że wie, jak zbalansować piwo i nie przegiąć w żądną stronę. Jedno z lepszych piw tego festiwalu. 8,5/10

Wybornych piw, jakie pojawiły się na festiwalu było oczywiście zdecydowanie więcej, wspominając chociażby Coffee Twista z Piekarni Piwa, które zdobyło nagrodę publiczności za najlepszą premierę festiwalu czy świetne Idzie Zima z Łańcuta, jakie zaskoczyło mnie absolutnie nieprzesadzoną słodyczą i rewelacyjnym aromatem miodu gryczanego. Jednym słowem – pod kątem kondycji piw Silesię Beer Fest 3 wpisuję w poczet zdecydowanie udanych imprez piwnych.

Reklamy

Szybki Strzał – Śląski Festiwal Piwa 2016 Edition

Po relacji z niezwykle udanego Śląskiego Festiwalu Piwa czas na bliższe przyjrzenie się kilku wybranym piwom, jakich można było spróbować na tej fantastycznej imprezie. A więc bez zbędnych ceregieli przed Wami:

  1. Browar Spółdzielczy – Dwa Półsztyki (Pale Ale)

Na start wybrałem lekkie Pale Ale na polskich i angielskich chmielach. Głównie z powodu braku większego wyboru na stoisku Spółdzielczego – katowicka gawiedź wymiotła całe zapasy całkiem sprawnie. A co nam oferują Dwa Półsztyki? W szkle widać nienaganną prezencję – lekko opalizujący trunek zdobi fajna, drobniutka piana. Aromat nie powala, ale można wyczuć chmiele, lekką chlebowość, nuty ziołowe i delikatne cytrusy. Po kilku łykach miałem skojarzenie bardziej w stronę świetnego Lagera, niż Pale Ale, a to za sprawą dość sporej wytrawności i lekkości piwa. Na szczęście w odwet tym skojarzeniom przyszła stosunkowo wysoka, lekko łodygowa goryczka. I w sumie dałbym 6/10, jako piwo przyjemne, lekkie i bez zbędnych zobowiązań, ale kiedy dostało ono temperatury, to wyszedł majaczący kwas masłowy. Dlatego finalnie 5.5/10 z adnotacją, aby pić schłodzone (wink, wink 😉 )

  1. Raduga – Forbidden Planet (Imperial IPA)

Cytując jednego z byłych premierów pewnego środkowoeuropejskiego kraju – YES, YES, YES! Tak mniej więcej wyglądała moja reakcja, kiedy na kranach Radugi ujrzałem powracającą „Zakazaną Planetę”. To jeden z moich ulubionych imperialnych „ajpiejów” i chyba nic się w tej materii nie zmieni. W aromacie nadal pierwsze skrzypce grają owoce egzotyczne, z mango i ananasem na czele. Wtóruje im genialny, owocowy i słodki smak piwa, idealnie skontrowany bardzo wysoką i intensywną goryczką. W końcu 115 IBU to nie przelewki. Poza tym dostajemy fajne nuty żywiczne i słodowe. Wszystko jest pełne i na sterydach. Ja chyba nie jestem tutaj obiektywny, ale co ja mogę, że mi to piwo tak smakuje? A do tego świetnie wygląda! 8.5/10

  1. Piwoteka – Kapitan Claymore (Strong Scotch Ale)

Miało być piwo z chrzanem, ale się skończyło, więc w zamian wybrałem Kapitana Claymora. I w sumie nie wiem, czy ta zamiana była dobra. Zacznijmy jednak od szczegółów. Bukiet, jaki oferuje nam Claymore, to połączenie nut chlebowych, rodzynek, toffi, karmelu z całym koszem akordów estrowych. Z kolei w smaku to przede wszystkim to samo, obudowane w dość wysoką słodkość i bardzo nikłą goryczkę. Diacetylu tutaj nie uświadczyłem, DMSu brak, aldehydu octowego też ni ma. Tylko że ogólnie i całkowicie subiektywnie to piwo jest… dziwne i nie do końca w moich klimatach. Niby wypiłem całe i bez zmęczenia, no ale jest ale. 5/10

  1. Browar Dukla – Dziki Samotnik (American Amber Ale)

Piwa z Dukli jakoś nigdy nie trafiały w mój gust. Tym niemniej zawsze staram się dawać kolejne szanse przy nowych warkach i pomysłach. Podobnie było z Dzikim Samotnikiem. Podszedłem do niego z odpowiednią rezerwą i czujnością. A co tutaj się dzieje? Jak na Amber Ale przystało piwo jest czerwone, bursztynowe, ze średnią, acz całkiem bogatą pianą. Książki jednakowoż po okładce nie oceniamy, chociaż ta w tym wypadku jest całkiem zgrabna. Po zakręceniu szklanką i pociągnięciu nosem już wiem, że Dukla nie spartoliła sprawy, bo fajnie ukryła karmel za aromatem żywicy, słodów i lekkich nut chmielowych. Ciało Dzikiego Samotnika także jest należyte. Znaczy się pełne i lekko słodowe. Co prawda majaczy gdzieś tam lekka kwasowość, a gorycz mogłaby być wyższa, niemniej jednak degustacja należała zdecydowanie do gatunku tych przyjemniejszych. A jak do tego dołożymy fakt, iż ekipa Dukli to piwo przywiozła na próbę i przed planowanym za dwa tygodnie rozlewem, tak pozostaje mi ufać, iż nabierze ono jeszcze więcej smaku i charakteru. 7/10

  1. Raduga – Potiomkin (Russian Imperial Stout)

Ponoć kto zjada ostatki, ten piękny i gładki. Dlatego też na sam koniec zostawiłem sobie Potiomkina. Radość potęgował fakt, iż była to ostatnia beczka pierwszej warki tegoż RISa. Samą degustację można by porównać do samochodu z silnikiem diesla, czyli zbiera się kiepsko, ale jak już wjedzie na obroty… i tak tutaj najpierw dostałem w nos dość intensywnym aromatem alkoholu, aby po chwili cieszyć się zapachem suszonych śliwek, czekolady i subtelnych estrów, kojarzących mi się z nutami winnymi. W połączeniu z alkoholem czułem się, jakbym wąchał śliwki w likierze. Faktura Potiomkina mogłaby być nieco pełniejsza, ale to już moje marudzenie i na tym  polu mieści się ona w standardach. Piwo jest z pewnością przyjemne, słodkie, z długą i paloną goryczką. Mimo pewnych niedociągnięć piło się je bardzo dobrze i cieszę się, iż mam chyba dwie butelki odłożone w piwnicy. 7/10

Szybki strzał – odc. 2

szybki strzał.jpg

Przyszła pora na kolejny odcinek Szybkiego Strzału, w którym na tapecie mamy aż dwa piwa kooperacyjne, jedną sztukę z browaru Raduga i jedną (chociaż w zasadzie drugą) od Baby Jagi. A więc bez zbędnego przeciągania jedziem:

  1. Kraftwerk (PL) + Humalove (FI) – Canis Lupus (Coffee Rye Brown Porter)

Canis Lupus  (w tłum. wilk szary) faktycznie w smaku jest… szary. Co prawda w aromacie mamy ogromne ilości kawy, lecz niestety tej słabszego sortu, kojarzącej się z tanimi ekspresami przelewowymi. Temat nieco ratuje delikatna i przyjemna paloność. W smaku kwaskowe, ze zbyt małą ilością ciała, z nutami kawowymi w tle. Całość psuje długo utrzymujący się finisz małej czarnej z kiepskiego, przydrożnego baru. Da się wypić bez zbytniego skupiania się na zawartości szkła. 5/10

  1. Raduga – Dementia (Imperial American Wheat)

Mam słabość do Radugi, bo jeszcze nigdy mnie nie zawiedli. I po raz kolejny wyszło im całkiem zgrabnie. Zapach tego trunku przywołuje na myśl skojarzenia z egzotycznymi owocami, słodami, nutami chmielowymi oraz lekkim i przyjemnym karmelem. Takie aromatyczne nawiązania do Imperial IPA to ja propsuję! Po wychyleniu szkła też jest całkiem, całkiem – piwo jest pełne w smaku, owocowe z wysoką i lekko ściągającą goryczką. Niewysokie wysycenie sprzyja pijalności. Niestety nie jest tak całkowicie różowo, bo całość jest jednak odrobinę za słodka. Dlatego daję „jedynie” 6.5/10

  1. Baba Jaga – Elixir (RIS)

Z kolei z tym browarem mam problem, bo jakoś żadne z ich piw do tej pory nie trafiło w mój gust. A jak jest z tym RISem? Piękny, hebanowy kolor, ciemnobeżowa, drobnopęcherzykowa piana dodają mu niewątpliwego uroku. Aromat też trzyma poziom – nuty czekoladowe mieszają się z kawą, orzechami i delikatną wiśnią; alkohol został perfekcyjnie ukryty; pojawia się fajna paloność. W smaku znajdziemy orzechy, kawę i gorzką czekoladę, a także nuty torfowe oraz lekką kwasowość. Całkiem nieźlem, pomyślicie? No właśnie – tylko nieźle, bo Elixirowi brakuje trochę ciała, jak na ten styl. Podsumowując – niezłe piwo, zasługujące na 6.5/10

  1. Dukla + Baba Jaga – Wiedźmy (English IPA)

Od kooperacji oczekuję wiele. No bo skoro spotyka się dwóch różnych piwowarów, to łącząc swoje doświadczenia powinni uwarzyć całkiem niezły trunek. Właśnie – od powinni do uwarzyli jest daleka droga, w trakcie której coś może pójść nie tak. I tak chyba było w tym wypadku. Niby czuć nosem trochę moreli, trochę cytrusów, ale czuć też diacetyl i to wcale nie tak słabo. IBU niby „tylko” na poziomie 50, a jednak gorycz tego piwa tłumi wszystkie inne smaki. Wysycenie też mogłoby być wyższe, ale powiedzmy że tutaj to już się czepiam. Pijąc Wiedźmy miałem skojarzenia English Bitterami, ale np. do takiego Goldi Basset sporo brakuje. 5/10, szału ni ma.