Chmielobrody poleca – odc. 15

Wakacje w pełni, część z Was na wyjazdach, więc tym bardziej spieszę donieść Wam o tym, co ciekawego można znaleźć na piwnych półkach sklepowych. Tym razem najciekawiej wypadły piwa z:

Alebrowar
Browar Hajer
Browar Perun

Reklamy

Szybki Strzał – Odc. 9

Szanowni Państwo, bez zbędnych ceregieli, wstępów i przedmowy przed Wami dziewiąty odcinek Szybkiego Strzału, którego bohaterami zostali Browar Hajer, Browar Karuzela oraz Browar Solipiwko.

  1. Browar Hajer – Cwinga (American Lager)

Po pierwsze – to nie jest lager. Ale jak kto, zapytacie? Ano tak to, że Hajery chcieli chyba pokazać, jak wyobrażają sobie American Lager idealny. Wiecie – słód pilzeński, niska goryczka, wysycenie w stronę wysokiego i takie tam. A że przefermentowali całość „ju-es-piątkami”, bo lepiej przerobiły temat, niż drożdże lagerowe, tak też postanowili zaszaleć i zaserwować nam Cwingę. Czy to dobrze, czy źle – sam nie jestem BJCP nazi, więc nie mnie oceniać. A jak samo piwo wypada? Otóż wypada tak, jak chyba sobie to ekipa zaplanowała. W aromacie dostajemy delikatne, acz wyraźne cytrusy; można też wyczuć subtelne nuty chmielowe, a całość jest niezwykle rześka. Podobnie jest w smaku, a gorycz tego trunku faktycznie przechyla się w stronę niskiej, acz wyraźnej. Płatki ryżowe dodatkowo nadały całości fajnej faktury, co czyni Cwingę mega pijalną i idealną na lato. Przymykam oko na tego lagera z frontu i daję 7/10 

  1. Browar Karuzela – Wolumen (Imperial IPA)

Różne opinie słyszałem o piwach tej załogi, a że jak ten niewierny Tomasz w sprawach piwa sam muszę się przekonać, gdzie leży prawda, tak też postanowiłem wziąć w obroty Wolumen. Od Imperial IPA oczekuję wiele. Najważniejszy jest dla mnie balans pomiędzy mocnym nachmieleniem, a solidną podbudową słodową. Czy tej stołecznej załodze udało się ogarnąć temat? W zapachu piwo raczy nas koszem owoców egzotycznych z ananasem na czele. W tle wyczuwamy akordy żywicy i subtelnej słodowości. Fajnie, że karmel pojawia się tu na minimalnym poziomie. W smaku też jest dobrze – umiarkowanej słodyczy stawia czoło dość wysoka i długo utrzymująca się, przyjemna gorycz. Ponownie w ustach pięknie gra rewelacyjna egzotyka. Alkoholu brak, co czyni Wolumen świetnie zbalansowanym piwem i właśnie takim Imperia IPA, jaki szanuję. 8/10 

  1. Browar Solipiwko – Barrel Nygus (Double Milk Stout WBA – warka do 10.12.2016 r.)

Czasem człowiek musi sobie dogodzić i uraczyć swoje podniebienie czymś zacnym. Do tego celu najlepiej użyć wysokoballingowego i przeterminowanego piwa. Tym razem mój wybór padł na Podwójny Mleczny Stout, leżakowany w beczkach po whisky, autorstwa Wojtka Solipiwko. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, iż po drodze pójdzie coś nie tak i piwo się zepsuje, ale na szczęście tutaj wszystko zagrało, jak Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia. Pierwsze skrzypce dzierży tutaj przebogaty aromat, na jaki składają się beczka, whisky, czerwone owoce, pochodzące najpewniej z utlenienia, mleczna czekolada oraz wanilia. No po prostu przepiękna kompozycja. Smak też wypada całkiem przyzwoicie, racząc nasze podniebienie nieco niższą słodyczą, niż w świeżym Barrel Nygusie, co działa w mojej opinie tylko na plus. Piwo jest gładkie, stosunkowo pełne, z niezbyt intensywną goryczą. I tak wysoce degustacyjne trunki to ja rozumiem, bo wyszło naprawdę przepysznie! 8.5/10

Browar Hajer – Rajza na Antypody (Rye Pale Ale)

Wakacje to piękny i beztroski czas. Wyjazdy na egzotyczne wyspy, kąpiele w ciepłych morzach, spacery po plaży, hulanki wieczorami w klubach i knajpach. Tak, to na to wszystko czeka przeciętny Kowalski okrągły rok. W tym momencie (wrzesień A. D. 2016) większość Kowalskich te przyjemności ma już niestety za sobą. A co przed nami? Wizja ponad 300 dni w biurze/za kierownicą samochodu/na budowie/za sklepową ladą/etc., bez litości i zmiłowania, gdzie jedynym morzem, w jakim będzie można się zanurzyć, to morze goryczy i rozpaczy. W sukurs tym wizjom przybywa Browar Hajer ze swoim nowym piwem. Czy aby na pewno nowym? W sumie Rajza to temat dość mocno ograny, ale hola, hola! Tym razem zamiast do Kalifornii chłopaki z Bierunia chcą nas zabrać w podróż na Antypody. Tak na marginesie – rajza po śląsku oznacza właśnie podróż. A jak wyszedł Hajerom ten zabieg?

Nim wyruszymy w kierunku tych nowozelandzkich wysp zerknijmy na to, jak Rajza na Antypody prezentuje się w szkle. Zmętniony trunek zdobi piękna, drobnopęcherzykowa piana, utrzymując się dość długo w szklance i ślicznie koronkując podczas picia. Zapowiada się bardzo dobrze, więc nie pozostaje nic innego, jak zapiąć pasy i ruszyć w drogę. Pierwszy przystanek, na którym się zatrzymujemy, to doskonały wstęp do głównej atrakcji wieczoru. Mam tu na myśli bardzo wyraźne nuty owoców egzotycznych, podbudowane przyjemną ziołowością chmielu, z akordami słodowymi i żywicznymi. Czuć w nosie, że w tym piwie użyto słodów żytnich i ja temu propsuję! Co tu dużo mówić – żyto to jeden z moich ulubionych tematów, jakie mogą pojawić się w tym złocistym trunku. Drugi przystanek to już samo serce Antypodów. Kilka łyków i… nie ma połowy piwa. Ale jak to? Przecież ja dopiero zacząłem, a już jestem w połowie imprezy? W sumie czemu się tu dziwić? Rajza na Antypody urzeka przede wszystkim swoją gładką i aksamitną fakturą. W tym miejscu po raz kolejny wzniosę hymn pochwalny dla słodów żytnich, bo to one zapewne zrobiły tutaj robotę. Równie urokliwy jest smak – wytrawny charakter tego piwa świetnie zgrywa się z jego owocowo-egzotycznym i pełnym profilem. Goryczka jest średnio wysoka i całkiem nieźle utrzymuje się w ustach, a niewysokie wysycenie dodatkowo sprzyja niezwykłej pijalności tego piwa. Jeszcze jeden łyk i… szkło świeci pustkami, a po Rajzie na Antypodach zostają już tylko wspomnienia.

Muszę przyznać, iż wycieczka jaką serwuje nam ekipa Hajera zostawia po sobie wyborne wspomnienia. Nie dość, że bardzo przyjemnie przywołuje beztroskę wakacyjnych wojaży, to na dodatek pozostawia po sobie szeroki uśmiech na twarzy. Tutaj nie ma przypadków i nietrafionych decyzji. Rajza na Antypody być może nie jest piwem wybitnym, ale z pewnością trzyma bardzo wysoki poziom i potwierdza wysoką formę Hajerów. Ja z pewnością na Antypody wybiorę się nie raz, nie dwa, bo ta podróż jest po prostu tego warta. 8/10