Chmielobrody poleca – odc. 2

Dzisiaj mamy środę, siedemnasty stycznia dwa tysiące osiemnastego roku, a więc pora na kolejny odcinek „Chmielobrodego poleca”, którego bohaterami zostali:

Browar Pinta
Browar Raduga
Browar Golem

Reklamy

Szybki Strzał – Odc. 11

Ostatnio ilość recenzji, jaką chciałbym zamieścić na blogu trochę mnie przerosła. A że wrzucanie tryliarda degustacji na ok 2500 znaków każda co drugi dzień nie jest w mojej opinii dobrym pomysłem, tak też postanowiłem nieco zagęścić kącik „Szybkich Strzałów”. Szczególnie iż jedna z dzisiejszych propozycji faktycznie zasługuje na szybki strzał… w stronę zlewu. No to jedziemy!

Iki beer – Yuzu (Spiced Pale Ale)

Jestem fanem Yuzu w piwie. Kropka. Dlatego też kiedy Pani Kapitan zauważyła to piwo na półce jednego ze sklepów, serwujących spożywkę z każdego zakątku świata, postanowiła sprezentować mi tę skromną buteleczkę. I co też ciekawego kryje w sobie zawartość tegoż flakonika? Przede wszystkim szeroki przekrój przez wady. Po pierwsze – mokry karton. Po drugie – miód. Po trzecie – odrobinę cytrusowości. W smaku nie jest lepiej. W zasadzie to chyba jest gorzej albo przynajmniej tak samo źle. No bo co więcej mogę napisać o cieczy, która w odbiorze przypomina zagotowaną brzeczkę, przepełnioną akcentami mokrego zboża i dosładzaną zwykłym, białym cukrem? Dokładnie tak kojarzy mi się ten specyfik. Do pełni „szczęścia” brakuje jakiegoś kwasu masłowego i merkaptanu, więc w sumie nie jest najgorzej. Jednakowoż nie polecam i odradzam, no chyba że ktoś chce sprawdzić się sensorycznie. Wówczas bardzo proszę. 3/10

 Browar Kuriozum – Sweet Dreams (APA)

Z laktozą w browarnictwie bywa różnie. I o ile pasuje mi ona w piwach ciemnych czy Milkshake’ach, tak nie do końca jestem przekonany do niej w piwach jasnych. A dokładnie taką propozycję serwuje nam Kuriozum w swoich „Słodkich Snach”. I nie wiem, na ile to zasługa laktozy, a na ile innych surowców, ale pierwszy raz spotkałem się z tak wyraźnym aromatem poziomek w American Pale Ale. Do tego subtelna mleczność i delikatna ziołowość. Poziomki pojawiają się również w smaku, a laktoza wyraźnie podbija wrażenie pełni i gładkości. Co prawda po lekkim ogrzaniu pojawia się również niezbyt pasujący tutaj posmak toffi, ale nie przeszkadza on za bardzo. Za to mnie bardzo przeszkadza wysycenie bliskie zeru, dość mocno uszczuplające radość z degustacji. Szkoda, bo byłby punkcik wyżej. 6/10

Browar Golem – Double Dybuk (Imperial Rye Porter)

Podstawowa wersja Dybuka była świetna. A jak wypada jego wersja imperialna? Proszę Państwa, proszę usiąść, bo to piwo zwyczajnie zerwie Wam papę z dachu; pozamiata Wami, niczym Małgorzata Rozenek podłogi na antenie TVNu; rozłoży na łopatki, jak Brewster Gołotę. A konkretnie? Konkretnie to Double Dybuk serwuje nam całe tony rewelacyjnej czekolady, przyjemnych orzechów i kosz, wypełniony czerwonymi owocami. Paloność mamy tutaj ledwie zaznaczoną, czyli jest dla mnie perfekcyjnie w stylu. Do tego niesamowita głębia, gęstość i gładkość, połączona z minimalnym wysyceniem, idealnie dopasowanym do trunku. Daję 9/10 i rezerwuję dychę dla wariantu beczkowego. Bo taki będzie, prawda, prawda, prawdaaaa?

Dobry Zbeer, Gehenna i randka na hamaku.

Czasami tak bywa, że bardzo chcę wybrać się w jakieś miejsce, które być może nie znajduje się w mojej najbliższej okolicy, ale jednocześnie nie jest tak odległe, żeby nie można było tam dojechać w pół godziny. Niestety bardzo często po drodze pojawiają się jakieś przeszkody. Czasem realne, zazwyczaj wyimaginowane, lecz zawsze skutecznie odkładające wyprawę na odwieczne „następnym razem”. A wiecie, jak to jest z odkładaniem? Rzecz raz odłożona w czasie dalej odkłada się sama. I właśnie tak było z moją wizytą w jednym z najpopularniejszych multi-tapów na Śląsku. „Było”, bo w końcu zebrałem się w sobie i dotarłem do rzeczonego miejsca.

Dobry Zbeer, bo o nim tutaj mowa, mieści się w Gliwicach na ul. Górnych Wałów 30. Bliskość centrum miasta i urokliwego ryneczku jest zdecydowanie mocną stroną tego przybytku. Na szczęście nie jedyną, ale o tym za chwilę. Mnie osobiście zaprawdę dziwi fakt, iż dopiero teraz miałem okazję zobaczyć, co też kryją przepastne piwnice, w jakich mieści się ten multi-tap. Na szczęście w całym przedsięwzięciu pojawiła się załoga Browaru Golem. Chłopaków znam już jakiś czas i zwyczajnie nie mogłem odmówić sobie przybicia piątki i wychylenia kilku szklaneczek piwa w ich towarzystwie. A że akurat w minioną sobotę Golemy przejmowały krany w Dobrym Zbeerze, tak też nareszcie zostałem odpowiednio zdopingowany do ruszenia moich czterech liter z Katowic w stronę zachodzącego słońca.

Z racji tego, że przed wizytą w Gliwicach gościliśmy na premierze piwowarownianego Tornada, na miejsce dotarliśmy przed 22:00 (wliczając w to opóźnienia pociągów – brawo PKP). Z dworca zgarnął nas Kamil Prystapczuk i sprawnie doręczył na miejsce (dzięki Ziom!). Ekipa Golemów już od dłuższego czasu okupowała stołki barowe, więc humory dopisywały dość wyraźnie. Szybkie misiaczki, przybicie piątek i już mogłem zamówić głównego bohatera wieczoru. A przynajmniej dla mnie takowym była Gehenna, leżakowana w beczcie po dziesięcioletnim Laphroaigu. Tak, jestem torf headem, a to piwo zwyczajnie zaspokaja mnie w 100% pod tym kątem. OK, być może nie jest to Imperialny Nafciarz w wersji BA, ale z pewnością Gehenna BA zajmuje drugie miejsce wśród najlepszych piw torfowych, jakie piłem (9/10). Poza tym nie mogłem odmówić sobie po raz kolejny Double Dybuka czy rewelacyjnego Naftali. Co jak co, ale Golemy w piwa potrafią!


Po opróżnieniu szkła przyszła pora na zwiedzanie zakamarków Dobrego Zbeera. Musze przyznać, że pod kątem klimatu jest to jeden z lepszych pubów, w jakich byłem. Surowa cegła na ścianach, delikatnie przyciemnione, ciepłe światło, pięknie wyeksponowana, a jednocześnie dobrze wkomponowana w całość tablica z opisem tego, co aktualnie na kranach oraz jasne drewno. To wszystko naprawdę robi wrażenie. I do tego wszystkiego pokój z hamakami. No kurde, pierwszy raz coś takie zobaczyłem w knajpie i powiem szczerze, że zrobiło to na mnie wrażenie. Wiecie, zabieracie ze sobą swoją drugą połówkę, kupujecie jakiegoś… piwnego cymesa i oddajecie się cudownej degustacji w hamaku. Dla mnie to scenariusz na wymarzoną randkę 😉 A skoro już o cymesach mowa, to tych w Zbeerze nie brakuje. To chyba jedyny multi-tap na Śląsku, w którym znajdziecie tak potężne pociski, że nawet próżno ich szukać w sklepach specjalistycznych. Szocik Barley Wine’a z browaru Samuel Adams? Proszę bardzo. Legendarny Speedway Stout z Alesmith Brewery? Check! Kilka wersji Jesusów z Evil Twin Brewery. Bez problemu. Zaprawdę powiadam Wam – każdy znajdzie w Dobrym Zbeerze coś dla siebie. Nawet Ci najbardziej wybredni hop headzi. Baaa, jeśli lubujecie się w „rudej na myszach”, to także dla Was Zbeer będzie odpowiednim wyborem. Kilkadziesiąt rodzajów whisky ze Szkocji, Irlandii, Japonii, a nawet Indii czeka na Was na miejscu. I czy ja jeszcze musze kogokolwiek przekonywać do tego miejsca? No raczej nie sądzę.

W międzyczasie w moje łapy wjechało Joppejskie w wersji BA, Artur Karpiński (piwowar Browaru Golem – przyp. aut.) poprowadził konkurs z możliwością zgarnięcia pięknego, golemowego szkiełka, a za parę chwil Joppejskie zamieniło się miejscami z genialnym, wiśniowym, domowym kwasem, autorstwa Bartka Dorszewskiego. W skrócie – to był zdecydowanie jeden z najbardziej udanych wieczorów, spędzonych z kraftem w tle, chociaż było o krok od transportowej katastrofy. No bo jak tu wrócić do domu w środku nocy z Dobrego Zbeera? Uberem z Gliwic do Katowic można o tej porze jechać, ale za kwotę całkowicie przekraczającą granicę zdrowego rozsądku. Do tego trzeba mieć fart, żeby ktokolwiek w tej okolicy z Uberowców się zjawił. To może pociąg? Najbliższy śmiga w okolicach 3:00, więc trochę za późno. Albo za wcześnie. Czy jakoś tak. Poza tym każda inna forma komunikacji miejskiej po prostu nie istnieje. Na szczęście na ratunek przybył Dorszu ze swoją żoną Mariolą! Ekipa podrzuciła nas pod same drzwi naszej kamienicy, za co jeszcze raz w tym miejscu bardzo dziękuję.

Dobry Zbeer oraz Browar Golem okazali się wybuchową mieszanką niezwykle pozytywnych doznań. Zarówno klimat knajpy, jak i towarzystwo po prostu zerwało łeb i rozłożyło mnie na łopatki. I nie mam w tym miejscu na myśli kaca, bo rano wstałem w równie dobrym nastroju. A jeśli ktoś z Was jeszcze w tym gliwickim multi-tapie nie był, to pora nadrobić zaległości. Bo tych, którzy gościli na Górnych Wałów 30 przekonywać chyba nie muszę.










Browar Golem – Natarcie Pszenicy (American Wheat + Kandyzowane Pomelo)

Zima to taka pora roku, kiedy zazwyczaj cichutko pod nosem rzucam sobie wiązankę przekleństw przed wyjściem na dwór (czy tam na pole). Nie jeżdżę na nartach, nie produkuję sanek i nie sprzedaję ozdób choinkowych, więc zima to po prostu dla mnie kiepski deal. Do tego odśnieżanie samochodu, drapanie szyb i wieczne zmarznięcie. Nope, nope, nope, nope, nope. Dlatego też nie marudzę, kiedy nasz wspaniały kraj nawiedzają upały rodem z Hiszpanii czy innej Portugalii. Jest spoko. No ok, może nie do końca jestem zadowolony, ale mając w pamięci każdą jedną zimę chowam malkontenctwo głęboko w kieszeń. Ponadto z upałami można walczyć na różne sposoby, a jednym z nich jest sięgnięcie po smaczny, chłodny i orzeźwiający napój. I tutaj w sukurs przychodzą oczywiście krafty, serwując nam całą paletę lekkich, łatwych i orzeźwiających propozycji. Nie każda jest warta uwagi, ale trzeba szukać, sprawdzać i próbować. A że Browar Golem chwalił się ostatnio swoją nowalijką, że idealne na lato i że można pić wiadrami, tak też postanowiłem tę tezę sprawdzić. Szanowni, przed Wami – Natarcie Pszenicy.

Nie powiem, ale do sięgnięcia po to piwo skusiło mnie kandyzowane pomelo, jakie chłopaki dorzucili do… kadzi? Tanku? W każdym razie jakoś to wszystko ładnie komponowało się w mojej głowie. I faktycznie w aromacie pojawiają się wyraźne nuty cytrusowe, podbite przez akordy bananów i goździków. W tle pojawia się także guma balonowa, co pewnie jest zasługą dodania właśnie wyżej wspomnianego, kandyzowanego owocu. Taki zapach zapowiada skok do basenu, wypełnionego przyjemną, chłodną i rześką wodą. I tak też właśnie się dzieje! Natarcie Pszenicy to pozycja bardzo mocno orzeźwiająca, lekka i idealna na obecnie panujące, dantejskie upały. Ale hola, hola, niech Was nie zwiedzie 10 Plato, widniejące na etykiecie. OK, nie mamy tutaj do czynienia z gęstością na miarę kubka z mrożoną kawą z kostką lodów waniliowych, ale faktura Natarcia jest zwyczajnie gładka, krągła i świetnie komponuje się z całością. Ponownie i tutaj pojawiają się banany, cytrusy oraz odrobina gumy balonowej. Piwo jest lekko kwaskowe, co w połączeniu z wyraźną wytrawnością faktycznie czyni ten trunek niezwykle pijalnym. I jedynie zbyt szybko opadająca piana troszkę kłuje moje oko estety, ale co tam – reszta po prostu się zgadza.

Jeżeli poszukujecie piwa na lato, które Was nie sponiewiera, a przy tym nie będzie zbyt mocno kojarzyło się ze zwykła wodą mineralną, to trafiliście w dziesiątkę. Baaaa, nawet jeśli nie jesteście wielbicielami typowych weizenów, to tutaj możecie się miło zaskoczyć. Dodatek w postaci kandyzowanego pomelo i użyty podczas warzenia chmiel Amarillo zwyczajnie robią tutaj robotę. Dla mnie jest to jedna z najciekawszych pszenic tego sezonu i mimo iż łba nie zrywa, tak w swojej kategorii „wagowej” wychodzi na zdecydowane prowadzenie. 8/10

Browar Golem – Dybuk Bourbon Barrel Aged (Rye Porter)

Dybuk (hebr., jid. דיבוק, dibuk – „przylgnięcie”) – w mistycyzmie i folklorze żydowskim zjawisko zawładnięcia ciałem żywego człowieka przez ducha zmarłej osoby. Dybukiem nazywa się też samego ducha, duszę zmarłego, która nie może zaznać spoczynku (czy też, wśród zwolenników kabały, reinkarnacji) z powodu popełnionych grzechów, i szuka osoby żyjącej, aby wtargnąć w jej ciało.

Tyle jeśli chodzi o Wikipedię. A co z kolei drzemie w tej niepozornej buteleczce, jaką zaserwował nam Browar Golem? Nie powiem – ekipa odważnie podeszła do tematu, bo nie dość, że do uwarzenia tego porteru użyła sporo słodu żytniego, tak dodatkowo część warki wlała w beczkę po Bourbonie. Ja takie pomysły szanuję, szczególnie iż bazowe piwo wyszło „temu Golemu” całkiem znośnie. A co podziało się po zamieszkaniu Dybka w rzeczonej baryłce?

Niezmiennie tematem przewodnim w tym piwie jest czekolada. Ale nie taka mleczna, słodka, z bakaliami i tonami cukru. Co to, to nie! Tutaj mamy do czynienia z wysokiej klasy gorzką czekoladą, w której ziarna kakaowca odpowiadają za to, co najlepsze. Ponadto subtelna paloność świetnie podkreśla delikatny aromat kawy, jakiego również w Dybuku nie brakuje. To wszystko wraz z dyskretną nutą jałowca i odrobiną dębowych tanin po prostu rozkłada na łopatki. W tym miejscu mogę przyczepić się jedynie do zbyt niskiej intensywności zapachów, jakie powinna oddać beczka – wanilia i akordy bourbonowe chowają się w tym piwie niczym Robert Fripp na scenie, podczas występów live z King Crimson. Mimo to Dybuk aromatem po prostu czaruje.

Tak na marginesie – czy ja Wam już mówiłem, że uwielbiam piwa, oparte w dużej mierze na życie? Bo i tutaj to zboże zrobiło rewelacyjną robotę, nadając temu trunkowi niezwykłą głębię i fakturę. Wychylając kolejne łyki miałem wrażenie jakby rozpuszczającej się w ustach wytrawnej i gorzkiej kostki czekolady. Do tego wszystkiego doszła lekko kwaskowa „mała czarna” i szczypta kakao, obudowana subtelną słodyczą. Umiarkowana, palona gorycz i niewysokie wysycenie postawiły kropkę nad „i”, czyniąc Dybuka jednym z najlepszych piw, wypitych przeze mnie w ostatnim czasie.

Jak widać nie taki Dybuk straszny, jak go Wikipedia maluje. Browar Golem stanął na wysokości zadania i stworzył piwo niezwykle kompleksowe i mnie osobiście mocno zachwycające. Ok, może tej beczki życzyłbym sobie więcej, mocniej i bardziej, ale hej – ten trunek najzwyczajniej w świecie się zgadza i jeśli o mnie chodzi, to może mnie „opętywać” ile fabryka dała. 9/10

Szybki Strzał – odc. 4

Przy okazji ostatniego odcinka Szybkich Strzałów obiecałem sobie, aby ten dział zasilać postami częściej, niż co dwa miesiące. A że obietnic dotrzymywać trzeba, tak też przed Wami kolejny odcinek serii, spisany po… półtoramiesięcznej przerwie. Badum-tssss!

  1. Tesco Finest – IPA

Ten wynalazek otrzymałem od kumpla, który początkowo straszył mnie jakimś tęgim „eFHaPem”, finalnie podarowując mi buteleczkę warzonej dla Tesco w słowackim browarze Karpat IPY. To brandowane piwo w szkle prezentuje się całkiem nieźle – jest klarowne, jasno bursztynowe, z wysoką, drobną pianą. Na tym pozytywy się kończą, a wraz ze znikającą w oka mgnieniu pianą pojawia się piwo, które nie ma w sobie nic. Zero. Null. Nothing. Нуль. 零. Ok, w smaku czuć gorycz, ale jest ona bardzo wysoka, nieprzyjemna i ściągająca. Oprócz tego trochę słodowości i… tyle. Trochę szkoda, bo na przykładzie warzonego dla Lidla The Green Gecko wiem, iż można zrobić przyzwoite IPA do 4 PLN. A tak jak Janusz z Grażyną pójdą do Tesco i zamiast Żubra zechcą spróbować czegoś lepszego i sięgną po Tesco IPA, po czym stwierdzą „po co przepłacać, skoro dostajemy prawie to samo, no może ciut lepsze?”. Chociaż piwo nie ma wad, to i tak żal i 3.5/10 

  1. Browar Golem – ETZ Chaim (West Coast IPA)

Ten młody, poznański browar kontraktowy ma już na swoim koncie sześć różnych warek, a ETZ Chaim to bodaj jedno z ich pierwszych piw. W zasadzie nie można się tutaj do niczego przyczepić. W aromacie dostajemy mocno wyczuwalne mango i trochę cytrusów; jest lekka ziołowość chmielu i mocno stonowany karmel. W smaku umiarkowanie pełne, ale przez to rześkie i pijalne. Jest wytrawnie, cytrusowo, z lekko zalegającą, ale nie męczącą goryczką. Wszystko się zgadza i jest bardzo poprawnie. Może nawet trochę za poprawnie, bo wolałbym, aby to piwo było trochę pełniejsze. 6.5/10 

  1. Harviestoun Brewery – Raspy Engine (Raspberry Porter)

Porter i irlandzkie maliny? Oj tak, od razu ten pomysł mi się spodobał. A że Harviestoun raczej słabych piw nie robi, tak i tutaj nabyłem tę butelkę bez obawień. I  faktycznie wszystko się w tym porterze zgadza. Począwszy od rewelacyjnej prezencji piwa w szkle, poprzez doskonały aromat, typowy dla tego stylu, zmieszany z owocowością malin (dający nota bene zapach pieczonych, słodkich pierników, co było dla mnie już w ogóle WOW!), po bardzo przyjemny smak. Słodycz malin jest tutaj ledwie zarysowana i ustępuje ona pola wytrawnemu charakterowi tego trunku. Lekko wysoka, kawowa gorycz dość szybko zanika i nie męczy. Porter ten jest stosunkowo lekki, ale z pewnością nie jest płaski. Raspy Engine to temat wart uwagi i mimo że nie rozkłada na łopatki, tak jest mocną i solidną pozycją w katalogu Harviestouna. 8/10