Chmielobrody poleca – odc. 8

I oto nadeszła kolejna środa. A skoro środa, to warto rzucić okiem na to, cóż ciekawego udało mi się upolować w butelkach w minionych… dwóch tygodniach. Czy jakoś tak. A bohaterami dzisiejszego odcinka zostali:

Browar Szpunt
Browar Artezan
Browar Pinta

Reklamy

Starcie tytanów, czyli Zawisza Czarny kontra Samiec Alfa

Kiedy pierwszy raz w moje ręce wpadł Zawisza Czarny z Browaru Łańcut, czyli Russian Imperial Stout, leżakowany w beczce po Tennesse Whiskey, od razu w mojej głowie pojawiły się skojarzenia z artezanowym Samcem Alfa. W końcu styl ten sam, beczka powiedzmy ta sama i… ten sam, bardzo wysoki poziom trunku. Tylko jakoś nigdy nie potrafiłem ocenić, który z nich wypada lepiej. Który z nich jest smaczniejszy. Który intensywniejszy, lepiej zbalansowany i bardziej wysublimowany. W końcu ciężko porównywać piwa, próbowane w tak dużych odstępach czasu. Na szczęście całkiem niedawno udało mi się zdobyć butelkę Samca, a od pewnego czasu w mojej lodówce chomikowałem pana Zawiszę. Dzięki temu (oraz dzięki głosowaniu na fejsie) mogłem stoczyć swój prywatny pojedynek „szklanka w szklankę” obu (nie bójmy się użyć tego słowa) tytanów polskich, beczkowych RISów.

Na pierwszy ogień poszedł Zawisza, racząc mój nos intensywnym aromatem czekolady, czerwonych owoców, kokosu i wanilii. Całość elegancko oplótł wyraźny aromat dębowych tanin oraz subtelna paloność. To, co przykuwa uwagę w Zawiszy, to praktyczny brak wyczuwalnego alkoholu i zdecydowanie przodujący i niesamowicie przyjemny aromat beczki.

Nieco inaczej sprawa wyglądała u konkurenta. Tutaj czekolada nabrała nieco mlecznego charakteru, z wyraźną i intensywną wanilią na froncie. Oczywiście to wszystko w towarzystwie wiśni w likierze, „małej czarnej” i świeżo zagniecionego ciasta drożdżowego. Beczka była wyczuwalna, ale nie aż tak przyjemnie i intensywnie, jak w Zawiszy. Dość wyraźny, likierowy alkohol Samca finalnie spowodował, iż to Zawisza odrobinę lepiej zaprezentował się w tej rundzie.

Po takim wyniku pojedynku na aromat totalnie nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać w konfrontacji smaków. Ponownie postanowiłem rozpocząć od zawodnika, wystawionego przez Browar Łańcut. Kilka łyków i już uśmiech malował się na mojej twarzy. Wszystko za sprawą fantastycznych wiśni w likierze, czekolady i orzechów. Trunek okazał się dość słodki, ale z odpowiednim poziomem goryczy w kontrze. Na tej płaszczyźnie Zawisza pokazał także pazur i delikatnie rozgrzewał przełyk. Alkohol na szczęście nie był inwazyjny i tylko muśnięciem zaznaczał swoją obecność. Tylko jakby nieco ciała brakowało. Nie zrozumcie mnie źle – Zawisza to piwo niezwykle gładkie, ale mogłoby być nieco gęstsze.

Na tym polu zdecydowanie przoduje Samiec Alfa. Faktura tego RISa może służyć za wzór. Jest gęsto i fantastycznie gładko. Dodatkowo to właśnie w smaku artezanowy fighter ukazuje beczkę w pełnej krasie i punktuje konkurenta. Wszystko w akompaniamencie czekolady, kawy i czerwonych owoców. Słodycz stoi w Samcu na nieco wyższym poziomie, niż w Zawiszy. Goryczkowa kontra jest tutaj także zdecydowanie mocniejsza. Szkoda tylko, że ma na to wpływ nieco za wysoka alkoholowość trunku. Ostatecznie ta runda przypada na rzecz Artezana, jednak ponownie różnice są na tyle niewielkie, że o nokaucie nie może być mowy.

Jak to często w pojedynku tytanów bywa o werdykcie zadecydowała punktacja sędziów. Tzn. jednego sędziego. I to nie punktacja, a po prostu zwykła, subiektywna ocena przyjemności z degustacji. Decyzja nie była łatwa. Co chwile sięgałem raz po jedną, raz po drugą szklankę i w pełnym skupieniu kontemplowałem ich zawartość. Z jednej strony fantastyczny aromat Zawiszy górował, aby po chwili oddać prym cudownej głębi Samca Alfa. Ostatecznie nieco lepiej tego wieczora wypadł Samiec, ale, wierzcie mi lub nie, różnice były minimalne. Fakt jest jeden – oba piwa prezentują naprawdę wysoki poziom i spokojnie mogą stawać w szranki z tuzami tego stylu zza wielkiej wody. Brawo Łańcut, brawo Artezan – chylę czoła przed oboma pretendentami i życzę sobie, aby zarówno Zawisza, jak i Samiec częściej gościły na sklepowych półkach.

Chmielobrody poleca – odc. 6

W zeszłym tygodniu miałem pić same koncerny i polecać Wam Tyskie 14-dniowe oraz Książęce IPA. Na szczęście los się nade mną zlitował i mogłem skosztować nieco ciekawszych, piwnych propozycji. A która z nich wypadła najlepiej? Jakie piwo uratowało mi życie na scenie? I w końcu czy piwo, uwarzone w kooperacji z blogerem może być smaczne? Tego wszystkiego dowiecie się z najnowszego filmu na moim kanale YouTube.

A bohaterami filmu zostali:

Browar Jana
Browar Widawa
Browar Artezan

Ze specjalnym udziałem Browaru Absztyfikant oraz Piwnej Zwrotnicy.

Szybki strzał – odc. 1

kwartet

Nie samym pisaniem o piwie człowiek żyje i w swoim życiu musi znaleźć czas również na inne obowiązki. A zaległości niestety się zbierają i same się nie opiszą. Dlatego też zdecydowałem się na szersze wpisy o piwach wybitnych oraz tragicznych, tym samym tworząc nową przestrzeń dla tzw. „szybkich strzałów”. Ale o co w tym chodzi? Ano o krótkie, zwięzłe informacje o kilku piwach w jednym wpisie bez zbędnego zaangażowania literackiego. No to jedziemy!

1. Red Roeselare Ale – Browar Zamkowy
Piwo nietypowe, kwaśne, wpisujące się w styl tzw. flandersów. Aromat wiśniowo-porzeczkowy z dębowymi taninami w tle. W smaku rześkie, lekko cierpkie i wytrawne, przyjemnie kwaskowe; fajnie wyczuwalne czerwone owoce. 6.5/10, bo to nie do końca mój styl (much to learn I still have)

2. Ale Cocones – Artezan + Alebrowar
Bardzo smaczne Double IPA z dodatkiem płatków kokosowych. Pomysł fajny, ale nie do końca udany. Jako DIPA wyszło rewelacyjnie – zapach tropikalnych owoców (mango, ananas) świetnie dogaduje się z intensywną goryczką tego piwa. Tylko gdzie ten kokos, ja się pytam?! Ni ma, po prostu ni ma. Niemniej 7/10, bo jest ono po prostu smakooowe.

3. Smoked Baltic Porter Bourbon Barrel Aged – Browar Widawa
W odróżnieniu do Miss Evy, gdzie trafiłem na zakwaszony „model”, tutaj wszystko się zgadza. Piwowarzy świetnie schowali alkohol w delikatnym aromacie dymu, połączonym z nutami bourbona, dębiny, żurawiny i suszonej śliwki. Szczególnie ten bourbon mi tutaj pasuje. W ustach też jest na bogato – kawa i czekolada doskonale dogadują się z suszoną śliwką. Wszystko jest podane w wytrawnej, wyraźnie goryczkowej formie. 7/10

4. Koniec Świata – Pinta
Sahti to jeden z tych stylów, które się kocha lub nienawidzi. Ja należę do tych pierwszych, więc jak mam możliwość, to sięgam po tę butelkę. Ale o co tutaj chodzi? O proces „tworzenia” tego piwa (bo nie do końca można go nazwać warzeniem)! Po pierwsze zamiast drożdży piwowarskich używa się drożdży piekarskich. Po drugie brzeczka nie jest gotowana, a jedynie podgrzewana. Po trzecie filtrowane jest ono przez gałązki jałowca. And how cool is that? Poza tym mamy tutaj wysoki zasyp, mocną słodowość piwa i IBU bliskie zeru. Nagazowania brak! Czy taki trunek może być dobry? Ależ oczywiście, tylko próbujecie na własną odpowiedzialność. Koniec Świata to Sahti dość przystępne. Jeśli Wam zasmakuje, to sięgnijcie po Jelonki z Bazyliszka – tam już jest ostra jazda bez trzymanki. A ten egzemplarz oceniam na mocne 8/10.

Artezan – Elektrolit (Kwaśne Ale z Morelami)

elektrolit

Dzisiaj na tapecie piwo, które dla mnie jest doskonałym aperitifem pod dalszą, piwną degustację.

Elektrolit, jak wskazuje nam na etykiecie producent tegoż trunku, czyli browar Artezan, to kwaśne Ale z morelami. Z jednej strony morele lubię, ale z drugiej tzw. „kwasy” (czyli piwa w stylu sour – przyp. aut.) są dla mnie dość specyficzną gałęzią piwnej mapy. Niemniej jednak do odważnych świat należy i jakiś czas temu zmierzyłem się z tym wynalazkiem. Co prawda pozytywny werdykt zdradziłem już we wstępie, natomiast warto napisać szerzej o tym specyfiku. No bo w zasadzie jak tu nie lubić piwa, którego pijalność jest na tak wysokim poziomie, że znika ono w oka mgnieniu? I nie tylko pijalność jest jego zaletą. Morele grają tutaj pierwsze skrzypce w zapachu. Tła dodają mu przyjemne nuty cytrusów oraz słodów. Jak na sour przystało Elektrolit jest kwaśny. Nie jest to jednak kwaśność nieprzyjemna i kojarząca się z kiszoną kapustą. Co to, to nie!. Jest po prostu przyjemnie. Jeżeli do tego w smaku na pierwszy plan wychodzą morele, to już w ogóle kontra do kawśności jest bardzo konkretna. Sznytu całości dodaje baaaardzo przyjemny, owocowy finisz, jaki zostaje w ustach nieco dłużej. Niskie wysycenie tylko sprzyja częstszemu sięganiu po szkło.

Artezan zrobił rewelacyjną robotę, bo wypuścił piwo bardzo orzeźwiające i po prostu smaczne. I brawa za styl, bo dzięki temu pewnie częściej będę sięgał po „kwasy”, które okazują się nie takie straszne, jak na początku by się wydawało. Polecam nie tylko jako aperitif, ale także na upały, do posiłku i w ogóle do przyjemnego spożycia na piątkowy wieczór. Ode mnie 8/10

PS
Barwa Elektrolitu też powala – jest ono kremowe i nieprzejrzyste, co fajnie widać na zdjęciu 😉