Chmielobrody poleca – odc. 20

Łapcie jubieluszowy, dwudziesty odcinek „Chmielobrodego poleca”, szczególnie że kolejny może pojawić się dopiero w marcu . Co, gdzie, jak i dlaczego? O tym przy kolejnej okazji, a teraz pora na trzy solidne piwa, jakie dorwałem… jakieś dwa tygodnie temu. No co ja poradzę, że się nie wyrabiam i nie wiem, w co ręce włożyć? 😉

 

 

Bohaterami powyższego odcinka zostali:

Browar Funky Fluid
Browar Piwne Podziemie
Browar Przystanek Tleń

Reklamy

WOŚP, Kontynuacja i śląski kraft

W sumie to zastanawiałem się, czy pisanie krótkiej relacji z jednego z WOŚP-owych eventów będzie w świetle ostatnich wydarzeń na miejscu. I wiecie co? Będzie cholernie na miejscu! Po prostu nie ma mojej zgody na to, aby tak fantastyczna i genialna impreza, jaką jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, została zaszczuta i przekreślona przez jej przeciwników. A więc na pohybel tym, którzy z potokiem śliny na pyskach starają się, aby ten najpiękniejszy dzień w roku odszedł w niepamięć! Jedziemy!

WOŚP znany jest z organizowania tryliarda najróżniejszych i zazwyczaj całkiem pomysłowych akcji w myśl zbierania hajsu na szczyny cel. Koncerty plenerowe, pokazy antyterrorystów, strażaków, baletnic czy akrobatów, aukcje i licytacje oraz wiele, wiele innych. I świat kraftu też swoją cegiełkę do tego „interesu” dokłada. Bo jak inaczej nazwać moment, w którym zarówno browary, jak i knajpa zrzekają się przychodów ze sprzedaży piwa na rzecz Orkiestry? Dokładnie tak zadziałało to w minioną niedzielę w katowickiej Kontynuacji.

W akcji wzięło udział 11 śląskich browarów rzemieślniczych, a konkretnie: Alternatywa, Brewera, Hopick, Jana, Jastrzębie, Piekarnia Piwa, ReCraft, Reden, Sir Beer, Hajer i Welders. Każdy z nich przekazał beczkę swojego piwa, zrzekając się całkowicie zapłaty. Fajnie? No pewnie, że fajnie, bo każdy, kto tego dnia pojawił się w Kontynuacji i sięgnął po piwo od tejże śląskiej załogi po prostu pomagał Orkiestrze.

Na miejscu razem z Panią Kapitan pojawiliśmy się w okolicach 19:30 i jakże miło nam było, że ledwo znaleźliśmy miejsce do siedzenia. Serio, to jeden z tych niewielu momentów, kiedy ryjek cieszył mi się z takiego faktu. Na szczęście ktoś wychodził, spełniając swój „WOŚP-owy” obowiązek, więc razem z rzeszą znajomych mogliśmy zająć jeden ze stolików.

Drugim mega pozytywnym akcentem był… stosunkowo mały wybór. I to nie dlatego, że coś się powtarzało. Po prostu już o tej godzinie spora liczba kranów została osuszona, a Kontynuacja postanowiła nie podpinać czegoś, co mogłoby odwrócić uwagę od pozycji, przeznaczonych na Orkiestrę. I ja takie podejście mega szanuje. Na szczęście znalazłem coś dla siebie i z ciekawszych tematów muszę zwrócić uwagę na świetne, klasyczne i dobrze nachmielone na goryczkę IPA z Browaru Welders oraz na bardzo przyjemne Black IPA z bytomskiego Sir Beera. Chylę czoła!

Tego dnia klimat w Kontynuacji był nie do przebicia. Wszyscy życzliwi, uśmiechnięci i zadowoleni. Nawet mocno zmęczona ekipa barmańska, ciutkę zaniedbująca klientelę, nie sprawiła że komukolwiek zszedł uśmiech z twarzy. I co prawda nie wiem, czy udało się osuszyć wszystkie beczki, ale mam nadzieję, iż tak właśnie się stało. Ku chwale Orkiestry! I niech WOŚP gra do końca świata i jeden dzień dłużej!

Szybki Strzał – Odc. 19

Jakiś czas temu otrzymaliśmy razem z Panią Kapitan paczkę z rąk własnych ekipy Browaru Gzub. I fajnie, bo jakoś nie miałem okazji bliżej przyjrzeć się ich pomysłom. A jak pomyślę, że to właśnie Gzub odpowiada za najbardziej wychillowany festiwali kraftowy w Polsce, to jakoś tak głupio nie wiedzieć, co w ich butlach piszczy.

Tym samym zapraszam na ostatni odcinek „Szybkiego strzału” – coś się kończy, coś się zaczyna, więc jeśli nadal chcecie poczytać o tym, co myślę o piwach, to zapraszam na fanpage Facebookowy albo na konto na Instagramie. Natomiast nie bójcie nic o samego bloga – nie zamierzam rzucać pisania, ale wolę ten czas poświęcić na tematy w mojej ocenie istotniejsze 🙂

Relaks (Stout Czekoladowy z borówką amerykańską)

Jak tak sobie wyobrażę połączenie czekolady, borówki amerykańskiej i stoutu, to wszystko w tym wyobrażeniu mi się zgadza. Pewnie dokładnie tak samo pomyślała ekipa Gzuba i uwarzyła Relaks. Piwo w swoim pomyśle trafione, tylko czy tak łatwe do wykonania? Chyba nie do końca. Borówka amerykańska, mimo iż pyszna, to jednak niezbyt wdzięczna w formie dodatku do piwa. W aromacie totalnie się straciła, a w smaku zagrała siedemnaste skrzypce. To chociaż może czekolada sprawę uratuje? Też nie do końca, bo zostaje przykryta przez smak i aromat taniej kawy. A to wszystko w towarzystwie popiołowej, nieco męczącej goryczy. Dało się wypić, bo delikatna kwaskowość nieco całość odświeżyła, ale ogólnie… no szału nie było.

 

Billy (Weizenbock)

Lubię pszeniczne koźlaki. Szczególnie że tych jak na lekarstwo w polskim krafcie, więc jak tylko coś mi się rzuci w oczy, to chętnie doń sięgam. I wtedy wchodzi Billy, cały na biał… a nie, czekaj! Dlaczego piany mamy w nim jak na lekarstwo? I coś mi tutaj niezbyt ładnie pachnie! OK, są goździki, melanoidyny i wyraźna słodowość, więc pachnie jak Koźlak! Tylko o co chodzi z tym czającym się w tle aromatem kiszonej kapusty? W smaku na szczęście oznak zakażenia nie wyczułem, ale też nie jest tak, jakbym tego oczekiwał. Nieco wątłe ciało Billy’ego potęguje zerowe nagazowanie, więc nawet te biszkopty i trochę tostów sprawy nie ratują. Czyżby butelka gdzieś po drodze się rozszczelniła? No bo nie wierzę, że browar wypuścił na rynek piwo w takim stanie. Gzuby, powiedzcie że mam rację!

 

Galo (Owsiane West Coast IPA)

Ci z Was, którzy czytają mnie regularnie wiedzą, że uwielbiam West Coasty. To kolejny styl, jakiego jestem fanem, a którego zwyczajnie brakuje na sklepowych półkach. I tutaj znowu były nadzieje na pozycję, wzbogacającą portfel tegoż „gatunku” w całym wolumenie sprzedaży. I ok, o ile Galo faktycznie jest piwem wyraźnie wytrawnym na finiszu, tak całościowo kojarzy mi się z owocowymi Brut IP-ami, gdzie potężne chmielenie na aromat daje wyraźnie słodkawe wrażenie w odbiorze. Plus dla Galo leci za konkretną goryczkę, ale mogłaby być ona nieco mniej łodygowa. Niestety zapach wypada już ciut słabiej – jest fajna cytrusowość, ale pojawia się też wyraźne utlenienie o charakterze mokrego kartonu. Nie o takie West Coast IPA walczyłem!

 

Time Goes By (Rabarbar Gose)

Jaka pogoda za oknem jest, każdy widzi. I taka oto pogoda raczej nie zachęca do sięgania po piwa kwaśne, lekkie i rześkie. Lepiej wziąć coś, co nas solidnie ogrzeje, prawda? By-zy-dura! Przecież kraft łamie schematy, więc czemuż nie uraczyć się w piękny, zimowy wieczór kwaśnym, rabarbarowym gose? Zwłaszcza iż Time Goes By naprawdę daje radę! Mocno owocowy aromat, w którym pierwsze skrzypce gra rabarbar fajnie współgra z subtelną słodowością trunku. Jest kwaśno, jest ciut słonawo i jest rześko. Owoce dają radę, sól delikatnie podbija ciało, czyniąc całość bardzo pijalną i malującą szeroki uśmiech na twarzy. I takie gose to ja rozumiem!

Chmielobrody subiektywnie o 2018-tym

2018 za nami! I jak to zwykle bywa nadszedł czas podsumowań. Te stricte dotyczące sceny kraftowej „popełniłem” w ramach „Blogerskiego Podsumowania Kraftu”, przygotowanego przez Jerrego Brewerego („nazwiska” w języku polskim zawsze odmieniamy – przyp. aut.) – i w tym miejscu odsyłam Was do rzeczonego tekstu: !!!KLIK!!! 

Natomiast dzisiaj przyszła pora na 10 najważniejszych dla mnie spraw, poruszonych w zeszłym roku. Zestawienie totalnie subiektywne, prywatne i osobiste, które pewnie nikogo nie zainteresuje 😉

Szybki Strzał – Odc. 18

Spieszcie się kochać „Szybkie Strzały”, bo tak szybko odchodzą. Tak, to jeden z ostatnich, a konkretnie przedostatni odcinek tej serii. Oczywiście nadal będę pisał o piwie, ale będzie się to odbywało w nieco innej formie, o czym będziecie mogli dowiedzieć się już z najbliższego vloga.

Tymczasem rzućmy okiem na kilka wybranych pozycji od zeszłorocznych debiutantów. Mowa w tym miejscu o Green Head Brewery, który to browar wyrósł na zgliszczach browaru Kadyk. Jedziemy!

Green Shot (Tropical Frutit Ale)

Po tym piwie nie spodziewałem się wiele. Ot lekki ale z dodatkami, więc cóż tu mnie może zaskoczyć? I faktycznie nie jest to trunek, jaki powali nas na kolana. Aromat mango i żywicy fajnie współgra z wyraźną bazą słodową, a lekko kwaskowa marakuja mocno podbija rześkość w Green Shot’cie. Piwo jest bardzo pijalne, z lekko zaznaczoną goryczką oraz z zaskakująco pełnym ciałem jak na 11,5° BLG. Ot przyjemna rzecz, bez cmokania, ale i bez wad. Pod meczyk idealne.

 

Green Part (Hazy APA)

Ooooo Panie, ależ to piwo pachnie! Niby „zwykłe” APA, ale co to się tutaj wyprawia, to ja nawet nie. Typowo chmielowy aromat granulatu, który uwielbiam, pięknie komponuje się z konkretną owocowością pomarańczy i grejpfrutów. Aromat jest tak „soczysty”, że ślinianki od strzału podwajają obroty. Cytrusy mamy też w smaku, co z lekką żywicznością i ziołowością chmielu daje rewelacyjny efekt. Umiarkowana goryczka, lecąca w stronę wysokiej i ten chmielowy przepych zwyczajnie mnie rozbroiły. A skoro tutaj tyle się dzieje, to co będzie w IPA?

 

Green Experiment (Hazy IPA)

No więc jak to z tym India Pale Ale od Green Headów będzie, skoro APA tak chmielem rozdała? Aromat jest ok. Cytryna, grejpfrut, trochę żywicy, ale jednak jest mniej intensywnie, iż w Green Party. Przyjemnie, miło, fajnie, ale poczułem się tak, jakby mi ktoś etykiety podmienił. W końcu to IPA powinna być bardziej chmielowa, prawda? W smaku Green Experminet daje radę. Mimo sporej wytrawności ciała jest dość sporo i za to duży plus. Są cytrusy, jest niezła goryczka i ogólnie mamy tutaj kawał porządnego piwa, jednakowoż degustowane zaraz po AP-ie wypada nieco słabiej.

 

Green Invasion (American IPA)

I w końcu „last, but not least” – American IPA! Tylko czy aby na pewno „not least”? OK, jak na amerykańca przystało mamy tutaj w zapachu trochę owoców egzotycznych, fajną biszkoptowość i szczyptę cytrusów. Faktura Invasiona jest całkiem gładka, w smaku owocowość jest odpowiednio zaznaczona, goryczki odmówić mu nie można, ale… No właśnie jest jedno, konkretne „ale”. Utlenienie. W aromacie czuć wyraźnie lekko słodkie i mdłe akordy, które także można wyczuć po kilku łykach. Green Invasion to najsłabsze piwo z całej czwórki, gdzie charakter chmielu zatracił się gdzieś w zbytnim utlenieniu się piwa. Szkoda, bo potencjał jest.