Śląski Festiwal Piwa 3: miód, dziegieć i morze piwa.

Organizowanie wszelakiej maści imprez na otwartym powietrzu zawsze niesie ze sobą pewne „pogodowe” ryzyko. Pół biedy, kiedy mowa tutaj o koncertach biletowanych z wielkimi gwiazdami w roli headlinerów. Wtedy bilety zazwyczaj zakupione są wcześniej, więc kupujący liczą się z tym, że pogoda może być różna. Nieco inaczej temat wygląda, kiedy event nie jest biletowany. A już całkowicie sytuacja się zmienia, jak głównym motorem napędowym danego wydarzenia jest piwo. No bo jak tu pić piwo, kiedy leje i zimno? Nawet najzatwardzialsi beer geecy w tej sytuacji wybiorą raczej zacisze multitapu, niźli spożycie ulubionego „ajpieja” w strugach deszczu. I dokładnie taki scenariusz malował się na kilka dni przed rozpoczęciem III edycji Śląskiego Festiwalu Piwa. Scenariusz, który na szczęście się nie spełnił. Mimo to ciężko byłoby po wszystkim otworzyć szampana na wiwat, chociaż na pozór wszystko wyglądało bardzo dobrze. Zacznijmy jednak od początku.

Organizatorzy tegorocznej edycji Śląskiego Festiwalu Piwa mieli bardzo szerokie plany na to, co wydarzy się na katowickim rynku na przełomie czerwca i lipca. W kuluarach dowiedziałem się o minimum 30 wystawcach, jacy mieli się pojawić na miejscu. Do tego konkursy i cała masa atrakcji. Niestety im bliżej godziny zero, tym mocniej sytuacja zaczęła się gmatwać. Najpierw jeden ze współorganizatorów wycofał się z tematu, a potem na fanpage’u eventu i wydarzenia, mimo padających pytań o to, czy impreza się w ogóle odbędzie, zapadła cisza. W końcu na tydzień przed planowanym startem pojawiła się informacja, że festiwal jednak się odbędzie (z jednodniowym opóźnieniem), a na rynku pojawi się 17 wystawców oraz kilka food trucków. Co prawda niezbyt przekonuje mnie tłumaczenie, że cała sytuacja była wynikiem postawienia w tym samym miejscu strefy kibica Mistrzostw Świata w piłce nożnej, bo chyba takie rzeczy miasto ustala z wyprzedzeniem, ale niech będzie. Najważniejsze, że można było szykować kieliszki, pokale i szklanki na to, co mieli do zaprezentowania obecni na miejscu eksponenci.

Piątek przywitał wszystkich przyjemnym upałem, idealnym pod takie festiwale. Jednakowoż frekwencja tego dnia nie zachwycała. Niby wszystko się zgadzało; odgrodzony i chroniony teren, pogoda, zimne piwo, koncerty i centrum miasta, sprzyjające ściąganiu ludzie na teren bezpłatnej imprezy. A tychże jakoby mniej, niż w zeszłym roku. Czy to wróży koniec ery piwnych festiwali? Czy kraft w Polsce się kończy? Czy piwna rewolucja zatacza koło i teraz wszyscy wrócą do sączenia zimnego „Tyskacza”? Oczywiście, że nie. Po pierwsze zawiodła reklama. Ja nie widziałem na terenie miasta ani jednego plakatu, o słabej promocji w sieci nie wspominając. Zresztą jak tu plakatować miasto, kiedy o tym, czy w ogóle impreza się odbędzie organizator informuje na tydzień przed jej startem? Słabo. Po drugie – wspomniana wcześniej strefa kibica. Ktoś sobie pomyśli – ale przecież strefa kibica przyciągnie ludzi! A i owszem, ale przyciągnie osoby w większości nie gustujące w krafcie, które mogły w dodatkowo odgrodzonej strefie zakupić tańsze piwo niekraftowe. No i samo umiejscowienie tejże zony automatycznie przekierowywało przechadzających się po centrum ludzi nieco z dala od stoisk piwnych rzemieślników. A plus B równa się C, jak cienka frekwencja. OK, może nie było jakoś fatalnie, ale liczba odwiedzających Śląski Festiwal Piwa w tym roku nie ma startu do tego, co działo się przed rokiem czy dwoma. Przez to część browarów narzekała na kiepskie utargi, a kolejnej łyżki dziegciu do całości dodał fakt, iż organizator z kilku stoisk za możliwość wystawienia się skasował większy hajs, niż z pozostałych. Do tego doszły jakieś totalnie pokrętne tłumaczenia, mające mało wspólnego z traktowaniem fair wszystkich wystawców. Słabo po raz kolejny. I tutaj nasuwa mi się pewna dygresja. Otóż ja nie wiem, czy organizator nie ma świadomości tego, iż cały polski kraft dobrze się zna, a ta informacja rozejdzie się po wszystkich w mgnieniu oka? To z pewnością nie ułatwi zapraszania browarów na kolejne edycje imprezy. Wracając do sedna sprawy i kończąc wylewanie moich żali dodam, że dobrze iż w pobliżu był dostęp do toalety publicznej, bo postawienie kilku Toi Toików mogłoby nie wystarczyć. Zresztą kto by nie chciał skorzystać z publicznego kibla za 2 miliony złotych, c’nie?

Mimo iż organizator w tym roku do końca nie spisał się na medal, tak zupełnie inaczej sprawa wyglądała w przypadku browarów. Wszyscy obecni na miejscu wystawcy witali odwiedzających katowicki rynek z uśmiechem i chętnie opowiadali o tym, co akurat mają na kranach. A to w przypadku festiwalu w tej formule jest niezwykle ważne. Przecież w ten sposób najłatwiej przekonać „niedowiarków” do lepszego piwa. To tutaj przewija się najwięcej osób na co dzień nie pijących kraftów. Dlatego też na kranach gościły głównie piwa ze standardowej oferty danego browaru; pojawiły się pilsy, pszenice, sporo wszelkiej maści odmian india pale ale’i, milkshake’i, stouty czy piwa kwaśne, znajdujące co raz szerszy poklask nawet u „tradycjonalistów”. Beer geecy też nie zostali pominięci, gdyż pojawiły się i piwne premiery, i kilka sztosów. Po prostu każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ważne, że sobota i niedziela, mimo nieco niższej temperatury, która również miała wpływ na nieco słabszą frekwencję, nie uraczyła gości festiwalu deszczem, a dobrym humorem, jaki płynął ze stoisk.

A cóż dobrego trafiło do mojego szkła? Największe brawa należą się Pawłowi Fityce z Browaru Reden za Podwójne Szombierki. Ten genialny, podwójny stout mógłby trafiać na moje biurko codziennie zamiast małej czarnej. Aromat i smak genialnej kawy, mieszający się z czekoladą i subtelną palonością po prostu zmiótł mnie z ziemi. Brawa należą się również za kwasiora z czarnej porzeczki. Owocowy, kwaśny, rześki i niezwykle pijalny. No ale kto zna Pawła, ten wie że „sałery” to jego specjalność. Zresztą równie wybornie spisał się Szpuntowy Sourness z dodatkiem pigwy. No miód-malina. Czy raczej pigwa. Niemałym zaskoczeniem był dla mnie Kurant z Browaru Dukla. Ten session vermont IPA z dodatkiem soku z czarnej porzeczki zachwycał genialnym aromatem tego owocu oraz chmielu dodanego na zimno. Szklankę Kuranta można by wypić za jednym zamachem. Zresztą podobnie sytuacja wyglądała w przypadku Dębowej Panienki z agrestem. No palce lizać, szczególnie podczas upału. Aga i Janusz z Browaru Spółdzielczego poczęstowali mnie z kolei jedną z najlepszych pszenic, jakie dane było mi pić ever. Refowe, bo o nim mowa, to bananowo-goździkowa bomba z genialną gładkością trunku. Tak dla mnie powinien prezentować się wzorcowy hefeweizen. Dodatkowo dane mi było skosztować po raz kolejny Lódolfa leżakowanego w beczce po winie Rioja, ale z racji posiadanej butelki tegoż sztosu więcej o nim napiszę przy innej okazji. Brawa ode mnie lecą także w stronę Browaru Kazimierz za Aledźwiedzia i Kazimierza. Oba piwa trzymają bardzo wysoki poziom, niczego im nie brakuje i należy je pić bez obawień (wink wink 😉 ). Podczas festiwalu premierę miało nowe piwo z Browaru Profesja. Pogromca Smoków to APA na Ekuanocie z dodatkiem liści kafiru. Oesu ależ to piwo pięknie pachniało cytrusami i kafirem. Świetnie zbalansowane, idealnie pijalne i rześkie. Niby proste, a jednak sporo się w nim działo. Browar ReCraft co prawda żadnej nowości na imprezę nie zabrał, ale sprawdzenie formy Ryemana poszło bardzo sprawnie i smacznie. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku Mocnej Góry z Piekarni Piwa, którą mógłbym pić hektolitrami. Podczas eventu były obecne również dwa katowickie multitapy – Biała Małpa oraz Browariat. Pierwszy z nich uraczył mnie fantastycznym Flandersem z Browaru Łańcut, a drugi genialnie kwaśną i arbuzową „Zieloną Zebrą” oraz rozkładającym na łopatki Dankwoodem. Oba ze stajni Amerykanów z Foundersa. I tylko jakoś piwa z Koreba nie zachwyciły. Pszeniczne Łaskie miało aromat starej ściery, zmieszanej z gotowanym kalafiorem, a Herbowe smakowało jakby zmielić najtańsze pierniki razem z kartonem. Nie polecam tak żyć, a zrobiłem to po to, abyście Wy nie musieli.

Podsumowując – mimo kilku dość solidnych wpadek organizatora samą imprezę oceniam pozytywnie. Wszystko za sprawą obecnych na miejscu wystawców i ludzi. Nie zaobserwowałem snujących się po terenie eventu meneli, pustych flaszek i puszek po tanich piwach z Biedry czy odpływających w alkoholowym amoku Januszy i Sebków (wszystkich prawych Januszy i Sebastianów przepraszam za użycie tegoż imienia, ale co ja biedny mogę, nooo 😉 ). Liczę na to, iż za rok impreza znowu się odbędzie, ale już bez tych niepotrzebnych sytuacji i negatywnych emocji, a pogoda dopisze tak, jak na pierwszej i drugiej edycji. Wszystko ku chwale kraftu!

 

—> ZOBACZ PEŁNĄ GALERIĘ ZDJĘĆ <—

 

 

4 uwagi do wpisu “Śląski Festiwal Piwa 3: miód, dziegieć i morze piwa.

  1. Krzysztof73

    W piątek 29.06 około godziny 16-ej pojawiłem się na katowickim rynku. Zamierzałem skosztować jakiegoś piwa. Ale nie dało się tam wytrzymać!!! MNÓSTWO latających mrówek, które wzięły centrum miasta we władanie… Przechodząc, zdążyłem się przyjrzeć ofercie – większość browarów piwo 0,3 l wyceniała na 9 zł – bardzo drogo! To już lepiej pójść do sklepu i nabyć 2-3 ciekawe piwa i wypić w domu – i w ten sposób miałem własny minifestiwal Pi… nty, bo tego browaru wyroby udało mi się kupić. Panie Chmielobrody – byliśmy chyba na różnych imprezach – nie mogę pojąć, jak – będąc chyba dobrze zorientowanym w polskim krafcie – można sięgnąć po jakikolwiek wyrób z browaru Dukla, który wprawdzie potrafi robić dobre piwa, ale miał (a może ma nadal – już nie sprawdzam) sporo wpadek z kwaśnymi piwami i robi dobrą minę do złej gry.
    Reasumując – piwne festiwale – tak, ale nie takie, gdzie promocja kuleje, gdzie jest dla wystawców tak mała powierzchnia a ceny za wysokie. W 2017 w Szybie Wilson wyglądało to duuużo lepiej…

    Polubienie

    1. Po pierwsze ceny – jaka różnica jest w opłacie 9 zł za 0,3 litra piwa na Silesia Beer Fest, a za dokładnie te same ceny i pojemności na Śląskim Festiwalu Piwa? Przy czym warto pamiętać, iż wstęp na SBF był, jest i będzie płatny. Ceny za piwo jakoś za bardzo się nie różniły. 9 zł za małe i 12 zł za duże to standard festiwalowy za regularne piwa, a byłem w tym roku już bodaj na 7 festiwalach, więc coś tam widziałem.

      Po drugie – Dukla. Sam Pan przyznał, że nie sprawdzał Pan ich obecnej formy. Więc jak można wypowiadać się o piwach danego browar w danym momencie na podstawie danych z przeszłości? To się nazywa brak rzetelności, a moje doświadczenie, jakie wyniosłem z reporterskiej pracy w Polskim Radiu jednak każą mi trzymać pewien poziom.

      Polubienie

      1. Krzysztof73

        Co do cen piwa – w mojej wypowiedzi odniosłem się do ubiegłorocznego ŚFP – generalnie było taniej – większość podstawowych piw po 7 zł za 0,3 l – pamiętam, że byłem miło zaskoczony. I oferta była wyraźnie ciekawsza (wyżej cenione browary, więcej nowości). Dla mnie 9 zł to za dużo, bo porównuję to z cenami w sklepach, liczą się też okoliczności, a te były najgorsze ze wszystkich festiwali, na jakich byłem.
        Co do browaru Dukla – nie wątpię, że na festiwal przywieźli dobre piwa – nie wypowiadałem się o ich piwach z tego roku, lecz zaznaczyłem, że nie zamierzam ich próbować. Zdarzyło mi się kilka razy kupić piwo z Dukli, które było zepsute/skwaśniałe – dwa razy zwykły stout (a właściciel browaru odpisał mi, że widocznie piłem wersję sour – dobre sobie, tego słowa na butelce unikam jak ognia), raz czeski pils (kupione w Dukli!), a przede wszystkim porter w małej butelce za 25 zł! Błędy mogą zdarzyć się każdemu, ale wiem z różnych źródeł, że świadomie sprzedawali zepsute piwa i kasowali negatywne komentarze na fb – to nie tylko wspomniany przez Pana w innym, niezrozumiałym dla mnie kontekście brak rzetelności, ale przede wszystkim uczciwości! Być może ludzie funkcjonujący w polskim krafcie patrzą na to bardzo liberalnie, ja – jako klient i miłośnik Beskidu Niskiego – dałem browarowi czerwoną kartkę. Jest tyle solidnych browarów, że jest, na szczęście, w czym wybierać. Proszę mi podać najmniejszy powód, dla którego miałbym, według Pana, dać jeszcze Dukli szansę (skoro już kilka razy ją zmarnowali). Albo np. browarowi Edi.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s