Chmielobrody poleca – odc. 4

Pora na kolejne mądrości, podsumowujące zeszły tydzień. A u Was jak tam? Było coś bardziej godnego uwagi, niż u mnie?
A bohaterami dzisiejszego odcinka zostali tym razem:
 
Browar Rockmill
AleBrowar
Browar Zakładowy

Reklamy

Hop Empire (Deer Bear) vs. Shwagger (Browar Łańcut)

Kiedy na sklepowych półkach niemal w tym samym czasie pojawiły się dwie świeżutkie Imperial IPA, odpowiednio z browaru Deer Bear oraz Łańcut, bez najmniejszego wahania od razu zgarnąłem po dwie butelki każdej. Zarówno Łańcut, jak i Deer Bear stoją w moim prywatnym rankingu browarów bardzo wysoko, więc spodziewałem się piw najwyższych lotów. I w tym miejscu w mojej głowie pojawił się koncept, aby skonfrontować tych dwóch „jegomościów” w bezpośrednim pojedynku. Oczami wyobraźni oczekiwałem walki na poziomie tej Anakina i Obi-Wana z III Epizodu Gwiezdnych Wojen, do której to sagi nota bene nawiązuje genialna etykieta Imperial IPA – Hop Eempire od Deer Bearów właśnie. Sprawdźmy zatem, czy moje oczekiwania się potwierdzą.

W lewym narożniku mamy odzianego w niebiesko-pomarańczowe barwy zawodnika, reprezentującego podkarpacki Browar Łańcut. Ten „mierzący” 19,2° BLG oraz „ważący” 8,6% alk. obj. sprawia wrażenie dość niepozorne, jak na wcześniej wspomniany pomiar. – Panie i Panowie, przed Wami Shwagger.

Z kolei prawy narożnik zajął przyodziany w czarno-czerwony strój i wystawiony przez Browar Deer Bear – Hop Empire. Swoimi parametrami niewiele odbiega od swojego przeciwnika, bo zarówno 19° BLG, jak i 8,5% alk. obj. również robi wrażenie. Patrząc jednak na „okładkę”, to w przedbiegach tę walkę wygrywa zawodnik toruńskiego Deer Beara. Niby Shwaggrowi niczego nie brakuje i wizualnie prezentuje się, jak należy, ale to jednak Hop Empire zgarnia tytuł najlepiej (d)opakowanego. Na szczęście walki nie wygrywa się samym szcześciopakiem i kaloryferem na froncie.

RUNDA 1 – AROMAT

Pierwszy do ataku rzucił się Hop Empire. W jego ruchach na ringu widać potencjał. Pojawiają się pierwsze, nieśmiałe ciosy pod postacią dość wyraźnej kwiatowości i lekko przejrzałych owoców tropikalnych. Niestety uderzenia te ledwo muskają Shwaggra, nie mogąc się przebić przez bardzo wyraźną barierę karmelową. W wyniku tego tak pożądane uderzenia, jak mango czy ananas nie potrafią dojść szczęki zawodnika Browaru Łańcut. Kilka zamachów i Hop Empire zaczyna delikatnie chwiać się na nogach, czego powodem jest zapewne subtelne otępienie alkoholem. Na szczęście nie jest ono na tyle mocne, aby położyć zawodnika na deski już w pierwszej rundzie.

Tymczasem do kontrataku rusza Shwagger i bez zastanowienia wyprowadza celne ciosy z mango, białych owoców (głównie winogrono) i konkretnej dawki chmielu. Dzięki świetnie ukrytemu alkoholowi Shwagger mocno stoi na nogach, sprawnie unikając uderzeń przeciwnika i efektywnie kontrując próby dojścia do głosu Hop Empire. Ta runda, mimo dużego potencjału ekipy Dear Beara należy jednak zdecydowanie do zawodnika Browaru Łańcut.

RUNDA 2 – SMAK

Shwagger bez zastanowienia ruszył w stronę prawego narożnika. Spod wyraźnej i solidnej, goryczkowej gardy zaczynają padać pierwsze ciosy. Ich zdecydowany, owocowy smak wyraźnie drażni Hop Empire, który odpowiada uderzeniami mango i ananasa. Słodycz u obu zawodników jest wyraźna, ale o ile chmielowa garda Shwaggra trzyma się solidnie i jest w stanie świetnie się tej słodyczy przeciwstawić, tak goryczkowa obrona Hop Empire dość szybko zaczyna męczyć. Do tego ciągle pojawiająca się karmelowość u zawodnika Deer Bearów determinuje dość szybkie jego zmęczenie. I dokładnie to na swoją korzyść wykorzystuje Shwagger, pozostając ciągle w najwyższej i świetnie zbalansowanej formie. Jeszcze kilka ciosów, kilka uników i walka kończy się przed czasem.

Powiem szczerze – jestem bardzo zaskoczony wynikiem tej potyczki. I nie chodzi mi tutaj o to, że akurat Browar Łańcut okazał się zwycięzcą. Dziwi mnie to, w jak słabej formie swojego zawodnika wystawił Deer Bear. Mamy tutaj do czynienia z Imperial IPA na miarę 2015 roku, kiedy karmel i nieułożona goryczka była przywarą większości piw, warzonych w tym stylu. Zastanawia mnie tylko, w jakiej formie jest Hop Empire w kegach. Czy znowu pasteryzacja, a w zasadzie przepasteryzowanie dało o sobie znać? Szkoda, bo miałem nadzieję na kolejne dwa wyborne Imperial IPA. Na szczęście Shwagger obronił honor i w mojej ocenie wskakuje do grona najlepszych, polskich piw w tej kategorii wagowej.

Deer Bear – Hop Empire – 5,5/10

Browar Łańcut – Shwagger – 9/10

Chmielobrody kontra Paweł Małaszyński

Piotr Korzecki, Oskar Nowacki czy Jan Korycki. To tylko niektóre z ról, jakie Paweł Małaszyński miał okazję odegrać na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. A co teraz słychać u Pawła, jakie plany ma jego zespół Cochise, co wspólnego Paweł ma z Marvelem i w końcu – przy jakim trunku będziemy kontynuowali rozmowę? Tego wszystkiego i nie tylko dowiecie się z najnowszego odcinka „Chmielobrodego kontra…”:

 

Wywody Chmielobrodego – cz. 9

Prunum Gate AD 2018

Pamiętam, kiedy pewnego chłodnego popołudnia, na początku dwa tysiące szesnastego roku odwiedziłem jeden ze sklepów specjalistycznych w Katowicach, gdzie jak to zwykle bywało dokonywałem zakupu różnych, piwnych dobroci. Właściciel tegoż przybytku w pewnym momencie wyciągnął kartonik z piwem, obrandowanym logiem Browaru Kormoran i zapytał mnie, czy nie mam ochoty na zakup owego cuda. Kiedy usłyszałem cenę, oscylującą w okolicach 20 zł za pół litra piwa z polskiego browaru, to złapałem się za głowę. No bo jak to polskie piwo w cenie amerykańskiego czy innego, holenderskiego cymesa (przypominam, iż było to dwa lata temu)??! Niemniej jednak poległem na poleceniach właściciela i zakupiłem owy trunek, zastanawiając się cóż to za wymysł.

Piwo na swoją kolej poczekało około półtora miesiąca od dnia zakupu, ale kiedy już znalazło się w szkle, to przyznam szczerze, że wówczas zerwało mi wszystko, co tylko zerwać się na tamten moment dało. Tak w skrócie prezentuje się z mojego punktu widzenia początek legendy Imperium Prunum. Piwa tak wyczekiwanego i tak, nie bójmy się użyć tego słowa, przehajpowanego, jakby sam Michael Jackson (nie, nie ten od Billy Jean) je błogosławił.

Nie zrozumcie mnie źle – używając słowa „przehajpowane” nie mam tutaj na myśli formy czy smaku samego piwa, które jest w mojej opinii po prostu doskonałe i nadzwyczaj smaczne. Chodzi tutaj o cyrk, jakiego wokół tego jednego trunku co roku jestem świadkiem. Bo liczby plotek, spekulacji i emocji, jakie powstają wokół Imperium Prunum pozazdrościł by niejeden polityk. Więc jak to jest z tym tematem w dwa tysiące osiemnastym?

Po pierwsze muszę przyznać, iż Browar Kormoran odrobił lekcje z zeszłego roku. Piwa uwarzono więcej, nalano w butelki 330 ml oraz przygotowano zdecydowanie więcej kegów. Oczywiście nie spodziewałem się podaży na poziomie Ataku Chmielu czy Rowing Jacka, ale mimo wszystko z zakupem tegoż porteru nie powinno być aż tak ciężko, jak przed rokiem. Sam na sklep otrzymałem pięć razy więcej sztuk, niż miało to miejsce ok. 365 dni wcześniej (z 3 na 15 😉 ). I chociaż to nadal była liczba zbyt mała, aby zaspokoić popyt (całe piwo sprzedało się w 6 minut od otwarcia), tak zakupiło je o wiele więcej osób, niż przed rokiem. OK, mógłbym się przyczepić obiecanego większego odstępu między dystrybucją Imperium Prunum do sklepów specjalistycznych, a dystrybucją do sieci handlowych, ale przymknijmy już na to oko. Ogólnie chapeau bas za nie olanie uwag hurtowników, sprzedawców i klientów.

Po drugie – zasady dystrybucji są w końcu w miarę jasne. Nie dochodzi już do akcji „kup pan karton dowolnego piwa Kormorana, a jedno Imperium będziesz mógł do tego kartonu sobie dokupić”. No bo serio takie traktowanie klientów, kimkolwiek by oni nie byli, wołało o pomstę do nieba. Ja wiem, że w głównej mierze był to wymysł pewnej sieci handlowej, ale w moich oczach zasługuje on na pełne potępienie i skazanie autora tegoż na picie rozgazowanego i ciepłego Prażubra do końca swoich dni. Amen!

Po trzecie – w końcu piwo ma szansę pojawić się na kranie w większej liczbie multitapów. Oj pamiętam, kiedy w dwa tysiące siedemnastym Imperium Prunum dostało ledwie kilka knajp. A teraz? W samych Katowicach, w chwili kiedy piszę te słowa ten porter jest dostępny w dwóch pubach. Da się? No da się! I nie dochodzi tutaj do sytuacji, w której w danym przybytku ludzie zabijają się za możliwość spróbowania chociażby 100 ml tej „porterowej ambrozji”.

Czytając powyższe trzy punkty można by odnieść wrażenie, że w końcu sytuacja znormalnieje i cyrk pt. Imperium Prunum spakuje swoje manele i odjedzie w niepamięć. Sam cyrk oczywiście, bo piwo niechaj zostanie do końca świata i o jeden dzień dłużej. Nic bardziej mylnego. Nadal pojawiają się spekulanci; znowu Janusze wrzucają na fora internetowe informacje o tym, jak to wspaniale udało im się zdobyć 10 butelek i dzięki temu inni, che che, nie będą mieli, chociaż ja tych 10 sztuk w zasadzie nie potrzebuję; ponownie tu i ówdzie widać głosy, jak to jeden z drugim mówią/piszą, że nie warto, bo oni słyszeli, że piwo niedobre albo że piwa totalnie nie da się zdobyć. O aukcjach esencji Imperium Prunum, sięgających astronomicznej kwoty 250 zł za buteleczkę, nie wspominając. OK, być może zakupienie butelki Imperium nie jest łatwe, ale weź rusz jeden z drugim cztery litery do najbliższego multitapu, gdzie pewnie Prunum będzie można spróbować (jednakowoż dalej mi przykro za tych, którzy ani sklepu ani multitapu nie mają w swoim zasięgu). Skończ jeden z drugim opowiadać farmazony o tym, iż piwo jest niedobre, bo tak mówił kolega, który słyszał to od wujka, który dostał maila od szwagra babci ze strony córki brata. I w końcu skończmy sami te ploty powielać. Bazujmy na własnym doświadczeniu, na potwierdzonych informacjach i na wiarygodnych źródłach. Kapewu? 😉

Imperium Prunum zwyczajnie w świecie nie zasługuje na ten czarny PR. Baaaaaaaa, przez tego typu akcje obrywa się całkowicie niesłusznie i samemu browarowi. Ludzie, nie dajmy się zwariować, bo to piwo, mimo iż bardzo dobre, nie jest Świętym Graalem światowego piwowarstwa. Naprawdę na półkach sklepowych znajdziecie wiele piw na podobnym, jak i na zdecydowanie wyższym poziomie. I to piw dostępnych od ręki. Polecam wyluzować i nie spinać się aż tak, bo to ani piwu, ani browarowi, ani nikomu dobrze nie robi. Peace, love & pijcie dobre krafty, cieszcie się nimi, dzielcie się nimi i po prostu miejcie z tego wszystkiego fun.

Browar Hoppy Lab – Rzemieślnicze Klasyczne

Często browary rzemieślnicze w swoich ofertach zapominają o tak zwanych piwach „entry-level”. Wiecie, chodzi o dobrze zrobione pilsy, przyjemne piwa pszeniczne, solidne lagery czy nieskomplikowane pale ale’e. I ja to poniekąd rozumiem, bo większość tych, którzy chociaż odrobinę wsiąkli w świat piwnego kraftu częściej sięga po solidnie nachmielone i pojechane wynalazki, niż po bocka czy hellesa. Na szczęście od pewnego czasu obserwuję tendencję rzemieślników do warzenia klasyki czy właśnie mało złożonych „górniaków”. Sam od czasu do czasu lubię sięgnąć po tego typu tematy, a dla osoby na co dzień nie mającej styczności z „ajpami”, „ipami” i „risami” to już w ogóle będzie idealne wprowadzenie do krainy chmielem i słodem płynącej. I właśnie na te oczekiwania odpowiedział m. in. browar Hoppy Lab ze swoim Rzemieślniczym Klasycznym. Czy całość wypadła, jak należy? Sprawdźmy.

W tym miejscu warto zastanowić się, czego od takiego piwa powinniśmy oczekiwać. Z pewnością nie powinno być ono zbyt skomplikowane czy złożone. I właśnie takie ono jest. Aromat wypada dość ubogo w porównaniu z solidnie nachmielonymi IPA’ami, ale nadal może cieszyć. Sporo tutaj akcentów słodowo-zbożowych, z w tle przygrywającymi białymi owocami, przywołującymi skojarzenia z winogronami i białą porzeczką. Estry przyjemnie i subtelnie nęcą, ustępując jednak pierwszeństwa przyjemnej słodowości. Po kilku łykach zostałem utwierdzony w przekonaniu, że jest to naprawdę idealne piwo dla lubujących się w Tyskim czy Żywcu, a których chcemy przeciągnąć na kraftową stronę mocy. Rzemieślnicze Klasyczne jest lekkie, rześkie, ze szczyptą akcentów ziemistych, z mocno umiarkowaną goryczką i z białymi owocami w tle. Ot taki przyjemny i codzienny „pijus”.

Być może większość z Was powie „a po co nam takie nudne piwo? Gdzie tu chmiel, gdzie gorycz na poziomie miliarda IBU?”. Zaprawdę powiadam Wam – takie piwa, jak Rzemieślnicze Klasyczne są  nam po prostu potrzebne. Po pierwsze z pewnością trafią w gust części piwoszy, lubujących się w mniej złożonych piwach (ja osobiście znam kilkanaście takich osób). Po drugie dla części beer geeków (takich, jak ja) będą przyjemną odskocznią od codziennych „zmagań” z dokokszonymi „ipami” czy „barli łajnami”. Po trzecie Rzemieślnicze Klasyczne to naprawdę świetny trunek do wprowadzenia do świata kraftu. Ileż to razy widziałem krzywiących się „tyskopijców” (no offence, Bros. 😉 ), kiedy ktoś dał im spróbować dobrego West Coasta. Kubki smakowe trzeba po prostu przyzwyczajać do nowych smaków, a Rzemieślnicze Klasyczne będzie do tego po prostu idealne. 7/10

Chmielobrody kontra Browar Alternatywa

Zawsze kibicuję nowo otwartym browarom. Zwłaszcza, kiedy jest to browar fizyczny, z własnym sprzętem i zapleczem technologicznym. I dokładnie tak było w zeszłym roku, kiedy w kwietniu, w Rudzie Śląskiej swoje podwoje otworzył Browar Śląski Alternatywa. A co dzisiaj piszczy w browarze? Jakie plany mają na najbliższy kwartał? I w końcu jakie piwa browar obecnie leżakuje w beczkach? Tego dowiecie się z kolejnego odcinka „Chmielobrodego kontra…”