Gospoda Pod Czarnym Kurem vel. Browar Widawa

Wiecie, gdzie na mapie Polski odnaleźć miejscowość Chrząstawa Mała? Wielbiciele dobrego piwa, a szczególnie wybitnych Porterów, powinni mieć tę wiedzę w małym paluszku. Bo to właśnie w Chrząstawie Małej mieści się siedziba Browaru Widawa, będąca jednocześnie Gospodą Pod Czarnym Kurem. O kunszcie Wojtka Frączyka, czyli właściciela i głównego piwowara Widawy, rozpisywać się nie będę – za rekomendację niechaj zrobią liczne medale, jakie Wojtek zdobył chociażby na tegorocznym Konkursie Piw Rzemieślniczych. Będąc ostatnio w okolicy wykorzystaliśmy okazję i razem z Panią Kapitan, i w towarzystwie ekipy Brokreacji wpadliśmy do Wojtka na szybki rekonesans.

Dla niewtajemniczonych – Chrząstawa Mała to niewielka miejscowość, mieszcząca się kilkanaście kilometrów pod Wrocławiem. Ot typowa noclegownia dużego miasta, w którym nowoczesne domki jednorodzinne mieszają się z tradycyjnym budownictwem rolniczym. Szczerze powiedziawszy kiedy tak mknęliśmy do celu, to nie spodziewałem się jednego – pod Gospodą nie było praktycznie ani jednego wolnego miejsca parkingowego. Z drugiej zaś strony kiedy trafiłbym wcześniej na odcinek Kuchennych Rewolucji, prowadzonych przez pewną krągłą „gwiazdę” polskich kulinariów, w którym to knajpa Wojtka postawiona była za wzór do naśladowania, to zapewne moje zdziwienie byłoby mniejsze.

Pierwsze, co przykuwa wzrok, to porozstawiane po kątach beczki, w których dojrzewają piwa, uwarzone przez Wojtka. Sama knajpa jest bardzo przestronna i dość przytulna. Co prawda nic w wystroju nie powala na kolana, ale jest bardzo schludnie. Sznytu całości dodają dwie kadzie warzelne oraz pięknie oświetlony bar.

Ogromnym plusem Gospody Pod Czarnym Kurem będzie z pewnością obsługa. Kelnerki zwyczajnie znają się na swojej robocie, dbają o gości przy stolikach i zawsze mądrze doradzą. I to nie tylko w zakresie kulinariów. O trunkach, obecnych na kranach również mają solidną wiedzę. Idąc tym tropem zamówiłem zalewajkę oraz camembert z żurawiną i frytkami, a Pani Kapitan postawiła na polędwiczki w sosie kurkowym. Za aperitif posłużył mi wyborny Tropical Storm, a jako napój główny – Origen, czyli rewelacyjny Porter Bałtycki, uwarzony w kooperacji z hiszpańskim Jakobsland Brewers. Oba piwa wypadły śpiewająco i nad wyraz wybornie. Szczególnie druga pozycja ponownie mnie zachwyciła. Tak to już jest, kiedy mamy do czynienia z najlepszym piwowarem od Porterów w tym kraju.

A jak z kolei wypadły dania? Zalewajka przywołała w mojej pamięci skojarzenia z prawie identyczną zupą, jaką bardzo często przygotowywał mój świętej pamięci dziadek. Warto zaznaczyć, że był on mistrzem w tym zakresie, więc skojarzenie owe zaliczam na ogromny plus. Frytki z camembertem również dały radę i jedynie delikatnie przeciągnięte polędwiczki można było odrobinę wcześniej ściągnąć z ognia, ale hej – sos kurkowy zrobił taką robotę, że klękajcie narody.

Zaprawdę powiadam Wam – jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicy, to koniecznie zahaczajcie o Gospodę Pod Czarnym Kurem. Nie dość, że dobrze zjecie, to jeszcze spróbujecie naprawdę wybornych piw. To jedno z tych miejsc na piwowarskiej i kulinarnej mapie Polski, które zwyczajnie trzeba odwiedzić. Jeśli moja rekomendacja nie wystarczy, to zawsze pamiętajcie o Pani Gessler; ona z pewnością nie stawiałaby za wzór miejsca, jakie na to zwyczajnie nie zasługuje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s