Brestskoe Pivo (Брестское Пиво) – Porter

Kiedy dwa lata temu razem z J. D. Overdrive graliśmy koncert w białoruskim Brześciu nie obyło się bez wizyty w pobliskich sklepach w poszukiwaniu czegoś dobrego na orzeźwienie. Ja ustrzeliłem wówczas jakiegoś niemiłosiernie słodkiego Schwarzbiera, a koledzy z zespołu inne, dziwne i dość randomowe trunki. Poziom raczej nie powalał, chociaż trafiło się parę klasycznych, fajnych pilsów. Czas minął, my się nieco postarzeliśmy i w zasadzie poza pewną anegdotą z kostką masła w białoruskim Golden Ale’u w tle, temat odszedł w niebyt. Aż tu nagle Jooras wyskoczył z butelką blisko rok przeterminowanego Portertu z Browaru Брестское Пиво (Brestskoe Pivo). Chłopak bał się przetestować tegoż jegomościa, a z kolei ja byłem ciekaw, czy poszedł on w kwas czy może w jakąś inną stronę. W końcu do odważnych świat należy.

Muszę przyznać, że to piwo mnie nieźle zaskoczyło. Po pierwsze barwą. Być może nie do końca jest to widoczne na zdjęciach, ale bliżej temu Porterowi do Koźlaka, niźli do klasyki gatunku. Ciemnorubinowa ciecz, z burgundowymi refleksami nijak nie przypomina standardów, jakie ujrzymy u innych przedstawicieli stylu. Mimo wszystko wraz z piękną czapą piany ten brzeski Porter prezentował się dość atrakcyjnie. Drugie zaskoczenie przyszło wraz z przysunięciem kieliszka w okolice mojego nosa. Oj, jak to piwo ślicznie się zestarzało. Śliwki, wiśnie i cała garść lukrecjowych cukierków wręcz buchała z czaszy, przyjemnie korespondując z solidną bazą słodową tego trunku. I znowu moje skojarzenia poleciały bardziej w stronę Bocka, niźli Porteru. Zresztą w smaku było bardzo podobnie. Ponownie pierwsze skrzypce zagrały czerwone owoce oraz lukrecja, z akompaniującą temu wszystkiemu słodyczą. W sumie nie powinno to dziwić, bo z 17° BLG (o ile dobrze rozszyfrowałem ruskie znaczki na etykiecie) piwo odfermentowało do 6.5% alkoholu. Wielbiciele „team słodyczki” byliby zadowoleni. Na szczęście na finiszu pojawiła się bardzo przyjemna, kawowa goryczka, stawiająca fajny kontrapunkt dla słodkich tematów owocowych. Faktura Porteru co prawda nie była zbyt „cielista”, ale gładkość trunku wynagradzała całość. Jak do tego dołożymy niewysokie wysycenie, tak otrzymamy bardzo przyjemne, niezwykle pijalne i ciekawe piwo.

Jestem przekonany, że gdyby to piwo zostało otwarte przed upływem terminu ważności, to niczym by mnie nie zachwyciło. Stawiam flaszkę, że osiągnęło by poziom co najwyżej świeżego Porteru z Argusa, nic więcej. Na szczęście poleżało w lodówce mojego perkusisty odpowiednią ilość czasu, a jemu zabrakło odwagi do zmierzenia się z tym wyzwaniem. OK, być może trunek ten nie jest klasycznym przedstawicielem gatunku; brakuje mi  tutaj chociażby szczypty akcentów czekoladowych, o barwie nie wspominając, ale hej, skoro jest radość przy degustacji, to czy mam się tym przejmować. No nie sądzę. 7,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s