Brodą w kraft, czyli Wilson, baty i burger z grilla.

Premiery piwne to już nie te same wydarzenia, co kilka lat temu. Nie budzą już emocji, porównywalnych z premierą najnowszego filmu Benicio del Toro; nie przyciągają do multitapów rzeszy beer geeków, spragnionych nowości, niczym biegacz wody po przebiegniętym maratonie; wreszcie nie stanowią żelaznej pozycji w ofercie każdego, szanującego się pubu z kraftem. Szkoda, ale jak mawiał Roland z Gilead w jednej z powieści Stephena Kinga – Świat poszedł naprzód. I trzeba z tym żyć. Na szczęście są jeszcze ludzie wkręceni w temat, którzy podejmują się organizacji takich eventów i ja to podejście strasznie mocno szanuję. W Katowicach takim punktem na mapie jest zdecydowanie Biała Małpa, która niedawno miała okazję gościć ekipę Brodacza wraz z Wilsonem, czyli ich najnowszym piwem w stylu New England IPA. Nie mogłem nie skorzystać z tej okazji, bo dodatkowo na miejscu swoją obecność zapowiedziała załoga browaru.

Poza wyżej wymienionymi atrakcjami miał również odbyć się turniej siatkówki plażowej z udziałem Wilsona w roli głównej. Nie, nie chodzi mi o butelkę czy keg z piwem, a o prawdziwą piłkę, z podobizną tego „bohatera”, jaką możecie kojarzyć z filmu Cast Away – Poza Światem. Niestety pogoda pokrzyżowała te plany, dzięki czemu Wilson zajął honorowe miejsce przy barze

Wilson i Wilson

Po zameldowaniu się na miejscu od razu poprosiłem o najmłodsze „dziecko” Brodaczy, przywitałem się z ekipą browaru i spędziłem z nią dobrych kilkadziesiąt minut na całkiem owocnej rozmowie. Ale po kolei. Skoro głównym bohaterem był Wilson, to na wstępnie może kilka słów o nim. Pierwsze, co przyciąga uwagę, to bardzo przyjemny, chmielowy aromat piwa. Wilson jest mocno cytrusowy, a wyraźne nuty nafty od razu zdradzają, że piwowar nie szczędził Mosaica przy chmieleniu na aromat. Ktoś powie, że w New Englandach to już trochę nuda z tym chmielem, ale jako jego ogromny fan będę bronił Mosaica, niczym sienkiewiczowski Skrzetuski Zbaraża. W smaku też jest przyzwoicie. Wysoka gładkość piwa świetnie podbija owocowe i chmielowe akcenty, a dość wysoka wytrawność świetnie komponuje się z niemałą goryczką tego trunku. Jednym zdaniem, bardzo porządne New England IPA, które co prawda papy z dachu nie zerwie, ale chyba nie taki jego cel. 7,5/10

W międzyczasie przybiłem piątkę z Tomkiem Brzostowskim (właściciel Brodacza) i Karolem Kołodziejskim (główny piwowar), dzięki czemu można było na spokojnie zamienić kilka słów o tym co jest, o tym co było i o tym co będzie. Osobiście zastanawiałem się, skąd pomysł, aby to Biała Małpa została lokalem premierowym dla Wilsona. Okazało się, że dla chłopaków wybór był naturalny. Warząc swoje piwa w świętochłowickim ReCrafcie często gościli w Małpie ze względu na klimat, ludzi i jeden z najgenialniejszych ogródków, jakie widzieli. Ogromny mural, zdobiący jedną ze ścian, okalających to miejsce postawił kropkę nad „i”. I fajnie, że Panowie zjawili się w Katowicach akurat  z tym piwem, chociaż z drugiej strony wysyp „niju inglandów” mnie osobiście trochę już przytłacza. A można była uwarzyć coś klasycznego, bo przecież moda na klasykę wraca. Zdaniem Karola to nie jest jednak takie proste: „Chętnie uwarzyłbym np. bittera, ale na takie piwa obecnie w Polsce nie ma rynku zbytu. Jako kontrakt jesteśmy ograniczeni i nie możemy warzyć tego, na co mielibyśmy ochotę, a wierz mi, że na nasze pomysły nie starczyłoby tanków w ReCrafcie. Natomiast New England to piwo, jakie trafi i do beer geeków, i do noramalsów i właśnie to w nim jest fajne”. W sumie nie sposób się z chłopakiem nie zgodzić – prowadzenie biznesu to nie tylko realizacja wszystkich pomysłów, ale i kalkulacja, arkusze Excela i wykresy kołowe, słupkowe i łączone, dzięki którym browar może się rozwijać. Tylko czy faktycznie Brodacz jest w 100% z Wilsona zadowolony? Ponoć jest nieźle, ale Karol chętnie popracowałby nad ciałem Wilsona, jakie jego zdaniem powinno być nieco pełniejsze. Czy tak faktycznie jest i Wilson powinien być „tęższy”? Zobaczymy przy kolejnej warce.

W tym miejscu od razu pomyślałem o tym, jak marketingowo Brodacz ogarnął to piwo. Nie ma tutaj nazwy w stylu „Dla Paskudnych Pijaków” czy tła a’la Wiesiek Wszywka, będącego twarzą „Dużego Volta”. Umówmy się – browar w środowisku kraftowym zebrał trochę batów za podejście, jakie zaprezentował we wspomnianych przed chwilą dwóch trunkach. Kiedy rzuciłem pytanie o tę kwestię Tomasz od razu wtrącił jedno zdanie: „Nasz dotychczasowy marketing…”. I tutaj temat popłynął. Nie ukrywam, że dość mocno chłopaków przemaglowałem o to, czy będą chcieli wrócić na scenę kraftową i jak zamierzają teraz promować swoją markę… long story short, bo musiałbym rozpisać się na kilka stron: ekipa nigdy nie miała wrażenia, że wypadła ze sceny, ale faktycznie baty na sobie odczuła. Przy takiej skali chłopaki liczyli się z pewnego rodzaju ryzykiem, ale zdecydowali się na jego podjęcie, co przy takich zasięgach pozwoliło na większe spopularyzowanie marki kosztem w/w batów. Obecnie z Dużego Volta zrezygnowali, krytykę przyjęli na klatę i dlatego zamierzają nieco inaczej promować swoje nowe pomysły.

A jakie to pomysły siedzą w głowach Brodaczy? W najbliższych planach załoga ma stworzenie podwójnej wersji New England IPA oraz Milkshake’a. Chcieliby zrobić także wysokoekstraktowe, ciemne piwo. Ba, nawet już byli umówieni na jego warzenie, ale finalnie coś nie zagrało. „Nie chcemy wypuszczać piw niedoleżakowanych, a co za tym idzie takich, z których nie będziemy zadowoleni”, mówi Karol, „a właśnie do tego by doszło, gdybyśmy zgodzili się na warunki browaru. Kiedyś takie piwo powstanie, ale odbędzie się to na naszych warunkach i zgodnie z naszym pomysłem”. Tomek co prawda nieśmiale przebąkiwał coś o przyszłym roku, ale finalnie obietnicy nie dał. Nam nie pozostaje nic innego, jak trzymać kciuki.

Dalsza rozmowa zeszła już na tematy, o których nie ma się co rozpisywać. Co prawda było coś o odchodach Koali i butach Adidasa w piwie, ale kto by tam się rozdrabniał i pochylał nad takimi kwestiami, prawda? Szczególnie że o wiele ciekawszy temat można było przydybać na zewnątrz. Z racji wstępnie planowanej imprezy ogródkowo-plażowej pojawił się grill, z którego można było wsunąć genialnego burgera czy szaszłyk. No tyle wygrać.

Po raz kolejny Biała Małpa pokazała, że da się zrobić imprezę premierową piwa, na której będzie się działo nieco więcej, niż w standardowy, piątkowy wieczór. Co prawda szkoda, że turniej siatkówki nie wypalił, bo to z pewnością dodało był całości kolorów, ale i tak ja osobiście bardzo chętnie wracam do tego wieczoru. Z takimi ludźmi, przy takich trunkach i z takim jedzeniem czas mknie z prędkością światła. Dzięki wszystkim, którzy byli, a Was zachęcam do tego, żeby podczas takich eventów śmiało wbijać na pogawędki z załogami browarów, bo można się nieźle pośmiać i wielu rzeczy dowiedzieć. To mówiłem ja, Chmielobrody 😉





Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s