Baśń o Michale, któremu aż chciało się, tfu, Ż!

[audycja zawiera lokowanie produktu]

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami i za siedmioma morzami żył sobie pewien poczciwy człowiek, nazwany imieniem Michał. Michał lubił piwo i najchętniej sięgał po te najzimniejsze, warzone przez jeden z największych browarów w królestwie. Przy każdym łyku powtarzał maksymę głównego piwowara i wykrzykiwał „Aż chce się Ż!”. Pewnego dnia dobry znajomy Michała pokazał mu, że jego ulubiony trunek może mieć różne formy i postaci, a smak, znany mu z tego, co pijał do tej pory, może być intensywniejszy, pełniejszy i o wiele przyjemniejszy. Michał podziękował swemu przyjacielowi i od tego czasu żył długo i szczęśliwie. Koniec.

Związek mojego imienia z imieniem bohatera owej baśni jest oczywiście jak najbardziej zamierzony, bo właśnie mniej więcej w ten sposób zacząłem zgłębiać temat piw kraftowych. Gdyby nie wspomniany wyżej kumpel być może do teraz żłopał bym Tajskie czy Żywca. Dlatego też sam staram się krzewić kulturę picia piw kraftowych wśród swoich znajomych i nieznajomych. Jednym z narzędzi temu służących jest oczywiście blog. Umówmy się – liczę na to, iż nie tylko piwne świry wchodzą na tę stronę. Może ktoś z „koncernopijców” z ciekawości tutaj zajrzy i dzięki temu sięgnie po jakiś lepszy trunek? Dodatkowo od pewnego czasu mam okazję działać w tej materii nieco bardziej bezpośrednio.

Otóż jest takie miejsce w Katowicach – Pole Do Popisu – prowadzące wszelkiej maści warsztaty kulinarne. W warsztatach może wziąć udział każdy przysłowiowy Kowalski, ale nie tylko. Często, w formie integracji, z tej opcji korzystają firmy. I tutaj wchodzę ja, cały na biało. Oczywiście z gotowaniem zbyt wiele wspólnego nie mam, ale czy nie fajnie przed gotowaniem zorganizować panel degustacyjny, wprowadzający do świata kraftów, a potem z dobrym piwem w ręku zasiąść za garami? Dla mnie ta opcja prezentuje się nad wyraz kusząco.

Sam panel jest stosunkowo prosty – na wstępie opowiadam o piwie, czyli skąd, po co i dlaczego; następnie wspólnie zastanawiamy się, z czego piwo jest zrobione, aby płynnie przejść do klasyfikacji, podziału stylów i parametrów. Oczywiście omówienie różnic między piwem koncernowym i kraftowym jest także stałym punktem programu. Jeśli czas na to pozwala, to dłuższą chwilę zatrzymuję się przy szkle do piwa, wyjaśniając po co w ogóle piwo warto przelać nawet do najprostszej szklanki. Punktem kulminacyjnym jest oczywiście degustacja wybranych przeze mnie (zazwyczaj) pięciu różnych, kraftowych pozycji. Nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie wyciągnął „spod lady” próbki referencyjnej, jaką zazwyczaj jest właśnie pospolity koncerniak. Reakcja zgromadzonych? „Hyhyhyhyhyhyhy”. I to właśnie w tym miejscu zaczyna się największa zabawa. Najpierw lecimy z tyskaczem. Okej, czasem w panelu biorą udział osoby, będące bardziej „into krafty”, ale one akurat wiedzą, czego się spodziewać. Kiedy pozostałych pytam, co czują i jak oceniają piwo, zawsze, jak jeden mąż odpowiadają „no pachnie i smakuje jak piwo”. Następny w kolejce jest zazwyczaj jakiś dobry pils. To czas na pierwsze zdziwienie zebranych. „Keeeeeeee? Gorycz? Większa pełnia? Wyraźniejszy smak?”. A kiedy w szkło wjeżdża dobrze nachmielona IPA, to oczy uczestników wyskakują już z orbity. Na sam koniec zostawiam sobie zazwyczaj jakiegoś tęgiego mocarza pod postacią RISa czy Porteru Bałtyckiego. To stawia przysłowiową kropkę nad i, skutecznie przeciągając zgromadzonych na ciemną stronę mocy. Tzn. na jasną. W sensie tę lepszą. I nawet podrzucane przeze mnie w połowie degustacji ciekawostki pod postacią czy to kwasa, dzikusa czy jakiegoś torfiaka nie zrażają nikogo. Baaaa, kiedyś jedna z Pań stwierdziła, że to właśnie Nightwolf z całej piątki smakował jej najbardziej. Wcześniej tylko Redd’s i Karmi. No tyle wygrać!

Mnie osobiście panele te dają sporo frajdy, bo wiem, że część z tych osób (o ile nie wszystkie) zacznie pić piwo bardziej świadomie i z większą rozwagą. Was też zachęcam do tego, aby pokazywać tę lepszą stronę piwnej mocy, chociażby tylko wśród znajomych. Wierzcie mi, słysząc od zatwardziałego „koncernopijcy” słowa „kiedyś codziennie piłem po dwa tyskacze, a teraz wolę wypić jedno, a dobre, kraftowe”, naprawdę robi się jakoś lepiej na duchu. Tylko w tym miejscu warto pamiętać o jednym – nic na siłę i wszystko z rozwagą. Wsadzając komuś swoje przekonania kijem do gardła osiągniecie odwrotny efekt. A jeśli ktoś, kiedyś będzie miał ochotę na żywo przekonać się, jak robi to Chmielobrody, to dajcie cynk – ogarniemy 😉











Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s