Beer Week Festival 2017 – ludzie, piwo i śmiech

Kraków to jedno z tych miast, do których wracam zawsze z szerokim uśmiechem na gębie. Wiecie – odjechany rynek, smok wawelski, fajne knajpki i dobre żarcie. Więc kiedy dowiedziałem się, że w grodzie Kraka trzecia edycja Beer Week Festivalu jest organizowana w terminie, jaki w końcu mi pasuje, tak też z nieskrywaną przyjemnością zabookowałem sobie tę datę w kalendarzu. Radości nie było końca, gdyż dodatkowo Jurek aka Jerry Brewery, odpowiedzialny za organizację mediów i sceny festu, poprosił mnie o poprowadzenie jednego z wykładów. No tyle wygrać! Zwarty i gotowy, z prezentacją na pendrive’ie oraz z konspektem wykładu w kieszeni ruszyłem w piątek na drugi dzień tego beer-geekowego święta.

Tegoroczny Beer Week Festival umiejscowił się na stadionie Cracovii. Biorąc pod uwagę bliskość wszelkiej maści ciągów komunikacyjnych wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Dodatkowo stadion ów został pod ten event solidnie przygotowany. Część wystawców zakotwiczyła pod dachem, z przewiewnymi kratami zamiast betonowych ścian, część przed tymi, stalowymi konstrukcjami, a część w strefie relaksu, gdzie dodatkowo znalazły się food trucki i masa wygodnych leżaków. Dostępna dla gości trybuna z widokiem na murawę, wzorem Warsaw Beer Festivalu, idealnie dopełniła całości. Ok, być może mógłbym się w tym miejscu doczepić małej liczby koszy na śmieci czy sceny umiejscowionej „pod chmurką”, która utrudniała wyświetlanie w pełnym słońcu slajdów lub nie zapewniała ochrony przed ewentualnym deszczem (czego osobiście doświadczyłem, ale o tym za chwilę), ale hej – to są takie drobiazgi, na jakie można przymknąć oko.


Ponadto organizatorzy zadbali o to, aby zebrana gawiedź zbytnio się nie nudziła. Zaplanowano szereg wykładów, paneli dyskusyjnych czy w końcu kino letnie, w trakcie którego z piwerkiem w dłoni można było zobaczyć takie filmy, jak „Sztos” Olafa Lubaszenki czy „Rolling Stones w blasku świateł” Martina Scorsese. Dodatkowo kilka razy dziennie na scenie pojawiał się Jerry, przedstawiając ekipy poszczególnych browarów, które jednocześnie mogły pochwalić się tym, co aktualnie mają na kranach.

Ja osobiście na terenie stadionu Cracovii pojawiłem się w piątek po 19tej. Mając na uwadze swój wykład, jaki miałem poprowadzić tego dnia o 21:00, niespiesznie przemierzałem teren festiwalu, zbijając piątki ze znajomkami, bez zawrotnego tempa degustacji (all hail to 10 cl whisky glass!). Na moje nieszczęście, punktualnie o dziewiątej zaczął padać deszcz. Kwadrans później, bez ani jednej kropli, spadającej z nieba udało się jednakowoż stanąć na scenie, odpalić prezentację i wystartować z moimi opowieściami o szkle do piwa. Po kolejnych 15 minutach aura stwierdziła, iż ma dość mojego pieprzenia o tej godzinie i przegoniła wszystkich pod dach. I na nic się zdała przewaga zmroku i idealnie ostry, wyraźny obraz mojej prezentacji, rzucany na festiwalowy ekran. Deszcz zwyczajnie przesunął mój wykład na sobotnie popołudnie, tym samym odbierając mi handicap idealnego oświetlenia sceny. A w zasadzie jego braku. Na szczęście drugie podejście odbyło się bez większych zakłóceń (wyłączając z tego kręgu szalejącego Power Pointa i nikłej jakości, czy też jasności wyświetlany obraz).

Po wykładzie mogłem złapać chwilę oddechu i ugasić pragnienie. Nie trwało to jednak długo, gdyż już o 16:30 mieliśmy wystartować z zaplanowaną batalią trzech wersji Nafciarza Dukielskiego – standardowej, imperialnej oraz imperialnej, leżakowanej w beczce po whisky Laphroaig. Szybkie przygotowanie sali w sky barze, z pięknym widokiem na murawę, test sprzętu i zgodnie z planem w towarzystwie Miłosza (z blogu Miłosz – wink, wink), Grzegorza z blogu Smakosz Grzegorz oraz Kacpra z Piwnej Zwrotnicy poczęliśmy mlaskać i cmokać nad szkłem, wypełnionym torfowymi tematami. Całości przyglądał się Mateusz Górski (piwowar i właściciel Brokreacji), wraz z Jurkiem, który tym razem stanął po drugiej stronie blogerskiej barykady. Jak wyszło? Sami rzućcie okiem na fejsa, gdzie pełny live stream jest dostępny:

LIVE STREAM – KLIK!

Kolejną godzinę spędziłem z aparatem w ręku, śmigając po całym festiwalu i cykając foty. Powiem Wam tak – byłem już na kilku tego typu imprezach i jeszcze żadna nie była tak pełna uśmiechniętych i pozytywnych ludzi. Czy wpływ miała na to pogoda, czy dobre piwo, czy może świetna organizacja, czy obecność blisko 40 wystawców, czy po prostu obecna faza księżyca? Wszystko jedno – na tej edycji Beer Week Festivalu po prostu chciało się być i żal ściskał serducho, kiedy przed północą trzeba było zwinąć się do domu.

Niezliczona ilość rozmów, przybitych piątek, spróbowanych piw, poznanych ludzi i przede wszystkim uśmiechów stawia Beer Week Festival w mojej ocenie w czołówce piwnych eventów w Polsce. Ci, których zabrakło mają czego żałować i mam nadzieję, iż pojawią się na przyszłorocznej edycji. Słowa te kieruję w szczególności do browarów – m. in. Trzech Kumpli i Radugi 😉 Ja jestem w pełni ukontentowany i zadowolony. I oby kolejna edycja także trafiła w gusta mojego wybrednego kalendarza.

PS
A o tym, czego próbowałem dowiecie się tradycyjnie z kolejnego wpisu.

PPS
Łapcie pełną galerię z Beer Week Festival 2017 TUTAJ!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s