Poszukiwacze nieznanych chmieli w Namaste, czyli Pinta Hop Tour – Argentyna

Ponoć środek tygodnia to niezbyt fortunny termin na wszelkiej maści imprezy piwne. Z jednej strony niby racja, bo dzień następny zazwyczaj trzeba spędzić w pracy, ale z drugiej – kiedy jest okazja spotkać się w fajnym towarzystwie i pogadać nie tylko o piwie, ale i o dalekich podróżach, tak od razu człowiek staje się bardziej zmotywowany. Dokładnie z takim nastawieniem wybrałem się w minioną środę do katowickiego Klubu Podróżników Namaste na premierę piwa Rye Wine oraz na relację z podróży do Argentyny. To właśnie z tego kraju ekipa Pinty przywiozła chmiel do uwarzenia pierwszego piwa z cyklu Pinta Hop Tour.

Lepszej lokalizacji pod to wydarzenie sam chyba bym nie wymyślił. Przytulne wnętrza Namaste, 7 nalewaków, pojemna lodówka, wypełniona piwnymi specjałami, dwa duże ekrany i pełne nagłośnienie zapewniły odpowiednią atmosferę pod opowieści o wyprawie do Ameryki Południowej. Na miejscu pojawiłem się chwilę przed 19:00. Dzięki temu zdążyłem przywitać się z ekipą browaru, który reprezentowali Ziemek Fałat, Grzegorz Zwierzyna i Paweł Masłowski. Ponadto jeszcze przed startem eventu udało mi się spróbować Rye Wine’a i wiecie co? Totalnie zostałem przez to piwo rozłożony na łopatki. Niezwykle gęsty, wręcz kisielowy trunek bucha aromatami słodowymi, winnymi i delikatną ciasteczkowością, przywołując skojarzenia z najlepszymi Barley Wine’ami, jakie miałem okazję pić. Całkowicie ukryty w zapachu alkohol pojawia się subtelnie w smaku, kojarząc się z przyjemnym likierem. Rye Wine jest niezwykle pełny, gęsty, o zdecydowanej słodyczy, której naprzeciw wychodzi niezwykle wysoka gorycz, idealnie balansując smaki. Mnie osobiście to piwo zachwyciło i wprawiło w doskonały nastrój przed nadchodzącymi opowieściami. I to nie przez zawarty w nim alkohol na poziomie 13%. Tak złożonych i wysoce degustacyjnych trunków życzę każdemu browarowi, a sam wystawiam notę 9,5/10.

Z uśmiechem na twarzy skierowałem swoje kroki do sali, w której Ziemek i Grzegorz już zajęli miejsce na kanapie przy ekranie głównym, na jakim właśnie wystartował pokaz filmu z podróży do Argentyny. Zapełniona do ostatniego miejsca sala w skupieniu podziwiała widoki i miejsca, jakie załoga browaru odwiedziła na przełomie listopada i grudnia. I fajnie, że mieliśmy okazję obejrzeć ten film jako pierwsi, co całemu wydarzeniu dodawało smaku. Po projekcji gawiedź szybko uzupełniła opróżnione wcześniej szkło, aby za chwilę móc podziwiać pokaz zdjęć z komentarzem autorów tego całego zamieszania. Historie o odwiedzonych miejscach, spróbowanych potrawach, piwach, o spotkanych ludziach wszystkich przeniosły daleko poza zimne i zroszone deszczem Katowice. No i ten niepowtarzalny klimat Namaste, jaki jest po prostu nie do powtórzenia. Jeśli Was tam zabrakło, to macie czego żałować.

Na koniec Marek (właściciel klubu) poprosił mnie o poprowadzenie panelu dyskusyjnego, co uczyniłem z niezwykłą radością. Początkowo myśleliśmy, że to pewnie ja zadam większość pytań, ale na szczęście byliśmy w błędzie, bo tak oto uczestnicy eventu zasypali Ziemka i Grzegorza różnej maści pytaniami. Ja osobiście byłem ciekaw, dlaczego wybrali oni akurat tak mocne i intensywne piwo pod argentyńskie chmiele. Kąśliwie dodałem na koniec, czy aby to nie było w celu ewentualnego ukrycia słabych walorów tych południowoamerykańskich ziół. Ziemiek jedynie przytaknął, wywołując niezwykle szczerych śmiech na sali. Brawa za szczerość i ogólnie za cały pomysł z premierą Rye Wine’a.

Wieczór upłynął w tak szalonym tempie i tak fantastycznej atmosferze, jakiej jeszcze chyba nie doświadczyłem przy okazji wszelkiej maści piwnych eventów. I tutaj słowo dygresji – właśnie tak wyobrażam sobie wizyty browarów na kranoprzejęciach czy premierach. Szkoda, że mało która załoga w taki sposób angażuje się podczas swoich wizytacji w pubach i multitapach. Oczywiście pokaz slajdów czy filmów ma sens jedynie w przypadku takich akcji, jak Pinta Hop Tour, ale umówmy się – można fajnie taką imprezę poprowadzić, można fajnie o swoich piwach poopowiadać i w końcu można, a w zasadzie należy aktywnie poderwać zgromadzoną na takich wydarzeniach publikę. Pincie udało się to w 100% i mam nadzieję, że to nie będzie ich ostatnia wizyta w katowickim Klubie Podróżników Namaste. Czego Wam i sobie życzę!

Jedna uwaga do wpisu “Poszukiwacze nieznanych chmieli w Namaste, czyli Pinta Hop Tour – Argentyna

  1. Pingback: Wiosna po śląsku w katowickiej Kontynuacji – Chmielobrody

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s