Wywody Chmielobrodego – cz. 3 – Co z tym szkłem?

Teku, Nonic, Shaker, Tulip, Snifter, Craft Master One, IPA Glass, Stout Glass, Wheat Glass, kufel,  Tumbler, Goblet. To tylko niektóre rodzaje szkieł, jakie są dostępne na rynku, a mają służyć m. in. do degustacji piwa. Szczególnie początkującym piwoszom może się nieźle w głowie zakręcić od wyboru. Więc co z tym szkłem? Jakie szkło wybrać? Czy dopasowywać je do gatunku czy może do okoliczności? Może to zależy od gęstości piwa? A może to w sumie wszystko jedno? Nie będę się rozwodził nad testowaniem poszczególnych szklanek, pokali i kufli, bo to nie jeden bloger już zrobił (ot chociażby ostatnio Sidd z Chmielokracji -> KLIK!); chciałbym skupić się nad tym, jak ja osobiście do tej sprawy podchodzę i jak sam wybieram szkło, z którego mam ochotę się napić.

Na początku skupmy się nad podstawowym rozróżnianiem typów szkła. A więc mamy kufel, czyli grube szkło, koniecznie z uchem; następna będzie szklanka, czyli szkło, za jakie chwytamy całą dłonią, bez ucha i bez nóżki (skojarzenia ze zwykłą szklanką na herbatę będzie jak najbardziej na miejscu); na końcu mamy pokal (krótka nóżka, zwieńczona różnymi formami czasz) oraz kieliszek (długa, zazwyczaj cienka nóżka, zwieńczona zwykle zaokrągloną czaszą). Kufel nigdy nie będzie szklanką, szklanka pokalem, a kieliszek kuflem. Proste? Proste.

Oczywiście szkła można robić z różnych materiałów – w tym miejscu wyróżnię najbardziej popularne szkło sodowe oraz kryształowe. Do tego można dorzucić ceramikę, która mnie osobiście nie przekonuje (no może poza ceramiczną, czarną szklanką z Browaru Solipiwko 😉 ). Robi się już zamęt? No to przypomnijcie sobie wstęp i wypisane przeze mnie przykładowe rodzaje szkieł.

Ktoś może powiedzieć, że tak szeroki wybór jest chwytem marketingowym, a nam szkło ma się jedynie podobać. Połowicznie się z tym stwierdzeniem zgodzę. Przynajmniej w odniesieniu do mojej skromnej osoby. Tak – lubię jak szkło mi się podoba. Kropka. Niemniej jednak w tym miejscu przywołam panel degustacyjny szkieł marki Spiegelau, w jakim brałem udział. Porównywaliśmy w jego trakcie trzy rodzaje szklanek kryształowych Spiegelau (IPA Glass, Wheat Glass, Stout Glass) ze zwykłą, najprostszą szklanką sodową. O rany, różnice w aromacie powaliły mnie na kolana. Zwyczajnie byłem zaskoczony przepaścią, jaka dzieli szklankę sodową od pozostałej trójki. Co prawda prelegent starał się udowodnić, że dodatkowo kryształ jest inaczej wyprofilowany na rancie, przez co trunek lepiej rozprowadza się na języku, ale umówmy się – to już był zwyczajny, marketingowy bull shit.

Czyli jednak wybór szkła ma znaczenie! Fakt – odpowiednie wyprofilowanie szklanki czy pokala pozwala na kumulowanie się aromatu trunku u szczytu, dzięki czemu zabawa z degustacji będzie o wiele większa. Po prostu – wyczujemy więcej, intensywniej, mocniej i przyjemniej. No chyba że trafimy na wadę w stylu kanalizy albo kwasu masłowego. Wtedy też będzie intensywniej, ale tego raczej nikomu nie życzę. Ja osobiście rzadko kiedy sięgam po typową szklankę, bo i rzadko piję piwa, jakie mi do niej pasują.

Dodatkowo dla mnie znaczenie mają okoliczności, w jakich przychodzi mi pić piwo. Siedząc w knajpie i oglądając mecz czy tocząc żywą dyskusję ze znajomymi wolę prostsze rozwiązania, ale i mniej skomplikowane style. W tym miejscu piwo można mi lać w barbarzyński Shaker (gruba, wysoka i szeroka szklanka) czy Nonic (szklanka z obłym zgrubieniem blisko szczytu, ułatwiająca trzymanie jej w dłoni). Oczywiście tego typu szkło ma nikłą wartość sensoryczną, ale i okoliczności oraz kultura wymagają tego, aby nie onanizować się nad zapachem w poszukiwaniu wad i zalet. Jak to mawiał klasyk – to się pije, a nie wącha. Dodatkowo tego typu szkło, obecne w multi tapach ma ułatwiać obsłudze jego zbieranie i mycie. Skoro możemy w ten sposób jeszcze komuś pomóc, to czemu nie? Ja jestem za.

A właśnie – multi tap. Wiadomo, że w takim miejscu na kranach (czy w butelkach) pojawiają się sztosy. Wtedy zawsze staram się prosić o jakiś kieliszek czy chociażby pokal. Skoro wyskakuję z grubej mamony, to niech mam więcej frajdy z tej okazji, prawda? Czuję się również usprawiedliwiony z racji tego miejsca i chętniej „ocham” i „acham” nad IBU, goryczką, aromatami i innymi tego typu pierdołami, z jakich podśmiechują się moi nie-kraftowi koledzy. No taki mamy klimat, sorry Winnetou.

To teraz jak wybrać piwo pod konkretny rodzaj szkła? Tutaj możemy sugerować się nazwami. Skoro mamy IPA Glass, to wszelkiej maści odmiany India Pale Ale jak najbardziej się sprawdzą. Do Wheat Glass można lać pszenicę „bez obawień”. Stout Glass… czaicie klimat, prawda? Oczywiście są jeszcze szkła uniwersalne, jak np. Craft Master One, które sprawdzi się w zasadzie w każdej sytuacji. Dla wyraźniejszych doznań zapachowych polecam Teku czy Snifter, gdzie osobiście leję Imperialne odmiany India Pale Ale’i czy RISy. Da się? No da się. Zresztą w mojej ocenie nie ma się co spinać i jeśli chcecie poeksperymentować, to proszę bardzo. A jak Wam ktoś będzie stękał „hurrrr, durrrr, jak można pić ajpieja w Nonicu?”, to sugeruję liścia w potylicę i przywołanie delikwenta do porządku.

I w tym miejscu, zbliżając się już do końca tych moich smętnych wywodów, zwrócę uwagę na jedną, bardzo ważną kwestię. Pamiętam, jak swego czasu po bardzo pracowitym dniu wróciłem do domu, gdzie czekała na mnie butelka Nosferatu z Browaru Raduga. Wyciągnąłem szklankę, otwarłem butelkę, przelałem jej zawartość w szkło i wącham. Oesu, czemu to piwo śmierdzi mi tak, jakbym właśnie siedział w świeżo zdezynfekowanej łazience?! Czystej, ale dalej czuć zapach jakby chloru czy innego środka czystości. Matko… Piwo zjechałem z góry na dół na fejsie (przepraszam Andrzej, kajam się po raz kolejny), a do tego popsułem sobie humor tegoż dnia. Parę miesięcy później temat wrócił, ale tym razem w innym piwie. W tym miejscu coś mnie tknęło i przelałem trunek z jednego szkła do drugiego, gdzie efekt „kibla” już nie występował. Werdykt – słabo wypłukane szkło po jego czyszczeniu płynem do mycia naczyń dzień wcześniej. Szanowni – mycia szkła jest bardzo ważne i róbcie to np. gąbką, nasączoną stosownym środkiem. Ale na rany Chrystusa, dokładnie płukajcie szkło po wykonaniu powyższej czynności. Dodatkowo każdorazowo przed otwarciem piwa i przelaniem doń zawartości butelki wsadźcie nochal do środka i sprawdźcie, czy wszystko gra.

I mógłbym pisać o tym szkle jeszcze długo, wartko i szeroko, ale nie widzę w tym większego sensu. Umówmy się – szkło jest jedynie nośnikiem tego, co ma nam sprawiać radość i przyjemność, więc nie rozwódźmy się nad tym Bóg wie ile. Owszem, fajnie jest pomóc sobie i znaleźć takie szkło, które podkręci nasze wrażenia z degustacji, ale jeśli komuś bardziej pasuje picie z butelki? OK, nie ma problemu, jego sprawa. Ktoś chce sobie „rząpnąć” Imperim Prunum z kufla albo filiżanki? Be my guest. Finalnie chodzi o to, żeby to nam i nikomu innemu szkło pasowało i jeśli o jego wyborze zadecyduje fikuśny kształt albo fajne logo (do dzisiaj nie wiem czemu wolę Craft Master One z logiem Brokreacji niż bez), to trzymajmy się swoich preferencji. Wasze zdrowie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s