Browar Jędrzejów (Van Pur) – Strzelec Mocne

Wśród moich bardzo dobrych kolegów mam jednego kumpla nad wyraz uzdolnionego pod kątem literackim. W związku z powyższym postanowiłem oddać w jego ręce jeden ze specjałów, jaki znalazłem na stacji Lotos pewnego, letniego popołudnia, tym samym udostępniając mu przestrzeń w Szalupie FHP. Szanowni Państwo, Panie i Panowie, przed Wami maszyna napędowa sekcji rytmicznej kwartetu J. D. Overdrive, uzdolniony informatyk, były oblatywacz symulatorów lotniczych, kompan do kufla, a czasami i  do kieliszka – Łukasz JOORAS Jurewicz!

fot. Marcin Pawłowski

Witajcie, wilki morskie! Oto kolejna szabla dołącza do kapitana Chmielobrodego w walce z hipsteriadą, snobizmem i zniewieścieniem myśli browarniczej! Zwą mnie Jerzym i oto zasiadam wraz z Wami w Szalupie FHP, by oddać się degustacji wątpliwej jakości trunków dla odważnych.

Tym razem antałek mój zawiera piwo o zadziornej nazwie STRZELEC MOCNE. I tu pierwsze przemyślenie. Czy to jakaś niepisana zasada taniego (lecz mocnego) piwa? Wnikliwy obserwator zawuażyć winien, że kolorystyka puszek jest w tym segmencie bardzo zbliżona. Niezmiennie czarne (lub bardzo ciemne) tło i brunatno – karmazynowa kolorystyka, mająca być może w założeniu imitować złoto lub pewnego rodzaju luksus, lecz szczerze? Ja odbieram to jako dość odpychające. Jak w hostelu, gdzie ponure spojrzenie pani recepcjonistki zdaje się mówić „uciekaj i ratuj swe życie, głupcze”. Kolejny stały punkt programu to hasła marketingowe. Obowiązkowo bez szczegółów i wyrażone tak, by nikt przesadnie w to nie uwierzył. „Sprawdzona receptura”, „kuszące siłą i głębokim, zdecydowanym smakiem”. „Nasze samochody mają cztery koła, błyszczący lakier i wyraźny styl”. Non stercore, Scherlokus. No ale, dobrze, nie bądźmy sceptykami. Spróbujmy.

Tu jednak pewna dygresja. W przeciwieństwie do tow. kapitana Chmielobrodego postanowiłem piwa nie przelewać do szkła (niestety tow. Jooras zapomniał zrobić zdjęcia, więc sam się poświęciłem i zrobiłem… w szkle 😛 – przyp. Chmielobrody). No bo, Kapitanie, seriously? Prędzej uwierzę w Predatora prowadzącego miejski autobus z napędem hybrydowym niż w to, że statystyczny pan Janusz kupujący takie piwo otwiera je w domu i przelewa z puszki do kufla. Jeśli nawet nie wypił go w pracy czy wracając tramwajem z tejże to z pewnością puszka w dłoni jest dlań dalece bardziej naturalna od obcego doznania wynikającego z trzymania w ręce szkła z piwem w środku. Dlatego też nie oceniam barwy, klarowności czy konsystencji piany, bo szczerze – czy kogoś to naprawdę obchodzi? Otwarta puszka dysponuje wystarczająco szerokim wizjerem do obserwacji podczas testu. O takich rzeczach jak temperatura min 25 stopni nie wspominam, bo to oczywistości.
No to wio. Kotwica w górę, ster prawo na burt. Grażyna, dej kotletu mielonego! Zaczynamy!

Tsst.
Zapach. Słodkawy, umiarkowanie intensywny, po drugim i trzecim niuchu nieprzyjemny. Klasyczna analogia do randki w Tajlandii, miło, sympatycznie, ale pewne detale wzbudzają uzasadnione obawy. Im dłużej wącham tym bardziej jest niefajnie. Nie ukończywszy kursu sensorycznego nie wskażę dokładnej wady, ale nie jest to zapach który mam ochotę wąchać. Dlatego zaprzestaję.

W skali FHP – przyjemna ściera, umiarkowanie odrażająca – do dopracowania.

Piana i wysycenie. Nie trzeba przelewać piwa z puszki by zauważyć, że jest śladowa i znika szybko jak pieniądze z OFE. Samo wysycenie całkiem niezłe. Puszka otwarta jest od około 20 minut i piwo wciąż ma gaz, a statystycznie po takim okresie zapewne producent zakładał całkowite spożycie.
W skali FHP – do poprawy.

Smak… mimo 7% woltażu nie jest wyczuwalnie alkoholowe. Jest słodkawe i (zatkawszy wcześniej nos) pierwsze wrażenie nie jest bardzo nieprzyjemne. Niestety, finisz jest już gorszy. Pojawia się nieprzyjemna goryczka, która sama z siebie „robiłaby” tu fajnie, ale… no właśnie, ale. Jest podejrzana. Jak typ w poplamionym ubraniu, który kręci się w butiku z drogimi zegarkami i nerwowo strzela oczami we wszystkich kierunkach. Być może jest ekscentrycznym, bardzo bogatym reżyserem, jednak rozsądek podpowiada by lepiej wezwać ochronę już teraz. Tu jest podobnie. W zestawieniu z nieprzyjemnym zapachem powoduje poczucie wyraźnego upodlenia. Człowiek ma ochotę wytrzeć tłuste palce o dawno niepraną koszulkę typu żonobijka i oglądać Adama Małysza, szybującego w niedzielne popołudnie na skoczni w Oberstdorfie. Odcinając się jednak od woni nawet mimo bycia ciepłym trunek jest gdzieś w granicach akceptowalnych do wypicia. Podejrzewam, że gdyby je mocno schłodzić byłoby …no, może bardzo pijalne to za mocno powiedziane, ale dałoby się popić nim Toruńską z grilla i nie krzywić ust po każdym łyku.
W skali FHP – dobrze rokujące, acz wciąż niedoskonałe.

Ciekawe jest, czy gdyby to piwo wyleżakować przez co najmniej kilka miesięcy stałoby sie przyjaznym strong lagerem. Podejrzewam, że raczej nie. Ale miejmy swe marzenia. Piwo dalekie jest od wyżyn (czy też nizin – zależy kto patrzy) swojej niszy, na tle tych które miałem przyjemność testować. Nie jest odrażające, raczej po prostu nieprzyjemne – da się je pić ciepłym, a to w testowanym przedziale cenowym nie jest już bynajmniej regułą.

Dlatego z bólem serca przyznaję ocenę w skali FHP: 5/10. Koneser wieloletnich Porterów Bałtyckich i tak się zrzyga, lecz pan Włodek elektryk uzna je za piwo smaczne i biorąc poprawkę na jego sposób rozumowania – będzie miał w tym trochę racji. Stąd też taka, a nie inna ocena, zaś podsumowaniem tej (pierwszej, lecz mam nadzieję – nie ostatniej) recenzji będzie nawiązanie do nazwy pewnego zespołu muzycznego – „są gorsi”.
Na zdrowie!

3 uwagi do wpisu “Browar Jędrzejów (Van Pur) – Strzelec Mocne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s