The Blogger, czyli jak uwarzyć odjechane piwo z pomocą kilkudziesięciu beer geeków.

Kiedy w czerwcu trafiłem na akcję pod tytułem „niechaj blogerzy uwarzą swoje piwo”, organizowaną przez Browar Brokreacja i pod batutą Jerrego z bloga Jerry Brewery, od razu ochoczo tej sprawie przyklasnąłem. Owszem, były obawy o stworzenie piwnego potworka. No bo skoro każdy ma wpływ na recepturę i możliwość zagłosowania na wybrany składnik, plus jak do tego dojdzie ułańska fantazja, to czy czasem nie dostaniemy piwa, leżakowanego w beczce po bigosie (© by Suseł) albo innego chrzanowo-boczkowo-śledziowego „cudu piwowarstwa”? Na szczęście ekipa okazała się nad wyraz ogarnięta i w ten oto sposób na początku lipca składniki na The Bloggera (bo taką właśnie nazwę będzie nosiło to piwo) zostały zatwierdzone. Chociaż nie powiem – praktycznie do samego końca nikt nie wiedział, czym jest delikatna nutka zajebistości. Ale o tym nieco później.

Wisienką na torcie był mail, jaki dostałem w połowie sierpnia, zapraszający wszystkich uczestników do szczrzyckiego browaru Cystersów, gdzie 17 września mieliśmy zabrać się za warzenie naszego blogerskiego specjału. Pewnym problemem była kwestia logistyczna. Browar znajduje się około 50 kilometrów od Krakowa, ja mieszkam w Katowicach, a warzenie startowało o godzinie 9:00. Jechać samochodem do browaru? Na warzenie piwa? No nie ma takiej opcji. To byłoby jak lizanie szklanej witryny cukierniczej w momencie, kiedy mamy smaki na tort czekoladowy. Na szczęście z odsieczą przybył mój bardzo dobry kumpel Miłosz. I nie dość, że zaoferował nocleg w grodzie Kraka, tak dodatkowo zaproponował, abym przybył dzień wcześniej, „to może byśmy skoczyli na akurat trwające Dni Otwarte Pracowni Piwa?”. Za ten pomysł powinien dostać Oscara! Jak pomyśleli, tak zrobili, a pierwszą część wycieczki uczcili Noa Pecan Mud Cake’iem ze szwedzkiego browaru Omnipollo (w towarzystwie Jerrego i Piwologa). Delicje i idealny prolog do dalszych wydarzeń.

Tomasz Rogaczewski opowiada o pracy w browarze Pracowni Piwa
Zebrana gawiedź na tle tanków fermentacyjnych
Maszyneria Pracowni Piwa pomysłu własnego cz. 1
Maszyneria Pracowni Piwa pomysłu własnego cz. 2, butelkująca.
Omnipollo – Noa Pecan Mud Cake (10/10)

W sobotę plan był prosty – pobudka przed 6:30, prysznic, kawa, śniadanie i teleportacja pod miejsce zbiórki w centrum Krakowa, skąd odjeżdżał podstawiony do Szczyrzyca busik. Niecała godzina i byliśmy na miejscu.

Pojechaly, przyjechaly, dojechaly…
Cysterski Browar Gryf
Budynek Browaru Gryf

Opactwo i teren browaru prezentowały się nad wyraz urokliwie. Całość osadzona w lekko  górzystym terenie, pełnym sadów, lasów i rewelacyjnych widoków. Niestety na ich podziwianie nie było zbyt wiele czasu. Na miejsce przyjechaliśmy nieco spóźnieni, a praca była zaplanowana co do minuty. Zaczęliśmy od wizyty w pierwszej z sal odrestaurowanego browaru Gryf. Mateusz z Brokreacji z dumą prezentował tanki zacierne, warzelne i filtracyjne wraz z aparaturą, a potem zagonił nas pod sam strop, gdzie każdy miał okazję wrzucić do śrutownika worek słodu… lub ewentualnie siedem. W końcu przyjechaliśmy tutaj do roboty, prawda? Po drodze udało się ustrzelić fotę planów warzelnych i nazwy stylu, jaki będzie patronował The Bloggerowi (cóż zrobić, że z pewnymi ortograficznymi błędami 😉 ). Przynajmniej nie będzie problemu z przygotowaniem morskiej opowieści na kontrę, bo poza tym opisem nic więcej się nie zmieści (wink, wink 😉 ).

A dokładniej: Cherry Smoked Pepper Rye Wood Aged Strong Ale
Kotły i blogerzy
To w tym kotle za parę godzin będzie gotował się The Blogger
Żadna praca nie hańbi, a już na pewno nie śrutowanie słodów
Tutaj do śrutownika leci słód wędzony wiśnią…  omnomnomnomnom
Po śrutowaniu prosto do kotła…

Po wysiłku fizycznym (do kadzi zaciernej poszło ponad pół tony zesłodowanego ziarna) przyszła pora na chwilę relaksu. W tym miejscu ekipa Brokreacji przywitała nas pod swoim namiotem, gdzie każdy mógł dowoli częstować się Hefe-Weizenem (The Nurse), Bohemian Pilsnerem (The Teacher), Red IPA (The Butcher) oraz domową wersją The Gravediggera (RIS), warzoną z użyciem słodów wędzonych (cud-malina i absolutny sztos).

Przybytek relaksacyjny
Moi dwaj ulubieńcy z tego dnia
The Butcher prezentuje się jak należy! W tle jakiś randomowy gość z wodą, ja nie wiem, ja nie wiem… 😉

Chwila dyskusji, wymiany zdań i przyszedł czas na dalsze zwiedzanie cysterskiego browaru Gryf ze szklaneczką złocistego trunku w ręce (no chyba że ktoś akurat nalał sobie RISa 😉 ). W rolę przewodnika ponownie wcielił się Mateusz, oprowadzając nas po wszystkich zakamarkach tego oszałamiającego miejsca. I kiedy myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy w sukurs przyszły tanki fermentacyjne, a w zasadzie ich zawartość. Każdy miał okazję spróbować wprost z nich Imperialnego Nafciarza Dukielskiego (piwo w dieselu i na sterydach, oesu jakie to dobreee), świeżej warki The Alchmiesta (nachmielonego tak, że aż w nosie kręciło), The Dancer oraz oczywiście już fermentującej, pierwszej warki The Bloggera, która uwarzona została dwa dni wcześniej.

Mateusz potrafi skupić uwagę…
…szczególnie przy nalewaniu świeżego piwa wprost z tanku
The Blogger świntuszy, znaczy fermentuje
Wirówka
Dalsze testy piwnych specjałów

Monoblok, czyli butelkujemy i kapslujemy. Nie my, tylko monoblok.
Ekologia przede wszystkim, czyli pompa ciepła, odzyskująca energię, jaka wytraca się podczas warzenia.
Ponoć to próbki laboratoryjne. Część ekipy stawiała jednak na żółć bydlencą 😉
Niezwykle skomplikowana i precyzyjna… waga

Trochę się nachodziliśmy, gdyż budynek browaru jest dość spory. Do tego spożycie trunków o wysokim indeksie glikemicznym doprowadziło do pojawienia się dość wyraźnego uczucia głodu. Tym sposobem trafiliśmy do drugiego browaru, mieszczącego się na terenie opactwa. Mam tu na myśli browar restauracyjny Marysia, gdzie czekał już na nas konkretny posiłek, pozwalający przetrwać dalsze trudy tego dnia. Po wszamaniu przesmacznego rosołku i schaboszczaka przyszedł czas na zwiedzanie Marysi. Ponownie naszą największą uwagę skupiły zarówno tanki fermentacyjne, jak i drewniane beczki, wypełnione po brzegi samym dobrem i wspaniałościami. Niestety beczkowych delicji próbować nie było jak, więc pozostało nam słuchać, jak Mateusz skrzętnie przybliża nam zawartość każdej z nich. Niespodzianką w tym miejscu była rzecz, o której w zasadzie dowiedzieć się nie powinniśmy. Cóż, nie do końca wyszło, ale ja nie będę uprzedzał faktów i poczekam do stycznia na premierę pewnego zacnego trunku.

To będzie doskonały ()&(*^$#^%#$&( 😉
Browar Marysia (a kotły na sprzedaż, gdyby ktoś chciał)

Jedna z beczek, mieszcząca w swoim wnętrzu same dobroci

I kiedy późnym popołudniem lunął deszcz, a cała załoga przeniosła się pod strzechy dawnej słodowni, aby tam  kontynuować rozpoczęte dyskusje, ja postanowiłem sobie zadać pytanie: jesteśmy w browarze Cystersów, a ja do cholery jeszcze żadnego Cystersa na oczy nie widziałem. W tym  momencie na salony wkroczył właściciel tegoż przybytku wraz z dwoma Cysterami właśnie. Panowie skosztowali zawartości brokreacyjnego rollbaru, po czym zabrali nas na wycieczkę do muzeum, jakie mieściło się w budynku klasztoru. Wśród muzealnych zbiorów moją uwagę przykuły stare, miejscowe etykiety oraz kopia mapy świata z XIII w. I niech Was nie zmyli plan koła, na jakim ta mapa się znajduje. To dalej jest płaski dysk, gdzie w dolnym, lewym rogu znajdowała się nasza ojczyzna.

Piwo Jasne Pełn Kac… tak, to był zwiastun dnia następnego 😉

Kopia mapy świata z XIII w.

Po zwiedzaniu cysterskiego muzeum przyszedł czas na kolację i na ostatni punkt procesu warzenia, w którym blogerzy maczali palce, czyli przyprawianie. W tym miejscu razem z Jerrym miałem okazję dorzucić do kotła 2.5 kilograma nowozelandzkiego chmielu Sticklebrat. Tyle wygrać. I tutaj spieszę z wyjaśnieniem, czym jest owa delikatna nuta zajebistości, jaka miała znaleźć się w The Bloggerze. Postanowiliśmy zaufać inwencji Mateusza, który postawił na czerwony pieprz oraz płatki z drewna wiśniowego. Pieprzu co prawda już nie widziałem, ale kilka osób miało okazję dorzucić ten składnik do kotła warzelnego, a więc wszystko się zgadza. Finisz nastąpił bardzo szybko i każdy z nas, z uzupełnionym po brzegi szkłem udał się do busa celem dotransportowania naszych zmęczonych ciał do krakowskiego Weźże Krafta. Podróż przebiegła niezwykle sprawnie, z co jakiś czas wybuchającymi salwami śmiechu. Strasznie wesołe towarzystwo, nie powiem (wink, wink no. 2 😉 ). Ze względu na aurę zaplanowany multitap crawling niestety nie doszedł do skutku, w związku z czym imprezę zakończyłem stosunkowo szybko, acz z ogromnym uśmiechem na twarzy. Na sam koniec do mej szklanki wpadła rewelacyjna Czarna Mańka z Bazyliszka, prezentując się jak na obrazku, tudzież zdjęciu, jakie zamieszczam poniżej.

Bazyliszek – Czarna  Mańka (8/10)

Wyjazd na warzenie The Bloggera zaliczam do niezwykle udanych – nie dość, że zaliczyłem jedną z najlepszych wycieczek po browarze, w jakich brałem udział, tak jeszcze poznałem masę pozytywnych, wesołych i jak najbardziej normalnych ludzi, z lekkim odjazdem na punkcie piwa. Może się powtórzę, ale co tam – tyle wygrać! A kiedy piwo będzie miało swoją premierę? 21:00 – 4 listopada 2016 r. na Poznańskich Targach Piwnych. Widzimy się na miejscu!

2 uwagi do wpisu “The Blogger, czyli jak uwarzyć odjechane piwo z pomocą kilkudziesięciu beer geeków.

  1. Pingback: The Blogger – najechali nas blogerzy – Brokreacja

  2. Pingback: Wywody Chmielobrodego – cz. 4 – Chmielobrody

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s