Chmielobrody Blog na fejsie! Z tej okazji – Nøgne ø + Mikkeller + Brewdog – Horizon Tokyo Black (Russian Imperial Stout)

Część z Was pewnie już wie, że Chmielobrody Blog jest także na fejsie (bo że sklep tam jest, to wie już każdy :P). Po cóż ten zabieg? No więc są takie chwile w życiu człowieka, które nie wymagają dłuższego wywodu i specjalnych treści, a którymi człowiek chciałby się ze światem podzielić. I właśnie tam te treści będą się pojawiać. Zatem mam nadzieję, że zerkniecie i klikniecie w kciuka z oznaczeniem „lubię to” -> KLIK!

Z okazji tak podniosłej chwili musiałem przygotować coś szczególnego, wyjątkowego i godnego sprzedaży kolejnej cząstki mojej duszy Markowi Zuckerbergowi. Czy butelka piwa, której wartość oscyluje powyżej 70 zł za pół litra będzie nadawała się na tę okazję? A jeśli do tego dołożymy fakt, iż nad recepturą tegoż czuwały trzy browary ze światowej czołówki? I skoro samo piwo zostało uwarzone pod koniec 2012 roku, a więc ma już blisko 4 lata, to czy to nie będzie wystarczająco godne? Cóż, bez przelania zawartości tej małej buteleczki do kieliszka i sprawdzenia, co w niej drzemie nie mogłem tego wiedzieć.

Na wstępie warto jednak chwilę poświęcić na samą ideę, jaka przyświecała przy warzeniu Horizon Tokyo Black (czy też Black Tokyo Horizon). Otóż jak już wcześniej napisałem – skrzyknęli się piwowarzy z trzech browarów: Nøgne ø, Mikkellera oraz Brewdoga i postanowili zrobić sztosowe piwo. A jaki gatunek jest największym sztosem wśród piw? Russian Imperial Stout (arghhhhh!)! Przynajmniej w mojej opinii (wink, wink 😉 ). Czemu tak myślę? Ano nie dość, że surowców trzeba użyć tyle, że przeciętny Kowalski za ich wartość kupi sobie średniej klasy używaną furę (a może i nową?!?), to jeszcze sam trunek musi leżakować odpowiednią ilość czasu, żeby nabrał pełni i sensu (o czym kilka rodzimych browarów chyba zapomniało). Jak postanowili, tak zrobili. I zrobili to aż trzy razy, warząc trzy razy tegoż RISa w każdym z browarów* (*za siedzibę Mikkellera w tym wypadku robił duński browar Lervig Aktiebryggeri). Ja dorwałem tę, jaka została przygotowana w norweskim browarze Nøgne ø. Z kolej sama nazwa wywodzi się z połączenia nazw trzech RISów wyżej wymienionych browarów, czyli Brewdog Tokyo, Mikkeller Black oraz Nøgne ø Dark Horizon. Uffff, to chyba tyle tytułem wstępu, więc czas na to, co tygryski lubią najbardziej.

Horizon Tokyo Black, jak przystało na RISa, jest totalnie nieprzejrzysty i czarny jak heban. Pod światło pojawiają się piękne, bursztynowe refleksy, co świadczy o klarowności piwa. Beżowa, drobnopęcherzykowa piana co prawda dość szybko redukuje się do niewielkiego pierścienia, ale to akurat chyba dość normalne w piwach o takim zasypie. A właśnie – zasyp. To jedna z wielu rzeczy, jakie mogą przykuć uwagę. No bo ile piw na rynku ma 36° plato i 16% alkoholu? Już odpowiadam: niewiele. Co ciekawe, alkohol został w aromacie bardzo dobrze ukryty i jest niemal niewyczuwalny. Chowa się skrzętnie za nutami mlecznej czekolady i suszonych śliwek, które w tym piwie grają pierwsze skrzypce. Oczywiście to nie wszystko, bo Horizon Tokyo Black to trunek niezwykle złożony. I tak po lekkim ogrzaniu pojawia się subtelny sos sojowy oraz nuty winne, typowe dla piw długo leżakowanych. Da się wyczuć także delikatną paloność. Nie powiem – dawno nie piłem tak dobrze ułożonego piwa pod kątem aromatu. Po kilku łykach wiem już także, że mam do czynienia z jednym z najlepszych Russian Imperial Stoutów, jakie było mi dane próbować. Jest on niezwykle pełny, likierowy, ale nie przesłodzony. Owszem, słodycz jest wyraźna, ale nie jest ulepkowata. Jak do tego dołożymy przyjemną i paloną goryczkę na poziomie 100 IBU, tak otrzymamy piwo idealnie wyważone pod tym kątem. Alkohol ponownie został ukryty pod płaszczem wyraźnych smaków suszonej śliwki i czekolady. Jedyny ślad po tych 16% to delikatnie grzanie w przełyk i subtelny szum, jaki pozostaje w głowie po wypiciu tych skromnych 250 ml.

Za każdym razem, kiedy kupuję butelkę piwa powyżej 30 zł zastanawiam się, czy jest sens i czy warto. Horizon Tokyo Black pokazuję, że zdecydowanie warto. Baaaa, każdy powinien od czasu do czasu pozwolić sobie na tę odrobinę luksusu. Ten kooperacyjny RIS jest także dowodem na to, że piwo może być trunkiem niezwykle degustacyjnym, złożonym i bogatszym od niejednego, dobrego wina. Koniec, kropka. Tak rzekłem! A czy spełnił on swoją rolę w dzisiejszym odcinku, stając się godnym i wyjątkowym z okazji premiery niniejszego bloga na Facebooku? Po stokroć tak! I to z nawiązką! 9/10

PS
A jak wypada Black Tokyo* Horizon, uwarzone w Brewdogu? Sprawdźcie recenzję  Tomka Kopyry:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s