Piwojad – Onyks (Chocolate Vanilia Imperial Stout)

Polacy nie gęsi i swoje dobre Imperialne Stouty mają! Tak, jestem o tym przekonany i bez dłuższego zastanawiania się mogę wskazać chociażby rewelacyjnego Samca Alfa z Artezana czy Wostoka z chorzowskiego Browaru Reden. Niestety zdarzają się też sytuacje, w których nasze rodzime RISy wypadają poniżej oczekiwań albo są po prostu przeciętne. Tak miałem z pierwszą warką brokreacyjnego Gravediggera (druga już o wiele lepiej mi robi) oraz z Elixirem z Baby Jagi. Niestety, przewaga ilościowa tych słabszych nad lepszymi ciągle się utrzymuje. Parafrazując słowa pewnego zielonego jegomościa „much to learn we still have”. Wiara natomiast we mnie nie słabnie i zawsze ochoczo wyciągam swe chciwe łapska po nowe, polskie RISy. Dlatego z nieskrywaną przyjemnością otwierałem Onyksa, serwowanego przez Browar Piwojad.

Zacznijmy od tego, co na obrazku. Powiem Wam, że strasznie cieszy mnie ostatnio wybór co raz to ciekawszych kształtów butelek przez nasze browary kraftowe. Tutaj Piwojad mnie urzekł i plus za to. Nie jest sztampowo, nie jest nudno, a na półce taka butelka zachęca o wiele bardziej, niż tradycyjne flaszki 0.33 ml. Niestety trochę gorzej sprawa wypada po przelaniu piwa w szkło. OK, niby jest czarne, nieprzejrzyste i klarowne, ale to, co dzieje się z pianą to już nie są rurki z kremem. Piana nie jest nawet średniopęcherzykowa – jej spore bąble znikają z kufla z prędkością Sokoła Millenium, pokonującego trasę na Kessel. Po pianie zostaje jedynie płacz i zgrzytanie zębów. Szkoda. Na szczęście zapach tego Chocolate Vanilia Imperial Stoutu nieco poprawił  m humor. Pisząc „nieco” mam na myśli, niestety, niezbyt znacząco. Ok, jest wanilia, jest czekolada (bardziej mleczna, niż gorzka) i pojawiają się nuty charakterystyczne dla Stoutów Imperialnych, czyli czerwone owoce i odrobina suszonej śliwki. Jest ok, jednakowoż mimo wszystko dla mnie trochę zbyt ubogo, jak na RIS. Po kilku łykach mina niestety nieco mi zrzedła. Stało się to, czego zwiastunem była opisana wyżej piana (a w zasadzie jej brak). Wysycenie Onyksa jest jak temperatura na przełomie listopada i grudnia – niewiele powyżej zera. I o ile w RISach o wyższym zasypie mi to nie przeszkadza, tak przy 22 BLG i 8% alkoholu po prostu jest to nie fajne. Piwo jest umiarkowanie słodkie, a podobne akcenty smakowe, które pojawiały się w aromacie odnajdziemy również tutaj. Niestety wszystko jest jakieś takie płaskie i bez wyrazu. Dodatkowo fakturze Onyksa bliżej do FESów, niźli do Imperial Stoutów. Tematu nie ratuje nawet dość przyjemna gorycz, jaka utrzymuje się dość długo na finiszu, ale nie ściąga i nie męczy.

Mimo moich szczerych chęci i mocno pozytywnego nastawienia to piwo mnie nie zachwyciło. Ba, ono mnie dość mocno zawiodło. Zamiast przyjemnego, degustacyjnego i likierowego trunku dostałem wygazowany napój waniliowo-czekoladowy. Być może jak to piwo poleży, to jeszcze coś się w nim zadzieje i z tą  myślą zachomikuję jedną butelkę w swojej piwniczce – oby doczekała dla siebie lepszych czasów. Natomiast tej butelce wystawiam notę 4.5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s