Kraftwerk – High Hops (AIPA)

Pewnie nie napiszę nic nieoczywistego, ale lubię pozytywnie się zaskakiwać. Wiecie, na zasadzie, kiedy dziewczyna namawia Was na obejrzenie komedii romantycznej, która finalnie okazuję się całkiem przyzwoitym filmem, czyli odwrotnie do oczekiwań. Ten temat sam przerabiałem może z dwa razy, więc wiem o czym mówię! Gorzej jeśli komedia ta okaże się gniotem, marnującym dwie godziny naszego cennego życia. Wtedy już nie jest tak wesoło, a szanse Waszej dziewczyny na wspólne obejrzenie kolejnego śmieszkowatego romansidła drastycznie spadają. Z piwami jest podobnie. I nie bez kozery przywołałem tę historię przy okazji wpisu dotyczącego browaru Kraftwerk, bo z nimi to różnie bywa. Przykłady dobrych i słabych piw z tej „stajni” wymieniałem przy okazji wpisu o Citrinitasie, więc nie będę się powtarzał (KLIK!). A tym razem na tapecie pojawiła się nowość od tej ekipy, czyli AIPA High Hops. Nie powiem, Kraftwerk znowu mnie zaskoczył… oj zaskoczył.

Piwo w szkle prezentuje się przyzwoicie – jest lekko mętne, o złotej barwie, z drobnopęcherzykową pianą. Niemniej jednak nie po okładce ocenia się książkę, więc z ciekawością zakręciłem IPA glassem i wsadziłem swój nos w szkło. I tutaj doznałem pierwszego zaskoczenia. High Hops pachnie! I to pachnie całkiem przyjemnie. Bo tak oto na pierwszym planie dostajemy cytrusowy bukiet, składający się z cytryn, grejpfrutów i pomarańczy, a całość fajnie podbudowuje delikatny karmel i przyjemna ziołowość, płynąca z użytych chmieli. OK, ale co będzie dalej? Już nie raz piłem piwa o doskonałym aromacie, które po kilku łykach były płaskie, jak tereny Pustyni Danakijskiej. W tym miejscu High Hops ponownie mnie zaskoczył, bo w smaku to piwo jest pełne, owocowe i wytrawne, z delikatnym posmakiem skórki pomarańczy na finiszu. Gorycz jest stosunkowo wysoka, przyjemna i co najważniejsze – nie zalega zbyt długo w ustach. Ten amerykański „aj-pi-ej” jest naprawdę bardzo przyjemny i rześki.

Po mojej ostatniej przygodzie z Kraftwerkiem nie spodziewałem się wiele. Co więcej – otwarłem to piwo jako trzecie tego wieczoru, nie mając wobec niego żadnych, ale to absolutnie żadnych oczekiwań. Drogi Kraftwerku – dziękuję za tak przyjemne zaskoczenie i mam nadzieję, że już teraz zawsze będziesz mnie tak zaskakiwał. 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s