Fortuna – Komes Poczwórny 2014 vs. 2015

komes

Każdy ma chyba taki czas w swoim życiu, kiedy z niecierpliwości szybko przebiera nóżkami i zaciera rączki. Może to być np. oczekiwanie na Boże Narodzenie, na kuriera z nową gitarą czy pierwsza wypłata pięciu stówek na drugie dziecko. Dzieci nie mam, nowa gitara przyjechała do mnie jakiś czas temu (więc pewnie przez dłuższy czas nic się tutaj, chlip, nie zmieni), a za Bożym Narodzeniem nie przepadam. Na szczęście lubię piwo! A jeżeli dołożyć do tego fakt, że na otwarcie Komesa Potrójnego i Poczwórnego czekałem półtora roku, to już robi się całkiem miło. Pierwsze starcie (Komes Potrójny, przyp. aut.) powaliło mnie na łopatki z szerokim uśmiechem na twarzy. A więc tym bardziej ochoczo przystąpiłem do degustacji drugiego z rodzeństwa Komesów – Komesa Poczwórnego.

Na pierwszy ogień do szkła trafiło piwo „świeże”, datowane na 2015 rok, o ciemno-bursztynowej, delikatnie nieprzejrzystej barwie. Zaraz po przelaniu moją uwagę przykuła obfita, średnio-pęcherzykowa piana, która rewelacyjnie koronkowała w pokalu. Aromat wyszedł równie przyjemnie – delikatna paloność i żywiczność mieszała się z estrami i dyskretnym zapachem goździków. I na tym plusy tej „próbki” się kończą. Biorąc pierwszy łyk od razu można było wyczuć żelazo. Jakby mi ktoś garść monet w pysk wsadził. Owszem, po chwili przyzwyczajenia dało się wyczuć przyjemną owocowość i rześkość… zgwałconą od razu przez posmak pięciozłotówek. Zmęczyłem z 1/3 butelki – reszta poszła w kanał.

Na szczęście leżakowany Komes Poczwórny, datowany na początek 2014 roku obronił się z nawiązką. Co prawda wizualnie aż tak wielkiej różnicy, jak w Komesie Potrójnym nie zauważyłem – piwo zrobiło się klarowne, zachowując swój ciemno-bursztynowy kolor, a piana zmieniła się w o wiele drobniejszą i z o wiele słabszym lacingiem. Natomiast cała reszta wypadła znakomicie! Paloność, żywica i owocowość mieszała się doskonale z aromatami winnymi (owoce leśne, jagody). Alkohol był już lekko wyczuwalny, ale na szczęście nie przeszkadzał. W smaku Komes stał się pełny (żeby nie powiedzieć dojrzały), owocowy i bardzo bogaty w nuty znane z dobrych, czerwonych i wytrawnych win. Żelaza, dzięki Bogu, absolutny brak.

Leżakując to piwo nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Owszem, wiedziałem że coś się zmieni, ale efekt finalny przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Co prawda Komes Potrójny wypadł lepiej, niż Poczwórny, niemniej jednak temu drugiemu należy się mocne 7/10. A piwowarzy z browaru Fortuna powinni chyba zrobić przegląd swoich instalacji, bo ani to pić, ani leżakować, jeno płakać i wylewać do ścieku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s